Sztuka jako życie - rozmowa z Jerzym Omelczukiem, artystą malującym ustami - RadzyńINFORadzyńINFO
banner

Sztuka jako życie – rozmowa z Jerzym Omelczukiem, artystą malującym ustami

W piątek 2 lutego otwarto w galerii „Oranżeria” wystawę malarstwa Jerzego Omelczuka. Artysta ze względu na niepełnosprawność maluje trzymając pędzel w ustach.

Jerzy Omelczuk urodził się w 1957 roku z porażeniem mózgowym. Obrazy tworzy od kilkudziesięciu lat. Jest członkiem Światowego Stowarzyszenia Artystów Malujących Ustami i Nogami. Mieszka w Poznaniu. Do radzyńskiej galerii przybył z kilkoma przyjaciółmi, którzy pomogli mu pokonać strome schody. Poruszał się na elektronicznym wózku, który nazywa pieszczotliwie „krową”.

Twórcy nie brakowało ani dobrego humoru, ani też weny twórczej. Po krótkim wstępie artysta zabrał się bowiem do pracy przy przygotowanej zawczasu sztaludze. W przeciągu pół godziny Omelczuk stworzył zupełnie nowy obraz – pejzaż z wyobraźni. – Taki pokaz rządzi się swoimi prawami. Chodzi o to, aby było ładnie, szybko i przyjemnie – stwierdził. Doceniony przez zgromadzoną publiczność malarz bardzo dobrze czuł się w naszym mieście. – Już chciałbym tu być drugi raz – wyznał z uśmiechem.

Artysta znalazł także czas na krótką rozmowę z Radzyninfo. Zapraszamy do lektury!

W jaki sposób odkrył pan swoją miłość do sztuki?

Jerzy Omelczuk: To był sposób na życie. Górnolotnie mówiąc była to rehabilitacja przez sztukę.

Od jak dawna pan maluje?

Wcześnie odkryłem to, że mogę malować i rysować. Nawet nie mając rąk, można je częściowo zastąpić. Tak więc moje usta nie tylko mówiły i jadły, ale i pracowały. Brałem plastelinę do buzi, turlałem nosem, brodą…  Oczywiście, w dzieciństwie brody nie miałem (śmiech). Bawiłem się też klockami w wojsko, jak każde inne dziecko.

Pierwsza wzmianka o mnie była w 1968 roku. Był to międzynarodowy konkurs plastyczny dla dzieci pt. „Kim chciałbym być, jak będę duży”. Dostałem wtedy wyróżnienie. Nawet dobrze tego nie pamiętam, znam to bardziej z opowieści. Ale zgadnijcie, co taki chłopak mógł namalować?

Mirosław Piasko: Wojskowego.

Tak! A później pomagali mi ludzie obcy, którzy podsunęli farby i bloki. Mama mi tak nie pomagała, nie wnikam, dlaczego. Dziękuję jej za to, że mnie urodziła – i starczy. Reszta jest moja.

Patrząc po pańskich portretach widzę duże zainteresowanie historią.

Z zamiłowania jestem historykiem. Nie można oddzielić malarstwa od życia. Staram się oddać charakter ludzi, których maluję. Wystawa jest poświęcona wielkim Polakom – wg mojego uznania. Są to ludzie których szanuję, lubię i poważam.

Drugim tematem pańskich obrazów jest natura.

Tutaj akurat są liczne obrazy zwierząt. Konie, psy… Zresztą to moje psy i konie, przeważnie. Chociaż z końmi to jest osobny temat w mojej twórczości.

Dominik Gawlik, opiekun: Pan Jerzy maluje konie także ze względu na to, że w Skaryszewie trwa cały czas protest przeciwko ubojowi koni. Pan Jerzy zrobił piękny gest i chciał odkupić jedno ze zwierząt, które czekał taki właśnie los. Okazało się jednak, że w transporcie były dwa konie. Pan Jerzy odkupił więc oba. Oczywiście nie ma warunków do tego, żeby trzymać je u siebie. Dlatego jego konie przebywają teraz w stadninie na emeryturze.

Jakie inne tematy podejmuje pan w swojej twórczości?

Tutaj są trzy – pejzaż, zwierzęta i ludzie. Malowałem także akty, głównie kobiece. Narysuję wszystko, ale wolę malować kobiety (śmiech).

Miasto posiada ponad 50 ha na Maryninie

NASTĘPNY ARTYKUŁ »

Stan bezpieczeństwa w powiecie

Skomentuj