banner

Czarnooka blondynka

To Phillipa Marlowe’a życie po życiu. Za sprawą Benjamina Blacka dostajemy kolejną porcję przygód kultowego detektywa stylu noir.

Niemal 60 lat po śmierci twórcy postaci słynnego detektywa i ojca czarnego kryminału, Raymonda Chandlera, irlandzki pisarz postanowił wskrzesić uniwersum Phillipa Marlowe’a w powieści Czarnooka blondynka. Jako fan Chandlera, a zwłaszcza powieści z serii z Marlowe’m w roli głównej, po pierwsze, nie mogłem książki nie kupić, a po drugie – otwierałem ją z obawą. Wiem bowiem, że nie zawsze takie kontynuacje są dobrym pomysłem. Zbyt lubię świat noir, by zepsuć sobie smak marną podrubą. Tymczasem…

Tymczasem czytając Czarnooką blondynkę przez cały czas towarzyszyła mi natrętna myśl: czy poznałbym, że nie jest to powieść Chandlera, gdybym o tym nie wiedział? Benjamin Black (wł. John Banville) opanował chandlerowski sposób opowiadania idealnie. Budowa zdań, wyrażenia, sposób budowania dialogów nie pozostawia wątpliwości, że mamy do czynienia z tym samym Phillipem Marlowe’m, którego znamy. Obuchem tej prawdy dostajemy już na pierwszych stronach powieści. Autor ma niesamowitą zdolność do przyswajania stylu noir (duża w tym zasługa tłumacza Pawła Lipszyca). Oto kilka charakterystycznych, chandleropodobnych zdań:

  • Telefon na moim biurku wyglądał jak przedmiot, który wie, że jest obserwowany.
  • Facet przedstawił się jako biznesmen, a ja postanowiłem mu uwierzyć.
  • Jeżeli kobiety są tak atrakcyjne, jak mówisz, nie przyglądam się im zbyt dokładnie. To rozprasza.
  • Siedziałem i myślałem o tym i o owym, na przykład dlaczego pierwszy łyk piwa zawsze smakuje znacznie lepiej niż drugi?
  • Dom wcale nie był duży, o ile uważasz Pałac Buckingham za niewielką skromną siedzibę.

i mój ulubiony, z baru Barney’s Beanery:

  • Za barem wciąż wisiał stary, sfatygowany napis „Pedałowie: wynocha”.

Być może Marlowe Blacka jest nieco bardziej czuły na kobiece wdzięki, mniej cyniczny, może zbyt instynktownie podejmuje decyzje niż kiedyś, a przez to wpada też w większe kłopoty. No, ale przecież kłopoty to jego specjalność, a wiek też robi swoje – akcja powieści toczy się na progu lat 50. XX wieku. A może teraz zwróciłem na to uwagę szukając na siłę różnic w narracji epigońskiego autora z oryginałem?

Styl noir zadomowił się na trwałe w świecie komiksów oraz filach nakręconych na ich podstawie, https://forum.kinopoisk.ru/showthread.php?t=149028&page=49

Akcja zaczyna się typowo: piękna blondynka z bogatego domu odwiedza zgrzebne biuro detektywa i wynajmuje go do odnalezienia swego chłopaka, który zniknął. Oczywiście rzecz okazuje się bardziej skomplikowana, niż wydaje się to na początku, być może zresztą Marlowe bierze sprawę, bo podejrzewa, że właśnie tak jest. Oczywiście poza tym, że dziewczyna mu się podoba.  Nie będę opowiadał akcji, żeby nie psuć Czytelnikom lektury, dodam tylko, że na łamach książki spotkamy znane nam postaci, jak detektyw z biura szeryfa Bernie Ohls i policjant Joe Green, doktor Loring czy (a może zwłaszcza) przyjaciel Marlowe’a Terry Lennox.

Słowem, dla wielbicieli Raymonda Chandlera, Pihillipa Marlowe’a i czarnego kryminału lektura obowiązkowa. Dla zachęty jeszcze kilka charakterystycznych chandlerowsko-blackowych cytatów:

Nazywam się Edwards, Everett Edwards – oznajmił, pogardliwie zadzierając nosa. – Tak się składa, że Everett Edwards Trzeci.

– Chcesz powiedzieć, że było was już dwóch?

*

Clare Cavendish szybko zatrzasnęła notes, potem, już wolniej, nałożyła nasadkę na długopis i z rozmysłem odłożyła na stolik gestem przywódcy państwa, który właśnie podpisał porozumienie pokojowe lub wypowiedzenie wojny.

*

– Sypiasz ze wszystkimi klientami?

Odwróciłem się do niej na poduszce i odparłem:

– Tylko z kobietami.

*

Głęboko się zamyślił. Widok zamyślonego Berniego naprawdę zapierał dech.

*

Dopiłem drinka, pomyślałem, żeby wychylić resztkę zostawioną przez Berniego, ale są granice, których my, Marlowe’owie nie przekraczamy.

*

Ten doświadczony kelner potrafił pewnie rozpoznać kaca z odległości stu kroków.

*

Po łyku chłodnego koktajlu przypomniałem sobie o łani pragnącej wody ze strumienia. Dobrze, że psalmista nie znał wódki.

*

Nikt nie czerpie takiej frajdy z palenia jak człowiek, który jakoby rzucił.

*

Popłynęły dźwięki starego utworu zespołu Paula Whitemana, gorącej muzyki uładzonej na użytek mas. Nie pytajcie mnie, skąd gość nazwiskiem Whiteman miał odwagę, żeby grać jazz.

_______

Benjamin Black, Czarnooka blondynka, tłum. Paweł Lipszyc, Wydawnictwo Albatros, Warszawa 2017, ss. 303.

5 lat portalu – 5 wspomnień redaktora stażysty

NASTĘPNY ARTYKUŁ »

Mała ojczyzna, czyli uczniowie w Świętej Trójcy

Skomentuj