banner

Łatwiej jest zbudować kilometr drogi, niż zmienić mentalność- wywiad z Wójtem Gminy Komarówka Podlaska, Ireneuszem Demianiukiem, cz. II

O pielgrzymce samorządowców, inwestycyjnych planach, współpracy „granicznej”. O tym, co jest największym zyskiem gminy, mocnym ryku silników i czym zirytował były prezydent Kwaśniewski-  z Wójtem Gminy Komarówka Podlaska rozmawiają Józef Korulczyk i Jakub Hapka.

J. H.: – W gminie mamy 13 sołectw i 13 sołtysów. W 8 miejscowościach funkcję sołtysa pełnić będą nowo wybrani sołtysi – mówił pan w marcu 2015 roku. Jak układa się współpraca z nimi? Na co się skarżą, jakie kwestie podnoszą? Co jest największą bolączką w gminie?

Sołtysów mamy już nowowybranych. Były wybory i w zasadzie są w tym składzie. Jest jedna pani sołtys w Komarówce i 12 sołtysów. Ze współpracą z sołtysami to od samego początku nie miałem żadnych kłopotów. Nie patrzy się na nich kategoriami politycznymi, tak jak dzieje się to w przypadku radnych.

Radny to jest jednak jakaś pewna koalicja, pewna opozycja. To mniej lub bardziej zostaje u radnego. On zawsze będzie patrzył na to, kto z jakiego komitetu startował, kto jakiego miał kandydata na wójta. U sołtysów tego nie ma i ta współpraca jest dzięki temu lepsza, bo jest merytoryczna. Z sołtysami w zasadzie to jesteśmy na tel. komórkowe i współpracujemy ze sobą w obie strony. Gdy coś trzeba zrobić, typu czyn społeczny, mniejszy bądź większy, mogę dzwonić o każdej porze dnia i nocy – i do mnie tak samo, jak coś trzeba, to dzwonią o każdej porze i wiedzą, że ja albo oddzwonię, albo będę próbował załatwić sprawę.

Uważam, że dla sołtysów największym problemem jest stan i remonty dróg. Nasza gmina nie jest pewnie wyjątkowa pod tym względem.  A to drogi dojazdowe do pól, a to mosty, przepusty, na wiosnę to jakieś lokalne podmoknięcia, zalewanie wody, żeby coś tam przekopać… Melioracja szczegółowa u nas nie działa, kanalizacyjna spółka wodna nie działa już od 2002 roku, może jeszcze wcześniej. Zresztą jak była, to też słabo działała.

Dzwonią  w takich sprawach gospodarczych. Typu –  znak ktoś wywrócił, dziura w ziemi wybiła,  krzaki na drodze, gałąź zwisa… Tak to uzgadniamy, że albo sami to załatwiają, albo ja wysyłam kogoś, żeby to zrobili. Ale zapewniam jeszcze raz, że współpraca jest bardzo merytoryczna, nieobciążona żadnymi aspektami drobnej, lokalnej polityki i to się autentycznie daje zauważyć. Na sesjach przy pytaniach i interpelacjach nie ma uszczypliwości i złośliwości, tylko rozpatrywane są autentyczne, realne zagadnienia.

To może nawet czasami nam się wydawać, z zewnątrz błahostką – krzaczek, gałązka. Może dla nas tak, ale dla tamtej małej wioski to jest coś tak ważnego, że oni właśnie z tym mogą przyjść. I wiedzą, że mogą z tym się do mnie zwrócić  – tu nie ma dwóch zdań. Bardzo sobie cenię tą współpracę.

Czasami są sprawy poważniejsze. Gdy sołtys czuje, że coś tam we wsi „nie gra.” Mówi wtedy: Wójcie, trzeba zrobić zebranie. Przyjedzie wójt z pracownikiem –  wyjaśnimy sprawę, dokumenty pokażemy itd. Są w końcu różne sytuacje. To też sobie cenię – że nie doprowadzają do momentu, aż się „zagotuje”. Tylko spotykamy się i próbujemy wyjaśniać.

Wielkie uznanie i czapki z głów za to, co sołtysi robią. Robią to społecznie, biurem sołtysa jest jego dom. Trzeba sobie to uzmysłowić, że to nie jest biuro, które można zamknąć. Ktoś może przyjść nawet w niedziele, wejść mu do kuchni.

J. K.: Gmina pozyskuje wiele środków z zewnątrz. Jak to robicie?

Z racji tego, że mamy nieduże możliwości budżetowe, musimy prowadzić inwestycje oparte o środki zewnętrzne, bądź w porozumieniu z innymi jednostkami samorządu. Jest to dla nas szansa żeby za to, co mamy, zrobić po prostu więcej. Występujemy zarówno o środki unijne jak i o te inwestycyjne, w porozumieniu z innymi jednostkami – zarówno z samorządu woj. lubelskiego, jak i z samorządem powiatowym.

Inwestycja, o której pan wspomniał, miała być w pierwotnym założeniu inwestycją wspólną. Czyli taką z udziałem środków unijnych, środków gminy Komarówki i pow. radzyńskiego. Taki wniosek został pierwotnie napisany i przeszedł pozytywnie ocenę w Urzędzie Marszałkowskim. Potem jeszcze prosiłem pana starostę, żeby wkład gminy Komarówka uzupełnił powiat, a my te pieniądze przekażemy na inne drogi  powiatowe  – i pan starosta się zgodził. Przekazaliśmy 5 tysięcy na inne drogi powiatowe, które były wykonane w miejscowości Przegaliny Duże (dwa odcinki) i Derewiczna (1 odcinek). Dzięki takiemu zabiegowi mamy 4,5 km drogi powiatowej Wiski-Walinna i prawie 4 km drogi Przegaliny Duże-Derewiczna. Tak patrzymy na złotówkę, żeby nabyć za nią 3 złote.

Takim zabiegiem była również budowa parkingu i chodnika przy ulicy ks. Rudnickiego koło kościoła w tamtej kadencji. Wykonaliśmy to też wspólnie z powiatem i „Zapieckiem”. Gmina dołożyła wtedy 25% całości inwestycji.

Dla nas w gminie największa inwestycja to odnawialne źródła energii. Umowę podpisaliśmy jeszcze w grudniu 2016 roku i teraz już mamy umowy podpisane z wykonawcami na budowę kolektorów słonecznych, kotłów ciepła, ognisk fotowoltaicznych i jednej pompy ciepła. Są już realizowane ostatnie ogniwa i pozostałą część wykonano w ubiegłym roku, druga część będzie w obecnym z uwagi na budżet.  Musimy tak  sobie etapować inwestycje, by się nie zakorkować finansowo.

To tez czasami ludzie mi zarzucają – że czemu tych środków nie biorę więcej? Ja jednak uważam, że biorę tyle, na ile możemy je przerobić.  Generalnie obowiązuje też zasada refundacji poniesionych kosztów. Trzeba wydać całość, zapłacić fakturę do urzędu i dopiero mamy pieniądze, więc tu łatwo o korek finansowy. Miałem taki przypadek, że po rozstrzygnięciu konkursu na rozbudowę sieci wodociągowych zrezygnowałem, bo byśmy tego finansowo nie przerobili.

Stosując różne zabiegi, staram się gminę tak prowadzić, żeby realizować inwestycje najbardziej potrzebne. Zapotrzebowanie na źródła odnawialne było, więc napisaliśmy duży wniosek tak, żeby każdemu wystarczyło i żeby każdy, kto złożył wniosek, otrzymał to, czego potrzebuje. Jeżeli jeszcze nie otrzymał, to otrzyma, bo to jeszcze nie jest do końca zrealizowane. Tutaj udział gminy jest organizacyjno-prawny. Także finansowy, o tyle, że my te pieniądze zakładamy i potem dopiero je odzyskujemy.

Tu jest na szczęście możliwość zaliczkowania. Możemy robić większe projekty, bo jest możliwość pobrania zaliczki. Mieszkańcy wpłacają udział 15% i dlatego w takie rzeczy wchodzimy. To jedyna możliwość na duże inwestycje, inaczej tego nie widzę.

Z samorządem województwa też tak próbujemy. Załóżmy, że mamy  taką główną oś, to jest drogę wojewódzką 813. Ona tak sobie przez gminę przebiega, a jest w bardzo kiepskim stanie na odcinku od Komarówki do Żelizny. Więc robimy tak, że gmina wykonuje dokumentacje techniczną, którą przekazujemy dla województwa lubelskiego. Już to daje nam pewien argument w zanadrzu: zróbcie mi to, bo ja wam zrobiłem dokumentację. W 2016 roku było tak, że za 2 miliony zrobiono nam ładny odcinek drogi, w ubiegłym roku znów za 1 milion trzysta.

A wiemy dobrze, że papier wszystko przyjmie. Mogę napisać do zarządu dróg i oni mi ładnie odpiszą, a droga jaka była, taka i będzie nadal.  Trzeba pojechać, rozmawiać i mieć jakiś argument – ja wam coś też zrobiłem, więc wy mi to dajcie.

Placówka funkcjonuje od 2009 r.

We współpracy z powiatem powstał Warsztat Terapii Zajęciowej, jedyna taka placówka. Także placówka opiekuńczo-wychowawcza, która nie została uruchomiona, ale de facto była to inwestycja wspólnie z powiatem realizowana. Powiat przecież tez na to pieniądze przekazał, bo zadanie było powiatowe. Powiat przekazał nam budynek, działkę liceum… Mówiłem staroście, by i tak jeszcze troszkę pieniędzy przekazywał na liceum, ale na razie moje prośby pozostają bez odpowiedzi. O każdej inwestycji można by mówić osobno,  mówię o takiej pewnej filozofii – w jaki sposób trzeba działać w takich warunkach finansowych, w jakich my jesteśmy. Jest to  pewien schemat.

J.K.: Znam to – czasami nawet były takie inwestycje, pamiętam, potrzebniejsze, na które nie dostawało się środków – to brało się na mniej potrzebne, bo można było je dostać.

Tak. Z własnych jest za mało, skądinąd nie ma jak pozyskać, więc jest dylemat. I takie „wybiegi” trzeba robić – różnego rodzaju. Bo że potrzeby są –  wiemy. To i mieszkańcy mówią. Gmina nie jest duża, to można objechać naprawdę w pół dnia. I te potrzeby widać gołym okiem. Ile na drogi jest potrzebne! Realizuje się to, ale co roku coś przybywa. Tu się zrobi, to już gdzieś coś się rozpada, co była zrobione 30 czy 40 lat temu. Powstaje swoiste koło inwestycyjno-remontowe.

J. K. : Czy wnioski przygotowujecie sami, czy robią to firmy zewnętrzne?

Czasami przygotowujemy sami, a czasami korzystamy z firm zewnętrznych. W ostatnim okresie coraz częściej korzystamy z tej drugiej opcji, ale na takiej zasadzie, że jest pracownik, który w urzędzie jest zaangażowany w projekt, nie że w całości to przekazuje. On tutaj zbiera na miejscu ankiety, dokumenty budżetowe, planistyczne. My to przekazujemy dalej, a firma tylko pisze, bądź zbiera wniosek w całość i my to składamy. Posiłkujemy się coraz częściej firmami zewnętrznymi –  daje to lepsze efekty.

J.K.: Jak z płatnościami? Jeśli wniosek jest źle przygotowany i odpada to płacicie, czy nie?

Mamy zawsze podzieloną zapłatę na dwie części. Pierwsza za część formalną, przygotowanie samego wniosku. To jest symboliczna suma. Jeżeli wniosek przejdzie część formalną, został dobrze zrobiony, to znów jakaś tam symboliczna opłata jest. Jeżeli przychodzi już część merytoryczna i podpisujemy umowę, to jest zapłata większa. To jest ważne, bo inaczej można by przepuszczać, mówiąc kolokwialnie, gnioty. Po prostu firma-krzak by sobie siedziała, zbierała kwitki, wysyłała to, a my będziemy płacić. Nie ma tak. Dlatego to rozbijamy.

J. H.: Najbliższe plany?

Z inwestycji chcemy wykonać i rozliczyć projekt odnawialnych źródeł energii, bo on jest największy inwestycyjne. Następna, duża inwestycja, obecnie jeszcze wciąż w ocenie w Urzędzie Marszałkowskim, to infrastruktura szkolna – kompleksowa modernizacja obiektów Szkoły Podstawowej i Liceum Ogólnokształcącego. Jest to wniosek na przeszło 2 miliony złotych kosztorysu. Chciałbym uzyskać na niego dofinansowanie i to zrealizować.

Kolejna duża sprawa to wniosek złożony na rozbudowę sieci wodociągowej wraz z przydomowymi oczyszczalniami ścieków. To dotyczy części gminy – miejscowości Żulinki i część Przegalin Dużych. Chciałbym również wykonać i dokończyć drogę Derewiczna – Komarówka. Kolejne inwestycje drogowe, już pewnie na lata 2018-19 to: Przegaliny Małe – Brzeziny. A także droga Brzozowy Kąt – tak zwane Kreczki. W Kolembrodach czekają jeszcze remonty na powiatowych drogach, od drogi krajowej 63 do Brzozowego Kąta. Tam jest bardzo kiepska droga. W miejscowościach Wiski i Brzozowy Kąt pół kilometra drogi z chodnikiem. To też powiatowa droga. Trzeba w jakiś sposób to ugryźć.

W Kolembrodach koło kościoła potrzebny jest parking, a i sama droga jest mocno zniszczona. Kolejna sprawa, w której wniosek poszedł już przez Zapiecek, to miejsca rekreacji, czyli place zabaw, altanki, wieża obserwacyjna w Żeliźnie. Chcemy zrealizować te inwestycje w tym roku. Myślę że podpiszemy umowę,będzie przetarg i ot zrealizujemy.

Chcę też działań w ramach rewitalizacji. Opracowywana jest dokumentacja techniczna, by złożyć wniosek na przebudowę boiska, tzw. stadionu. Planowane są trybuny i szatnie z łazienkami. Oraz płytę boiska taka, jak trzeba – z odwodnieniem i nawodnieniem. To chcemy zrealizować w ramach rewitalizacji z Regionalnego Programu Operacyjnego. Jeżeli uzyskamy dofinansowanie na ten projekt, to jego realizacja na pewno nastąpi w tym i kolejnym roku.

Myślę, że w 2019 roku zajmiemy się  odcinkiem drogi wojewódzkiej w miejscowości Żelizna. Chcemy zrobić chodnik i nawierzchnię tak od pomnika św. Floriana do kaplicy na tym odcinku. Będą też środki na przywrócenie do stanu pierwotnego Izby Regionalnej w Kolembrodach. W taki sposób, żeby nie była kryta blachą, tylko gontem. I żeby wyglądało to jak skansen. Żeby był to miejsce, gdzie będą zgromadzone narzędzia, które kiedyś służyły do pracy, jak wialnie, młockarnie. Tam mamy też słabo wypromowane uroczysko Sumierz. Były tam misje za czasów prześladowań Unitów przez cara. Udzielano tam sakramentów św. pod osłoną nocy. Mamy tam kurhan, źródełko, mamy sanktuarium, ale o tym już troszkę wiemy.

Jest Izba Regionalna i Warsztat Terapii. Jest to fajny teren i troszkę oddalony – tam nie ma tirów. Trzeba to tylko odpowiednio  zorganizować, a będzie to miejsce pielgrzymek, ale nie tylko. W tej dziedzinie panuje bowiem spora konkurencja. Diecezja nie będzie naszych Unitów  z Sumierza promowała, tylko wspiera Pratulin. Z Kodniem też nie możemy „konkurować”, więc musimy działać w pewnym kompleksie, pewnej oferty historyczno-przyrodniczo-turystycznej.

Tam teraz została zlikwidowana szkoła podstawowa –  zaprzestała działalności, bo wiadomo – 15 czy 16 uczniów zostało.  W takich warunkach 6-io klasowej szkoły nie da się prowadzić i uczniowie razem z nauczycielami przeszli do Komarówki. Tam można zrobić pewna bazę noclegową, bo tam kuchnia i łazienki już są. To już na dalszą przyszłość, ale ten zakątek gminy naprawdę można i nawet trzeba  pod tym kierunkiem zrobić. Jest grupa ludzi, potencjał społeczny, który wciąż jest zaangażowany. Panie potrafią przy okazji przebrać się w ludowe stroje, pójść do Izby Regionalnej i pokazać, jak ten warsztat tkacki wyglądał. Trzeba to wykorzystać, że jeszcze im się chce.

J. K.: Jak układa się Pana współpraca z lokalnymi samorządami?

Z niektórymi współpracuję bardzo blisko. Dobrze, po sąsiedzku współpracujemy z gminami Wohyń i Milanów, a także z gminami bialskmi. Gmina Wisznice..Jest też Jurek Czyżewski, młody wójt z Łomaz. Łączą nas sąsiedzkie więzy i wspólne, graniczne sprawy. To ja wjadę odśnieżyć, to on mi wjedzie odśnieży. Staramy się przy granicach zachować taką zasadę współpracy –  że nie „podbieramy” sobie dzieci. Ja nie pojadę do Rudna, chociaż oni z Rudna mają dużo bliżej do Komarówki i nie będę mówił: chodźcie do mnie, bo tak samo  mogliby robić u mnie w Przegalinach Małych, Brzezinach. Mamy te mechanizmy współdziałania z sąsiednimi gminami. Uważam, że na chwilę obecną współpraca z samorządem powiatowym układa mi się dobrze.

Czasami jednak bywa różnie.  Mieliśmy spotkania w sprawie czystej energii w pow. radzyńskim –  tutaj już ta współpraca była taka sobie. Przy okazji tego konkretnego projektu wyszła na jaw jakaś rysa. Nie wiem, polityczna, czy innego rodzaju. Była grupa wójtów co miała takie zdanie, była grupa wójtów z burmistrzem co miała inne zdanie – całkowicie odmienne. No i  były różne przepychanki. Chodziło o typową rzecz – czy wypowiadać umowę, czy wpłacać na konto sum depozytowych, czy nie wpłacać?

Ta współpraca nie była do końca partnerska. W temacie czystej energii zabrakło współpracy. Musieliśmy prosić o spotkania, wysyłać e-maile, to właśnie tak wyglądało. Wiadomo, moja współpraca z gminą, np. z Ulanem, jest dobra. My z Magdą Domańską, dyrektorką centrum kultury dobrze żyjemy. Potrafimy sobie załatwić tak, że ona kogoś ściąga do siebie, by dał koncert – to gra od razu i u nas, i u niej. Tak, żeby było taniej, bo on sobie w jednym miejscu praktycznie zrobi dwa koncerty.

To też pokazuje, że taka współpraca jest możliwa, nawet między gminami z dwóch krańców powiatu. Pomagamy sobie z gminą Milanów. Pisali wniosek unijny na drogę, trzeba było punkty złapać i musiałem wykonać kawałek swojej drogi. Wykonałem ten kawałek drogi, on te punkty złapał. On zrobił 3 km, ja wykonałem 200 m dla niego, dla punktów. Tak samo z powiatem radzyńskim –  żeby powiat załapał punkty na drogę Wiski-Walinna, to ja musiałem zrobić symboliczny kawałek drogi Wiski-Rudno.

J. H.: W maju br. odbyła się I Pielgrzymka Samorządowców w Kolembrodach. Proszę opowiedzieć nam o tej inicjatywie i czy możemy już mówić o owocach tego spotkania?

Ta inicjatywa wyszła ode mnie. Było to następstwo Dożynek Powiatowych, które były w Kolembrodach w 2015 roku. Gmina Komarówka była gospodarzem i  umiejscowiliśmy to wydarzenie właśnie tam. Rozmawiałem z różnymi osobami, które przyjechały na te dożynki i mówiły: ja tu pierwszy raz jestem. Tak sobie pomyślałem, że są różne pielgrzymki – strażacy jeżdżą tu, nauczyciele gdzieś jeżdżą tam, a dlaczego my nie tutaj?

Mamy jedyne w powiecie sanktuarium. Tu oczywiście ks. dziekan Roman Wiśniewski się obrazi na mnie, chociaż to nasz krajan, bo on też jest w sanktuarium, ale to sanktuarium jest może od roku 80 czy 90 ubiegłego wieku.  A nasze ma tą legendę i historię, jest i księga cudów, więc dlaczego tych samorządowców nie skrzyknąć i nie zorganizować właśnie takiej pielgrzymki? Po to, żeby też ofiarować pewne sprawy działalności samorządowej Panu Bogu i Matce Bożej. Żebyśmy też razem usiedli przy tym pierogu i porozmawiali. Żeby się spotkać, rękę sobie podać, pogadać co u ciebie, bądź co u mnie. Jeden z celów to taka właśnie wymiana informacji, bo i sołtysi byli, a więc także jakaś integracja.

Powiem szczerze, że w większości samorządy odpowiedziały pozytywnie na to nasze zaproszenie. Byliśmy u każdego wójta z panem starostą osobiście. Byliśmy i u burmistrza. Nie wszyscy odpowiedzieli pozytywnie, niektórzy się usprawiedliwili, inni nie. Ja tego nie komentuję. Będę się na pewno starał, żeby w następnym roku też była w maju taka pielgrzymka.

Może włączymy w to także księży proboszczów, żeby pielgrzymka miała charakter bardziej powszechny. Maj to w końcu miesiąc maryjny i uważam, że nikomu nie zaszkodzi jak poświęci sobotnie popołudnie na modlitwę, a potem troszkę zintegruje się z innymi samorządowcami. Będę chciał wpisać pielgrzymkę do stałego kalendarza uroczystości powiatowych. Tu już niektórzy próbowali gdzieś coś podbierać. Nawet marszałek będąc na tej uroczystości rzucił, że są jakieś różne inne miejsca święte. Ja tego nie zechcę wypuścić. Myślę, że to pierwsze spotkanie zorganizowaliśmy w taki sposób, że, nie chwaląc się, było to coś dla ducha i dla ciała. Była msza święta i fajna homilia przygotowana, ale było też co zjeść, można było i potańczyć, porozmawiać. Ma to bardzo pozytywny aspekt.

J. H.: Z rąk minister Elżbiety Rafalskiej otrzymał Pan odznakę honorową Primum in Agendo. Proszę opowiedzieć o okolicznościach tego odznaczenia.

Sam pomysł wyszedł od przewodniczącej Rady. To ona pisała wniosek, żeby wystąpić w związku z taką działalnością, o której wcześniej mówiłem – zadania nie będące stricte w obowiązkach wójta. Pani przewodnicząca razem z panią sekretarz napisały ten wniosek, wymieniły te  działania w sprawach historycznych, społecznych, pomocy niepełnosprawnym i stowarzyszeniom, które powstały. Kapituła uznała, że zasługuję na to i dostałem odznakę. Pojechaliśmy, pani minister wręczyła.

Nie ustaję w tych działaniach, zawsze mówiłem, że to praca społeczna. Należy się skupić nie tylko na pracy samorządowej, należy być takim motorem, bodźcem dla tych innych działań społecznych. Zawsze mówiłem, że łatwiej jest zbudować kilometr drogi, niż zmienić mentalność, sposób patrzenia. Te działania muszą być długofalowe i bardzo delikatne, żeby nikogo nie zrazić, nie obrócić przeciwko.

Gdy otwieraliśmy warsztat terapii w Kolembrodach, to ludzie patrzyli na to jak na jakieś zjawisko z pogranicza kosmosu. Co to będzie, co oni tu będą robić? A dzisiaj przychodzą na warsztat, uczestnicy znają się z nimi, my się znamy. To jest naprawdę praca, która wymaga dużego czasu, ale jej znaczenie tylko może mnie bardziej motywować. Jeżeli wyborcy dadzą mi jeszcze ten mandat i kredyt zaufania, to będzie mnie motywować, żeby działać i pracować.

Nie wyszło z Domem Dziecka, ale są inne formy działalności społecznej. Mamy osoby starsze, samotne – to cała płaszczyzna. To, że my w krytycznym momencie, tak jak i każda gmina, wysyłamy osobę do domu pomocy społecznej, to jest rozwiązanie połowiczne. Taka osoba jest wyrwana z korzeni, ona idzie do obcego środowiska.

Tej osobie tutaj trzeba stworzyć odpowiednie warunki. Taki dzienny dom pobytu, żeby tą osobę zawieść, dać śniadanie, obiad, podać lekarstwa. Potem wrócić do domu, rozpalić w piecu, to jest lepsze rozwiązanie. Społeczeństwo się starzeje, ten temat będzie, może nie za rok, może dwa bądź trzy, ale o tym już trzeba myśleć. Torem takim instytucjonalnym, ale  na miejscu. Można by zorganizować dowożenie tanich posiłków. Myślę o jednej z pań pracujących w kuchni, która mówi. że ona chętnie by coś takiego mogła gotować i ciasto i obiady. Posiłki, które byłyby sprzedawane po kosztach, żeby to nie było zarobkowe. Bo też trzeba sobie powiedzieć jedna rzecz – że gmina to nie przedsiębiorstwo, naszym zyskiem nie jest pieniądz, jest nim zaspokojenie potrzeb mieszkańców.

J. H.: Cytat z pana sprzed paru lat: Jako gmina mamy nadzieje, że w nowej perspektywie unijnej znajdą się środki na rewitalizację kanału Wieprz-Krzna i zbiornika retencyjnego, a także na wytwarzanie całej infrastruktury. Mam tu na myśli drogi dojazdowe, podstawowe urządzenia melioracyjne, agroturystykę, agrobiznes, który mógłby być tutaj zrealizowany. Co w dalszej perspektywie  ożywiłoby nie tylko gminę Komarówka Podlaska ale wszystkie gminy zlokalizowane wzdłuż kanału Wieprz-Krzna. Na jakim etapie znajduje się „Zintegrowany plan działań na terenie Obszaru Strategicznej Interwencji Kanału Wieprz-Krzna.”?

Optymizmem nie wieje. Po rozmowach w Urzędzie Marszałkowskim i z samym marszałkiem nie chcę popadać w czarnowidztwo, ale małe są szanse na to, by ta inwestycja odbudowy całej infrastruktury kanału Wieprz-Krzna weszła w najbliższym czasie do realizacji. A przecież miała być realizowana zgodnie z planem. Pierwotnie, to już w tym roku miała być robiona część północna, czyli nasz rejon. Tymczasem mamy już 2018 rok, a ta południowa część nie jest wg. ruszona. Dlatego myślę, że my jako gmina z tego w najbliższym czasie prawdopodobnie nie skorzystamy. Potwierdzam to, co wcześniej powiedziałem – praktycznie przez całą naszą gminę płynie ten kanał, wchodzi od Milanowa, wychodzi aż tam ,gdzie jest jezioro Żeliźnickie. Myślałem już, żeby przy tym jeziorze zrobić jakieś łowisko dla ryb, pomosty, szczegółową meliorację, miały być tam nawet spływy kajakowe.  Szanse są jednak małe, bo my jako gmina w ogóle nie mamy na to wpływu, to jest kwestia Urzędu Marszałkowskiego czy województwa.

Lubelskie dostanie na to dofinansowanie, ale z tego co słyszałem, to szanse są małe. Wielką szansą dla naszej gminy byłaby budowa ropociągu, bo on też przebiega przez całą naszą gminę. Na mapie go nie widać, ale też na skutek tych wszystkich zawirowań politycznych i stosunków z Rosją i wojną na Ukrainie ta sprawa leży. Pomysł miał być realizowany i tutaj chodzi o wpływy z podatków od wartości budowli. Miałby to być blisko milion złotych rocznie do naszego budżetu.

Wpompowanie takich pieniędzy ożywiłoby finansowo gminę. Spowodowałoby to szybsze wykonanie najbardziej potrzebnych inwestycji, ale obydwie te rzeczy, które mają strategiczny wpływ, są niezależne od gminy i oddalają się.

J. H.: Uczestniczył pan w I Kongresie Kultury w Lublinie, zasiada jako przewodniczący Rady w LGD „Zapiecek”. Proszę opowiedzieć nam o tym polu swojej aktywności.

Jak powstawał Zapiecek, byłem w komitecie założycielskim. Wszyscy wójtowie byli, przysyłali swoich przedstawicieli. Starosta i marszałek Sosnowski wtedy zachęcali, bo niektóre grupy już w ten sposób działały, np. bialska, a na naszym terenie tego jeszcze nie było. Od początku się zaangażowałem w to i tak od razu dostałem się do rady, której zostałem przewodniczącym. Chyba dlatego, że najczęściej zabierałem głos na etapie tworzenia statutów i tego wszystkiego. Chciałem takiej działalności społecznej. Stowarzyszenie to taka lokalna grupa działania. Chcę, żeby była to organizacja społeczna, której nie da się przypiąć do jakiejkolwiek frakcji politycznej, by mogła być przyjazna dla wszystkich.

Nazwę wymyślił pan Andrzej Kosek, nie ja. Jest fajna, podobała mi się od początku. I tak już trzy kadencje jestem przewodniczącym rady, biorę udział w większości posiedzeń, także tych walnych. Patrzę na rozwój przedsięwzięcia. W ostatnim czasie były także pewnie niepokojące rzeczy. Zaniepokoił mnie lawinowy przypływ członków osób fizycznych, co było związane z wyborami do władz tego stowarzyszenia. Nigdy tego nie było.

Grupa przez czas swojego działania miała do 90 członków, a nagle przed ostatnimi wyborami zrobiło się ponad 160. Ja rozumiem, że jest chęć działania i chęć pracy, naprawdę doceniam aktywność wszystkich tam działających, ale idea była trochę inna. Lokalna Grupa Działania to miało być stowarzyszenie, które jest pewną platformą do spotkania samorządu, biznesu i społeczeństwa, żeby to wszystko ładnie połączyć. Na to były przeznaczone pewne pieniądze, grupa otrzymywała budżet, 9 milionów w pierwszym okresie, teraz coś koło 8 milionów. Dzieliliśmy na te rzeczy, które naszym zdaniem były najpotrzebniejsze, tak, żeby to zafunkcjonowało. To miała być w mojej wizji taka płaszczyzna spotkania, bo czasami to jest tak, że my działamy każdy troszkę dla siebie. Pochwalę się, że jako jedyny, poza panią prezes Katarzyną Krupską-Grudzień, jestem w Zapiecku od samego początku do dnia dzisiejszego.

Kongres Kultury nam się podobał. Byłem tam na wykładach w pierwszym dniu. Fajne spojrzenie na kulturę i na jej rolę , na rolę instytucji kultury, jaką funkcję to pełni. Uważam, że warto było pojechać na to i zobaczyć. Mnie zachęciła do tego Magda Domańska, z którą poznałem się właśnie też w Zapiecku. To jest też taki przykład, że to do tego miało służyć, że wójt z Komarówki spotka się z dyrektorem z Ulana. Bez tego, to nie wiem, czy byśmy się spotkali. A tak jedziemy razem na jakieś szkolenie, rozmawiamy na różne tematy. Ale nie tylko, bo spotka się jeszcze szefową Koła Gospodyń z Wohynia i ona też powie, co tam słychać. A ja mogę próbować zaszczepić to u siebie. Tę pierwotną rolę Zapiecka trzeba przywrócić, bo nie wiem czy tam nie była w swoim czasie pewna pokusa zawłaszczenia  Lokalnej Grupy Działania Zapiecek przez politykę.

J. K.:Jako wójt organizuje pan wiele uroczystości patriotycznych-religijnych. Za nami już 12. edycji Ponadpowiatowego Przeglądu Pieśni Maryjnej.

Nie ja byłem inicjatorem. To jeszcze poprzedni wójt, koło gospodyń i zespół śpiewaczy Kwiaty Polne z Kolembród zainicjowały ten Przegląd Pieśni Maryjnej. W okolicach połowy października zawsze odbywa się w sanktuarium w Kolembrodach. Ja to dalej kultywuje, po dzień dzisiejszy. W ubiegłym roku mieliśmy 15 października spotkanie, Msza Św. i Pieśni Maryjne w sanktuarium, potem spotkanie integracyjne w remizie. Ważną uroczystością, o zasięgu ponad regionalnym, jest Regionalny Kiermasz Sztuki Ludowej. Odbywa się to w związku z odpustem parafialnym w pierwszą niedzielę lipca, Nawiedzenia Najświętszej Maryi Panny. Odprawiana jest suma o 12:00 i następnie przechodzimy na plac koło kościoła, pod Izbę Regionalna – tam jest kiermasz.

Ta uroczystość skupia bardzo dużo ludzi.  Brakuje nam udziału szerszego społeczeństwa, często jest tak, że śpiewają zespoły dla zespołów. Myślę, że i w innych gminach jest podobnie. Natomiast zarówno w przeglądzie Pieśni Maryjnej, jak i kiermaszu biorą udział inne osoby i to jest naprawdę wielki plus, że w to włączają się jako widzowie inne osoby. Zostają po mszy, siedzą w ławkach i słuchają w przypadku przeglądu. W przypadku kiermaszu wychodzą, jedzą pierogi, gra muzyka, rozmawiają, oglądają, pytają i to jest według mnie naprawdę ważne.

Nie wiem dlaczego, ale gdy próbowałem przyciągnąć inne osoby na te inne spotkania ludowe różnymi sposobami, to się nie spotykało z dużym odzewem społecznym. Jakby nie było dużego zapotrzebowania na ten rodzaj kultury. Te zespoły też trzeba docenić, te panie często bezpłatnie wszystko robią, to osoby w starszym wieku, przyjeżdżają, chodzą na próby. Niektóre pieśni są naprawdę bardzo stare, podlaskie. Są nie tylko te biesiadne, ale niektóre są naprawdę fajne i to dzięki tym paniom można je usłyszeć.

Biorą udział w korowodach dożynkowych, to trzeba docenić. Ale społeczeństwo do tego podchodzi z takim dystansem, a tutaj w przypadku Kolembród to jest największy udział społeczeństwa. Mamy też piknik.

Przed nami XX Moto-piknik. Chcę, żeby on odbył się w Komarówce. Mamy tu stowarzyszenie Panter Klub, które już się sformalizowało. Takiej dużej, rockowej imprezy w powiecie chyba nie ma- i to z tym takim mocnym rykiem, nie łoże było w kolorze różowym, tylko, że tak powiem brzydko, jest pierdnięcie. Z całego kraju przyjeżdża ok. 1000 motocykli, czasem nawet więcej, jak jest ładna pogoda.

Trzy dni Komarówka żyje. Piątek, sobota, no i niedziela. Jest to profesjonalnie przyszykowana rockowa impreza, ostatnio był nawet telebim. Wspieramy to finansowo, a także Piotrka Babicza. On tu jest głównym organizatorem, także z  sołtysem Przegalin Dużych. Jak na nasze możliwości, jest to duża impreza. Tego w każdej gminie nie ma na pewno, więc warto się tym pochwalić.

J. H.: Mnie – piłkarskiego kibica – cieszy także powstanie piłkarskiej drużyny, KS Az-Bud Komarówka. W jaki sposób gmina wspiera świeżo powstałą ekipę?

Ta drużyna została zawiązana, brała udział w rozgrywkach jesiennych. Dwa lata wcześniej, razem z właścicielem firmy Az-Bud Andrzejem Zieniukiem podczepiliśmy się pod LKS Milanów. Tam ta nasza drużyna grała. Andrzej dawał od siebie 10 tys., gmina 9 tys. i drużyna funkcjonowała w ramach LKS-u Milanów. Natomiast było to takie nieczytelne, bo oni w niektórych ogłoszeniach prasowych występowali  pod LKS Milanów. W końcu postanowiliśmy, że nie będzie Niemiec pluł nam w twarz, no i ruszyliśmy.

Założyliśmy klub, zrobiliśmy to stowarzyszenie po Bożym Ciele. Było spotkanie w altance, podpisaliśmy klub, robimy to na tych zasadach finansowych jak wcześniej. Noszą herb gminy i logo AZ-BUD Komarówka. Stadion pomogliśmy przygotować trochę czynem społecznym, trochę gmina pomogła, na razie aby tylko go dopuścić do rozgrywek.

Jest też idea rozbudowy tego stadionu. Chłopaki grają, na razie trochę przegrywają, ale jest trener, przyjeżdża z Białej Podlaski, no i grają. Potencjał moim zdaniem mają, ja jestem oczywiście słaby kibic, a fachowiec żaden, ale chodzi mi tylko o to, że jest dużo chętnych do grania. Nie jest tak, że mamy tylko 10 chętnych i szukamy czy 11 będzie. Jest dwudziestu , jest kim zmiany robić i grać.

J.H.: Integracja lokalnej społeczności –  to też jest ważne.

Tak, to jest naprawdę ważne szeroko rozumiane działanie społeczne przez sport w tym wypadku. Wspomagamy to jak najbardziej. Dajemy też busa gminnego jak trzeba ich przewieźć. Teraz dresy gmina zakupiła dla chłopaków, żeby też wyglądali Oni grają, w końcu się ograją i będą te mecze wygrywać.

Na razie idzie jak idzie, ale początki są różne. Na początku tak myślałem, że zrobię drużynę w oparciu o takiego nauczyciela wf-u, od nas ze szkoły.  No, ale się jakoś dogadaliśmy z Andrzejem Zieniukiem, że próbujemy trenera. Oby tylko się ta młodzież nam nie rozjechała, bo nie będzie kim grać. Mamy ten Orlik, to będzie się wyłapywać tych młodszych, żeby było kim uzupełnić. Wiadomo, chłopaki się rozjadą na studia, tu tam po świecie. My mamy o tyle dobrze, że młodzież i tak dłużej tu zostaje, bo mamy liceum,  jest u nas do 19 roku życia. To daje  pewną możliwość dłuższej pracy, nie tylko na tle piłkarskim, ale także na innym. Jest to pewien plus.

J. K.: Był pan bardzo aktywny w czasie studiów. Działalność w samorządzie studenckim, koledzy z Ligi Republikańskiej…

Członkiem Ligi to ja w sumie nie byłem, ale z chłopakami naprawdę żyłem o tak (śmiech). Działałem w  samorządzie, w zarządzie uczelnianym, w samorządzie wydziałowym, potem uczelnianym. Zawsze sprawy społeczne były mi bliskie. Krajowy Zjazd Samorządowy – tam byłem. Z Ligą Republikańską przyjaźniłem się, jak najbardziej, mój dobry kolega Jarek praktycznie szefował w tej lidze. Zbieraliśmy różne plakaty i robiliśmy akcje. Jak nas ktoś z polityków, że tak powiem, zirytował.

Tak, jak prezydent Kwaśniewski, gdy w 1995 roku powiedział, że miał wyższe wykształcenie, a go nie miał. Trzeba było to przypomnieć szerszemu społeczeństwu. Ja gdzieś zawsze byłem. Niezależne Zrzeszenie Studentów, tam kolegów też miałem, a przyjeżdżali nawet z całego kraju.

J.K.: Przypomniałeś mi coś z Kwaśniewskim, to było za mojej kadencji. Podjęliśy uchwałę, bo wtedy samorządy podejmowały uchwały, że Kwaśniewski jest persona non grata w Radzyniu i do tej pory nikt jej nie odwołał, warto o tym przypomnieć . Nadal jest persona non grata, bo nikt tego nie odwołał.

Fajne to było, człowiek był młody, to miał 20 lat. Była jakaś impreza, spotkanie, robimy to? Robimy.

J.K.: Jak aktualnie wygląda sprawa solarów, podwójna płatność?

Pytałem ostatnio Tomasza Stephana, ale nie wiem czy on nie wiedział, czy nie chciał powiedzieć. Może jest niezorientowany.  Widziałem się z nim na Targach Pracy i nie potrafił mi odpowiedzieć. Burmistrz więcej do nas nic nie wysyła.

J.K.: Czyli w zasadzie z tymi solarami nic nie wiadomo?

My nic oficjalnie nie wiemy.

J.K.: Nie otrzymaliście żadnego pisma z koniecznością zapłaty ?

Pismo odnośnie płatności przyszło tylko za pomoc prawną. Pisma w sprawie dochodzenia roszczeń przychodziły do wszystkich wójtów. Nie wszyscy zapłacili, ci co nie zapłacili, to mają jakieś sprawy w sądzie.

Miasto Radzyń podało do sądu gminę Czemierniki o wypłatę tej kwoty. To nie były duże kwoty, ja zapłaciłem. Też było takie spotkanie u burmistrza. Podjęliśmy moim zdaniem dżentelmeńską umowę, że w naszym wspólnym interesie jest to, żeby jakaś kancelaria prawna prowadziła tę sprawę do szczęśliwego końca. Bo my tam mamy wartość przedmiotu sporu może milion, może więcej. Więc lepiej zapłacić teraz te 3000 i niech ta firma to prowadzi, niż przegrać sprawę o milion. Moim zdaniem pierwotne porozumienie dawało jakąś ramę prawną, żeby zmieścić i tę obsługę prawną.Cały projekt był co prawda rzeczowo zrealizowany i finansowo też został zrealizowany, ale pozostają jeszcze roszczenia po nim. Tak, jak wtedy, gdy człowiek umiera to sprawy zostają – wtedy dopiero otwiera się spadek, prawo o tym mówi. Tak samo tutaj.

 Dziękujemy za rozmowę

Jakub Hapka

Na portalu od jesieni 2012 r. Najpierw jako felietonista, od maja 2015 redaktor naczelny. Absolwent polonistyki UMCS. Fan futbolu.

Nabór na stanowisko animatora

NASTĘPNY ARTYKUŁ »

Gminna Zabawa Noworoczna w ZPO w Borkach

Skomentuj