banner

Góry uczą cierpliwości i dystansu – spotkanie z Piotrem Pustelnikiem w MBP

W miniony piątek, w pękających w szwach wnętrzach czytelni Miejskiej Biblioteki Publicznej odbyło się żywe, pełne humoru i anegdot, a także przekomarzanek z publicznością spotkanie z himalaistą, Piotrem Pustelnikiem. Góry dają poczucie, by na wszystko co się robi w życiu, popatrzeć z pewnego dystansu – mówił gość Radzyńskich Spotkań z Podróżnikami, który w rozmowie z Robertem Mazurkiem opowiadał o swojej książce „Ja, pustelnik”, wydanej we wrześniu br.

Zanim rozpoczęło się spotkanie, zebranych czekała mała gimnastyka z przesuwanymi krzesłami – warto pomyśleć o większej sali i takim godzeniu weekendowych wydarzeń, by nie nakładały się na jedną godzinę tego samego dnia. Wielu radzyniaków było rozdartych…

Podczas rozmowy w tle przewijały się zdjęcia z wypraw Pustelnika z cytatami: My się wspinamy, a ty chodzisz po górach czy Góra broni się wiatrem. Komentując swoje  zdjęcie zażartował, że tytuł prezentacji powinien brzmieć: „Życie po spożyciu”

-Na początku alpinizm był dodatkiem, pasją – nie wychodzącą poza ramy statystyki. Sposób na życie stał się nowym światem, do którego wpuszczałem czasem innych – tych, na których mi zależy. 

Widmo ceny, którą czasem musiał zapłacić za swoją pasję wydaje się teraz inne, mniejsze. Pasja potrafi być jak obosieczny miecz – przyznał bohater wieczoru. -Jedną stroną przecina nieznany świat, tym drugim ostrzem – czasem rani ludzi. Oczywiście żal straconych rodzinnych chwil.

Wszystko zaczęło się od książek od mamy, czytanych podczas pobytu w szpitalu. Mówiąc o chorobie serca w latach młodości wyznał: byłem w świecie, którym rządziła śmierć. W wieku 15/16 lat kwestia fizyczna przestała mnie krępować, wszystko tkwiło w głowie. Pozbywałem się strachu bardzo długo – przyznał.

Zaczytywał się w  książkach o norweskich badaczach polarnych. Podczas gdy inni chłopcy w moim wieku, chcieliby być: a) policjantem, b) strażakiem, c) spadochroniarzem, ja chciałem być polarnikiem, ciągnąć ciężkie jak cholera sanie. 

-Mając 39 lat, jako dojrzały człowiek wszedłem w góry. 

Góry wzywają ludzi, którzy pragną sportowego wyzwania lub mistycznego przeżycia

-Człowiek musi mieć w sobie jakąś duchowość. Bez tego jest maszyną – spotkałem kilka takich w górach. Pytany o doświadczanie Boga odpowiedział: nie potrzebuję dowodu, że jest, to my musimy być źródłem tego ducha. Wiara jest dla mnie intymną relacją wewnątrz siebie.

Nieważny jest cel, ważna jest droga

Góry są środkiem, celem jest człowiek. Nie wchodzi się na górę, by wejść na szczyt – robi się to po to, by stać się kimś lepszym – zacytował słowa Waltera Bonattiego.

W tej drodze najważniejsi są ludzie. Góry dają wartość estetyczną, emocjonalną dają ludzie. Zawsze dążyłem do dream teamu. Nie gaście lontu o nazwie przemijanie.

O pomocy teścia i genezie tytułu książki:

Pytany o mistrzów, wskazał na prekursorów wpinania się. Wskazał na dwa nurty chodzenia po górach – jeden to podejście do tego, jako przyjemności („Niepotrzebne zwycięstwa” Lionela Terray’a -opis walki człowieka z naturą i własnymi słabościami na szczytach gór od Alp po Annapurnę) , drugie to podejście sportowe, zabarwione potężną dawką determinacji.

Nie idę w góry po to, by się bać

– W środku nawet najlepszego sprzętu zawsze jest człowiek.

Między prowadzącym a gościem wywiązała się też taka oto wymiana zdań:

-Chciałbym Cię zapytać o kobiety w górach

-Do widzenia

Konfrontowany ze słowami Kukuczki, wspomniał pomnik ze spiżu, czyli Wandę Rutkiewicz – Łamała pewne bariery w kobiecym himalaizmie. Ciągnęła innych do góry. Jak stwierdził: obecność płci odmiennej na wyprawie łagodzi obyczaje.

Pytanie o drugiego

Pustelnik wspomniał także o momentach dramatycznych. To zawsze jest moralny dylemat – pomóc połamanemu koledze czy zdobyć szczyt? To zawsze nieszczęście. Człowiek gór nigdy nie zostawił by poszkodowanego. Wypadek – musisz reagować! Musisz to robić!  Podał przykład ludzkich zachowań podczas II wojny światowej, gdy ludzie codziennie ratowali innym życie – to normalna etyka – pomóc w potrzebie. 

Ważną datą w jego życiu był 27 kwietnia 2010 – za 5-tym razem udało mu się wejść na ośmiotysięcznik, Annapurnę. Pytany o towarzyszące mu uczucia, odpowiedział: to szczęście było jakby o 1/3 mniejsze. Powinien być wtedy z nami ten trzeci. Brakowało mi przyjaciela. Gdy już zszedłem i byłem w namiocie, rozpłakałem się jak dziecko – przyznał. – To było jak uwolnienie się od garbu.

Plany

-Dalej jest normalne życie, które chcę by było pozbawione błędów poprzedników.W 100 % będę wpuszczał do niego moich bliskich. Jest moment, żeby zejść z Himalajów.

Na zakończenie spotkania z rąk burmistrza miasta nasz gość otrzymał karykaturę autorstwa Przemka Krupskiego oraz okolicznościowy medal. Podpisywał także swoją książkę i pamiątkowe zdjęcia.

Jakub Hapka

Na portalu od jesieni 2012 r. Najpierw jako felietonista, od maja 2015 redaktor naczelny. Absolwent polonistyki UMCS. Fan futbolu.

Michał Musiatowicz o swojej najnowszej płycie

NASTĘPNY ARTYKUŁ »

Mikołajkowe zawody pływackie