banner

Nie jestem kanapowym wójtem- wywiad z Wójtem Gminy Komarówka Podlaska, Ireneuszem Demianiukiem; cz. I

Co łączy go z kobietą pracującą, o wolno mielących młynach i trybach, uczeniu się dyplomacji, intensywnej pracy poznawczej i braku klosza ochronnego – z Wójtem Gminy Komarówka Podlaska rozmawiają Józef Korulczyk i Jakub Hapka.

J. K.: Proszę powiedzieć naszym czytelnikom parę słów o sobie

Urodziłem się i wychowałem w miejscowości Komarówka Podlaska, tu chodziłem do szkół, łącznie ze szkołą średnią. Tutaj zdałem maturę i pomagałem rodzicom w gospodarstwie rolnym od samego początku.

Związek z Komarówką i pracą na roli jest dość duży, rzutuje na całą moją działalność. Ten szacunek, bo wychowałem się w rodzinie wielopokoleniowej: babcia, dziadek, rodzice, nas –  czwórka dzieci. Urodziliśmy się w takim domu, gdzie wody nie było, trzeba było przynieść w wiadrze, potem wynieść odpady. Wszystko to pamiętam.

Zawsze podkreślam,mówiąc to również dzieciom, że swoje wakacje spędzałem w domu, pomagając rodzicom w pracach polowych: sianokosach, żniwach, potem wykopkach. Wówczas na wsi to było normalne. Nigdy nie narzekałem i powiem szczerze, że z perspektywy czasu bardzo to doceniam, bo z jednej strony nie boję się trudów życia, a z drugiej strony- co bardzo istotne- to daje szacunek dla ludzi,  dla drugiego człowieka, niezależnie od statusu materialnego, zajmowanego stanowiska, wieku czy pełnionej funkcji. Mieszkam tutaj w Komarówce ze swoją rodziną:  żoną, dziećmi i moja mamą, bo ojciec nie żyje.

Mamy  troje dzieci. Najstarszy syn jest w klasie maturalnej, córka w drugiej klasie gimnazjum, a najmłodszy syn w pierwszej klasie szkoły podstawowej. Jak widać jest spora rozbieżność wiekowa między naszymi dziećmi. Dzięki temu mam kontakt z dziećmi i z młodzieżą na każdym stopniu edukacji  – tym samym poznaję problemy, radości i sukcesy uczniów z naszych szkół.

J. K.: Skąd decyzja o pracy w Policji?

Po skończonych studiach wróciłem do rodzinnego domu. W poszukiwaniu pracy trafiłem na Komendę Policji w Radzyniu. Po krótkiej rozmowie i testach kwalifikacyjnych zostałem przyjęty. Pozwoliło mi to połączyć pracę zawodową z pomocą mojej mamie w gospodarstwie rolnym.

W Policji służyłem sześć lat. Nie ukrywam, że praca mi się podobała,  a i szefostwo było ze mnie zadowolone. Już w marcu 2006 roku dostałem dwie gwiazdki na pagonach, czyli stopień podkomisarza – pierwszy stopień oficerski, a w listopadzie odszedłem z Policji po wygranych wyborach samorządowych na Wójta Gminy. Decyzja o odejściu z Policji była bardzo trudna. Lubiłem tą pracę, dawała ona stabilizację, satysfakcję, była służbą, ale i przygodą.

J. H.: Skąd decyzja o kandydowaniu na wójta? Co przeważyło, że postanowił pan kandydować?

Zawsze podobała mi się praca samorządowca. W okresie studiów pracowałem w samorządzie studenckim jako przewodniczący. Praca w samorządzie to ciągły kontakt z ludźmi. Po skończeniu studiów bardzo mi tego brakowało. Postanowiłem wystartować w wyborach samorządowych. Tak naprawdę decyzja nie była łatwa, ponieważ praca w policji była  stabilną, pewną. Wiedziałem również, że stanowisko wójta będzie wymagało dużo poświęceń i obowiązków, co mogłoby mieć negatywny wpływ na relacje rodzinne. Jednak miałem bardzo duże wsparcie żony i mamy. Podjęliśmy wspólnie decyzję o kandydowaniu w wyborach.

Miałem wsparcie ze strony środowiska lokalnego. Pierwszy raz wziąłem udział w pierwszych wyborach bezpośrednich na wójta w  2002 roku. Nie zostałem jednak wybrany, miałem zaszczytne drugie miejsce na czterech kandydujących. Ten wynik był dla mnie ogromną motywacją.

Znów 4 lata do kolejnych wyborów, wróciłem do policji i normalnie pracowałem. W 2006 roku – odbyły się kolejne wybory samorządowe. Już wtedy czułem, że mam jeszcze większe poparcie społeczeństwa. To wynikało z dobrej znajomości problemów społeczeństwa komarowskiego, z którym na co dzień żyłem.

W 2002 roku podjąłem decyzję o udziale w wyborach bardziej ochoczo, niż w 2006 roku, Z jednej strony miałem w policji dłuższy staż służby, stopień oficera, itd., a z drugiej strony wiedziałem, że jak wystartuję, to będę mógł zrealizować swoje marzenia w pracy w samorządzie.

J. K.: Gmina chciała zmian

Było to wyczuwalne. Bałem się,  że mnie raczej wybiorą, a wtedy –  czy  podołam? Przyszedłem z policji, to jest całkiem inna bajka niż samorząd, tutaj miałem obawy. Wiadomo, wystartować, wybiorą i co? Spalić się po roku czasu, ale jednak komitet miałem fajny, trochę ludzi i wystartowaliśmy w tym 2006. Zostałem wybrany w pierwszej turze i tak to trwa do dziś.

J. H.: Co najbardziej zaskoczyło Pana w pracy wójta? Czy wyobrażenie o tym zajęciu sprzed wyborów pokrywało się z rzeczywistością?

Co mnie tak najbardziej zaskoczyło? Myślę, że jednak takie skostniałe  mechanizmy administracyjne, że to nie jest tak, że ja mówię:”róbmy” i od razu robimy.

Te wielkie młyny administracyjne, który tak wolno mielą i które z prostej sprawy – typu załóżmy, że nie można wyjąć 50 zł z kieszeni, zapłacić, żeby ktoś miotłą zamiótł chodnik, tylko cała umowa, czy się mieścisz w trybie, czy się nie mieścisz w trybie, jakieś dziwne tryby –   pewne sprawy, które powinno się załatwić tak od ręki,  wymagają całego mechanizmu, którzy narzuca powszechnie obowiązujące prawo – ustawy o finansach, o zamówieniach publicznych itd.

Teraz to już jest dla mnie normalne. Ale wtedy sprawiło mi to trudności w szybkim działaniu. Tu by się od razu wiele rzeczy chciało zrobić, a tutaj tak: tu nie można, bo na tym paragrafie nie mam pieniędzy, to muszę zwołać sesję Rady Gminy, to na radzie trzeba przedstawić i wydaje się, że przekładamy jakieś niewielkie pieniądze, a robi się procedura na dwa miesiące –  zwołanie Rady też ma swoje terminy – tak to wtedy odbierałem, teraz to oczywistość, że tak powinno być.

To było takie zderzenie, tam w Policji widziałem proste zasady, natomiast tutaj  trzeba brać poprawkę na czynnik społeczny, polityczny itd. Musiałem się bardzo wiele nauczyć, z zakresu zadań samorządu, finansów publicznych, oświaty , zamówień itp.

Ukończone studia prawnicze i praktyczna znajomość prawa i administracji pozwoliło mi szybko wdrożyć się w pracę na tym stanowisku.

Te pierwsze miesiące były intensywną pracą poznawczą –  co, gdzie załatwić, ustalić numery telefonów, poznać osoby pełniące różne funkcje w instytucjach samorządowych, państwowych. Tego się nie nauczysz na kursie, to trzeba sobie wypracować, dać się jakoś też poznać, żeby te numery telefonów w ogóle  uzyskać i zaskarbić sobie zaufanie.

My jesteśmy urzędem pierwszego kontaktu mieszkańca z administracją i staramy się, aby ten kontakt był jak najlepszy. Tu przychodzą ludzie ze wszystkimi sprawami i każdemu staramy się jakos pomóc czy nawet wskazać urząd właściwy do załatwienia danej sprawy.

Jeśli chodzi o szkoły –  był wtedy trudny okres, bo w 2006 roku poprzednia Rada Gminy przejęła liceum od powiatu i powołała Zespół Szkół. To wszystko dopiero się rodziło, wszystko trzeba było jakoś dopracować, donormalizować. Dzięki temu mamy teraz liceum rozwijające się. W tym roku mamy dwie pierwsze klasy, a zdawalność matur jest stuprocentowa, co jest wielki sukcesem.

Kolejnym problemem, który pojawił się na wstępie to było zamknięte składowisko odpadów,  Nie mieliśmy gdzie wozić śmieci. Trzeba było od razu wprowadzać indywidualny odbiór. To były działania na 2007 rok.

Nie było za bardzo takiej taryfy ulgowej, tylko trzeba było od samego początku działać na pełnych obrotach. Co oczywiście, suma summarum wyszło na plus, bo człowiek im szybciej się nauczy i wejdzie w ten rytm pracy, będzie łatwiej. Ta zaprawa z pierwszych tych lat była dobra.

J.K.: Też to przechodziłem mimo, że wcześniej pracowałem w samorządzie – byłem radnym.

Pewna problematyka, spektrum zdań…

J. K.:  Gdy wchodziło się w szczegóły, to pierwsze miesiące codziennie siedziałem do 23.00 , materiały przynosiłem do domu, bo w urzędzie się nie da. Niefortunnie,  że termin wyborów wypada na jesień –  jak ktoś nowy przychodzi, to musi bilansować budżet –  budżet wyborczy nigdy się nie bilansuje, po wyborach trzeba to wyprowadzić.

Oczywiście, trzeba to wszystko sprawdzić, zweryfikować.

Człowiek, który jak ja przychodzi z zewnątrz to tego czasu jest mało –  15 listopada musimy wysłać projekt budżetu do Regionalnej Izby Obrachunkowej, do Rady Gminy. Zmiany i autopoprawki można wprowadzać, ale trzeba w to troszkę wejść, rozpoznać strukturę dochodów, wydatków, a to jest podstawa, żeby też nie przegapić pierwszego roku –  szkoda czasu,  tego się nie nadrobi albo się nie narazić na odpowiedzialność z tytułu dyscypliny finansowej czy innej.

Ale nie narzekam,  tylko że wtedy było  takie zderzenie, że to troszkę inaczej wygląda z zewnątrz, a inaczej wygląda od środka.

J. K. : Czy doświadczenie pracy w policji przydaje się w pracy wójta?

Wydaje mi się, że mimo wszystko się przydaje –  taka skrupulatność, pewna dociekliwość, to że trzeba uważać i wszystko dokładnie sprawdzać –  dokumenty, żeby były dobrze przygotowane, zgodne ze stanem faktycznym i prawnym.

Taka dociekliwość do prawdy- w sensie faktów, takiej obiektywnej rzeczywistości. Robiliśmy to w dochodzeniach, tam trzeba ustalić pewną obiektywną rzeczywistość, tak samo tutaj-  człowiek nie wierzy obiegowym  pogłoskom, tylko wie,  że jest to pewnie jedna z wersji stanu faktycznego –  i to w policji było tak samo, przecież tam była inna wersja pokrzywdzonego i podejrzanego, a prawda leżała nawet w ogóle gdzie indziej i  często jest tak samo tutaj.

Będzie inna wersja opozycji, inna wersja koalicjanta, a jeszcze inna mieszkańca, co przechodzi ulicą. Jak docierają –  to  człowiek nie łyka tego jak ciepłe bułeczki, tylko przyjmuje z pewnym dystansem i wartościuje to, co dobiega, że to niekonieczne musi być prawda.

Sprawdźmy to, rozważmy – zobaczmy, bo to różnie może być –  pod tym kątem to chyba się przydaje. To też pewna odwaga,  przestrzeganie prawa itp..

J. K. :. Jest pan już wójtem trzecią kadencję. Czy nie grozi to popadnięciem w rutynę?

Wydaje mi się, że takie niebezpieczeństwo istnieje, trzeba to powiedzieć obiektywnie, zasiedzenia się i obrośnięcia różnego rodzaju sprawami, ale ja podchodzę do tego tak, że w  rutynę nie daje mi popaść kilka rzeczy – i to zewnętrznych i wewnętrznych.

Często o tym myślę. Zewnętrznie na pewno mądra konstruktywna opozycja, mobilizuje do działania wszelkiego, takiej czujności, i to jest ten aspekt zewnętrzny, on jest na pewno mniej ważny.

Ale jest też coś takiego jak aspekt wewnętrzny, że to jednak człowiek odpowiada przed ludźmi. Przeszło 1000 osób oddało głos i oddało na te 4 lata swój mandat. Scedowało pewną władzę na wójta, obowiązki, kompetencje i to człowieka mobilizuje do tego, że każdy dzień pracy trzeba spędzić naprawdę, jakby to było bardzo ważne, a nie tak, że przesiedzę, przebimbam, poczekam do 30-tego, podpisze listę i  dostanę wynagrodzenie.

To mobilizuje, żeby się wykazać przed tym społeczeństwem i tu jest dużo rzeczy do zrobienia. Często jak rozmawiam z ludźmi i pytają:  to nie czuję się wypalony, mam jeszcze plany. Myślę, że na przynajmniej kilka lat do przodu, te plany może są takie dalekosiężne -niektóre plany są duże, na niektóre nie pozwalają możliwości budżetowe. Trzeba więc kilka lat do przodu spokojnego, przemyślanego planu działania

Ja jestem człowiekiem wierzącym i tego się nie wstydzę. Każdą swoją kadencję rozpoczynam od Mszy świętej –   w intencji tej kadencji, żeby Pan Bóg błogosławił i ja też do tego tak podchodzę, że to nie jest taka praca, że ja zrobię 2 kilo gwoździ i koniec, tylko to jest taka i działalność społeczna i coś więcej niż praca.

Daje to też poczucie takiej wzmożonej działalności, że ja muszę z siebie dawać,  zostałem wybrany i to przez większość społeczeństwa i dla tego społeczeństwa jestem, nie mogę sobie siedzieć i tego kiedykolwiek zlekceważyć. Myślę, że przez ten czas  poznałem gminę,  to też daje wiedzę,  co jest jej potrzebne i co jest możliwe do zrealizowania. To też człowieka mobilizuje do tego działania, ja wiem że to się da zrobić, więc próbuję, działam w tym kierunku.

Przykładem tego jest moja determinacja w prowadzenie Liceum Ogólnokształcącego. Milanów to podobna gmina i położenie, tam liceum zostało zlikwidowane, my liceum prowadzimy i to myślę, że dyrektorki poszczególnych kadencji to potwierdzą, że przy dużym zaangażowaniu organu i moim osobiście. Mamy w tym roku dwie klasy pierwsze, nabór na poziomie 36 uczniów. Zrobiłem dwie klasy, to wymaga dużego poświęcenia, zaangażowania i pomysłu na przyciągnięcie uczniów gimnazjalnych do naszego liceum.

Dopłacamy niemało, na poziomie 300-350 tysięcy rocznie ponad subwencję do tego liceum –  uczniów jest mało, a koszty stałe są takie same, przecież tutaj cyfry nie kłamią. W przeciągu 10 lat mojej kadencji to jest kwota rzędu 3-3,5 miliona złotych, za to można by zrobić naprawdę dużą inwestycję, jeszcze jak by pozyskać drugie tyle, to można zrobić już dużą inwestycję na poziomie 7 milionów złotych –  pokaźną inwestycję.

Niektórzy też tego nie zauważają, tak porównują –  a Wohyń robi to, a  Wisznice robią to,  a ty tego nie robisz, tego nie robicie,  ale my utrzymujemy liceum, gdzie nasz budżet jest budżetem małym. Gmina jest typowo rolnicza, tu nie ma w zasadzie przemysłu, są tylko małe rodzinne zakłady produkcyjne. To są tego typu rzeczy  – więc wpływy z podatków są małe. My tutaj nie możemy za dużo poszaleć w inwestycjach, ale taką szkołę utrzymujemy.

My jako Gmina ponad otrzymywaną subwencję dajemy w pierwszej klasie podręczniki dla uczniów, w drugiej klasie 50% dofinansowujemy prawo jazdy, dofinansujemy wycieczkę, maturę, języki obce, takie poza programem,  w soboty –  hiszpański i angielski – oczywiście bezpłatnie, płaci to gmina. Mamy rozszerzenia, w przypadku każdej ilości, nawet pojedynczego ucznia, ale mamy zdawalność matur na poziomie 100%.

Klasy mundurowe –  trzeba zapewnić mundury, wykładowców, żeby to wszystko było w sposób ciekawy. Rozmawiam ze strażą, wojskiem, żeby te lekcje nie były na zasadzie, że przyjedzie pan w mundurze i poopowiada o taktycznych sprawach, tylko by pojechać do jednostki, zobaczyć poligon, jak to wszystko wygląda, żeby było ciekawie. Ja tylko mówię o tym na przykładach, że nie jestem wypalony, że nie siedzę w wygodnym fotelu z założonymi rękoma, nie jestem, parafrazując papieża, kanapowym wójtem.

J. H.: Słyszałem o pomyśle łączonych klas z Białorusinami w LO?

Był taki pomysł, zrodził się poniekąd po Światowych Dniach Młodzieży –  mieliśmy grupę z Białorusi na terenie naszego dekanatu, ale głównie to było w Komarówce. Jeden z profesorów liceum ma z kolei żonę, która jest Polką,  ale pochodzi z Białorusi i tak zaczęliśmy rozważać, żeby klasy były z młodzieżą polską, posiadającą Kartę Polaka i mieszkającą na terenie państwa białoruskiego.

Byłem tam, byliśmy w konsulacie razem z tym nauczycielem, byliśmy w parafii, zostawiliśmy informacje i ulotki, natomiast nie spotkało się to z odzewem. Myślę, że tam nam trochę wszedł w drogę Berger –  otworzył w Terespolu po zamkniętym liceum nowe, bazując na między innymi na uczniach z Białorusi, a wiadomo że z Brześcia do Terespola jest tylko przejechać, a tutaj jest dalej.

Ja tego kierunku jeszcze nie uważam za zamknięty, zostaje nam Grodno, żeby tam pojechać i dalej kontynuować również Brześć. Może wtedy byliśmy dość późno –  to był marzec, kwiecień.

Faktem jest, że władze białoruskie niechętnie patrzą na tych wyjeżdżających, w ogóle nie uznają tego wykształcenia, które tutaj taki młody człowiek otrzymuje, więc on w przypadku powrotu na Białoruś ma skończone podstawowe wykształcenie. Dla takiego ucznia, który tutaj przyjeżdża do szkoły, musi zostać na studiach i de facto w pracy, bo tam tego mu nie uznają, gdy wróci na Białoruś to raz, że jest już w pewnym sensie stygmatyzowany,  że już tutaj był, gdzieś próbował te państwo „zdradzić” i to jest decyzja życia, a taką decyzję trzeba podjąć w wieku 14 lat.

Studentów z Ukrainy i Białorusi mamy sporo, ale to już są osoby dorosłe, one już de facto same podejmują odpowiedzialność za swoje decyzje.

Ja prosiłem wicekonsula w Brześciu,  by rozesłał te informacje po wszystkich organizacji polonijnych, które mają kontakt z polska młodzieżą. Nie wiem, na ile się w to zaangażował, ale ja zamierzam ponowić wizytę, jak mi się uda to jeszcze w tym roku w konsulacie i poproszę o bezpośrednie spotkanie z tymi organizacjami, żeby nie przez konsulat, a żeby samemu się spotkać i przekazać, może żywe spotkanie bardziej ich przekona.

Nie udało nam się utworzyć placówki opiekuńczo wychowawczej. Był pomysł, wspólny z Powiatem Radzyńskim na prowadzenie tzw. Domu Dziecka na terenie naszej Gminy. W trakcie realizacji zamierzeń zmianie uległa sytuacja polityczna w kraju, związana z wprowadzeniem tzw. 500 +, co spowodowało znaczący spadek dzieci kierowanych do placówek.

Ze społecznego punktu widzenia brak dzieci kierowanych do domów dziecka jest pozytywnym zjawiskiem, ale z naszego organizacyjnego, nie bardzo –  mam wyremontowany lokal na 14 osób, odebrany, z zapleczem kuchennym, łazienkami. Jednym z pomysłów było zorganizowanie tam internatu dla uczniów Liceum, ale nasi uczniowie raczej mieszkają blisko szkoły i nie są zainteresowani bynajmniej na razie zakwaterowaniem w internacie. Dlatego tez jednym z rozwiązań może być kontynuacja oferty dla uczniów z Białorusi z możliwością zakwaterowania w internacie. To jest trudna sprawa, ale to, że coś jest trudnego, to nie znaczy, że trzeba od tego uciekać. Jest to duże wyzwanie. Nie znaczy jednak, że jedyne.

Jestem otwarty na wszelkie pomysły i propozycje ze strony radnych, mieszkańców, powiatu na zagospodarowania piętra ośrodka zdrowia.

III Gminne Biegi Uliczne Pamięci Jana Pawła II , patrona miejscowego gimnazjum, 2009 r.

J. K. : Z jakich osiągnięć jest pan zadowolony?

Dla mnie dużą wartością jest to, że stworzyłem wspaniałą rodzinę,mam żonę i troje dzieci –  w tym dwóch synów i córkę. Myślę, że inne osiągnięcia to wynik siły, jaką daje mi rodzina. Cieszę się, że dzięki mojej pracy ożywiło się życie społeczne.

Gdy zostawałem wójtem nie było żadnego stowarzyszenia na terenie gminy Komarówka Podlaska, teraz działają cztery. Pierwsze założyłem, będąc członkiem, założycielem stowarzyszenia „Nadzieja i Przyszłość”, które rozpoczęło działalność od prowadzenia takiej świetlicy socjoterapeutycznej, pozyskaliśmy środki z Urzędu Wojewódzkiego.

Potem powstało „Stowarzyszenie Przyjaciół Komarówki”, które też już działa, jestem jego członkiem założycielem oraz dwa stowarzyszenia prowadzące szkoły, kiedyś tylko prowadziły je osoby fizyczne.

Musiał być taki pewien pierwszy ruch, ta przyczyna sprawcza i to teraz działa, żyje swoim życiem. Ja sobie tylko zajdę, jak mnie zaproszą, bo jestem zwykłym członkiem w tych stowarzyszeniach, nie jestem we władzach i dobrze, bo wójt ma inną działalność, to ma żyć swoim życiem.

Wiadomo, że gdzieś to obejmuje swoim patronatem. To jest mniej wymierna działalność. W oświacie – te efekty mogą być nie tak wymierne – na zasadzie włączyć/ wyłączyć światło – jest widno/ciemno. Tak samo jak działalność.

Koło Gospodyń w każdej miejscowości. Jak coś źle działa, coś czasami się psuje – to jest czynnik ludzki, on ma coś takiego, że coś czasami lubi się zepsuć – próbuję od razu to naprawić. Myślę, że pewnie taki plusik mały bym sobie postawił w tej działalności.

Większy plus postawiłbym sobie w  polityce historycznej. Od kiedy zostałem wójtem,  zaczęło działać koło historyczne. To też powiązane z tymi sprawami społecznymi. Zaczęliśmy taką działalność uświadamiania społeczeństwa o tym, co tutaj było, co się wydarzyło w historii  gminy, parafii, regionu.

Jak na taką małą gminę, mamy niemałe osiągnięcia. Zaczęło się od społecznego komitetu budowy pomnika św. Wawrzyńca przy rondzie.  Tutaj, gdzie stoi rondo stał kościół, tu były pierwsze kościoły. Całe to miejsce, zostało upamiętnione z racji 300- lecia parafii i 100- stulecia budowy kościoła.

To był naprawdę fajny ruch, ludzie chodzili i zbierali pieniądze od domu do domu,  myśmy to koordynowali, żeby to wszystko jakoś formalnie i prawnie scalić. To wypaliło.

Powstała Izba Regionalna, która działa, do tej pory zbiera eksponaty od mieszkańców, to co było kiedyś powszechne –  krosna, warsztaty tkackie, ale także stare monety –  to wszystko co związane jest z historią naszego terenu.

Miejsca pamięci. Wszystkie miejscowe potyczki z UB w ’46, miejsce cmentarza epidemiologicznego 1830 –  upamiętnione kamieniem, odrestaurowane krzyże, tablice pamiątkowe z racji ważniejszych wydarzeń, które były tutaj w historii.

Ks.Jan Rudnicki, proboszcz parafii Komarówka w latach 1901- 1945

Pomnik ks. Jana Rudnickiego, to już gmina postawiła z racji 100- lecia budowy kościoła, bo ks.Jan Rudnicki w zasadzie zbudował tą Komarówkę, tą taką nowożytną. Jak zostawał księdzem w 1901 roku, to gmina była w Przegalinach Dużych, Komarówka była mniej znaczącym ośrodkiem.

On to zbudował, przeniósł wszystkie instytucje, założył szkoły, straż pożarną, kasę Stefczyka –    to mu się należy, jest piękne popiersie przed zbudowanym przez Niego Kościołem. Upamiętniono nauczycieli tajnego nauczania z terenu naszej Gminy to dzięki nim w okresie okupacji nauczano zakazanych przedmiotów ale także dzięki Nim powstało liceum, przed wojną nie było tutaj edukacji w zakresie gminazjalnym.

Jak zostałem wójtem, to gimnazjum chodziło z taką chorągwią szturmówką, jako sztandar. Od razu zrobiliśmy sztandar, cała procedura nadania imienia im. Jana Pawła II. Dąb i, kamień pamięci poświęcony Janowi Pawłowi II.

Wszystkie rocznice, święta państwowe  – 3 maja, 11 listopada –  piękna oprawa, orkiestra dęta, kwiaty, przemówienia, to zawsze jest podkreślone. Okrągła rocznica uchwalenia Konstytucji –  wydamy ulotkę, żeby każdemu to rozdać. Na 3 Maja wchodząc do kościoła, każdy dostaje chorągiewkę, żeby to było takie polskie, patriotyczne. Kotyliony – to robi warsztat terapii zajęciowej w Kolembrodach –  też jest ważne w takiej działalności społecznej, że utworzyliśmy taka placówkę jedyną w powiecie, które skupia osoby niepełnosprawne.

Wydane publikacje. „Gmina, parafia, okolice”;  „40 lat samorządu gminy”, dwie publikacje strażackie – 100 lat w Komarówce, 100 lat w Brzozowym Kącie.

Zrobiliśmy  przy drogach uchwyty na flagi i na wszystkie święta zakładamy te flagi. To widać, polskie, to jest święto. Nie było żadnych tablic upamiętniających najważniejsze wydarzenia z dziejów naszego narodu. Pierwsze tablice zostały odsłonięte z okazji kanonizacji Jana Pawła II, oraz rocznicy katastrofy smoleńskiej –  na tej ostatniej jest napisany ten tekst, który był pierwotnie zamieszczony w Smoleńsku, praktycznie powielony, którzy Rosjanie zniszczyli. Byłem pierwszy w powiecie, który taką tablicą upamiętnił ofiary katastrofy smoleńskiej zrobiliśmy to jako pierwsi w  powiecie i nie po to,  żeby się tym teraz pochwalić, tylko po to,  że była taka potrzeba, żeby to tragiczne wydarzenie upamiętnić,  bo zginęło tam dwóch prezydentów i wielu znamienitych synów naszego Narodu –  w sumie 96 osób jeszcze w takich nie do końca znanych okolicznościach.

Armia Krajową  – nasz 35 puk piechoty, zbrodnię wołyńską, gdzie to też jest temat zamiatany pod dywan, wszystkie elity od ’89 roku to zamiatają, nikt tego nie chce. Ja to jeszcze przed filmem „Wołyń” zrobiłem, żeby też wywołać pewną taką dyskusję publiczną, żeby ludzie sięgnęli do internetu, opracowań, przemyśleli. Wypadek? Zdarzenia? Wymordowali 120 tysięcy ludzi,  wypadek to może być samochodowy. Czasami mnie irytuje,  jak można sprowadzić najbardziej potworne ludobójstwo podczas II wojny światowej do rangi wypadku, to jest jakiś absurd.

Jest tablica dotycząca Powstania Styczniowego, była okrągła rocznica 150 lat – te walki były też na naszych terenach.
Ostatnia tablica to 1050 lat chrztu Polski, to jest nasze miejsce pamięci. Tego nie było w gminie Komarówka w ogóle robione. Gdy zaczynałem być wójtem, to na uroczystości 3 maja, 11 listopada do kościoła ludzie nie przychodzili, bo to będzie długo, bo to jakieś sztandary. Teraz zauważam, że jest tych ludzi coraz więcej, jak potem dziękuję księdzu, zapraszam na dalsze uroczystości, to widzę cały kościół ludzi. To naprawdę fajnie wygląda, jak ludzie są z flagami, jak na 3 maja z kotylionami biało- czerwonymi. W tym obszarze uważam, że dużo było zrobione.

Bardzo ważny elementem w życiu mieszkańców gminy jest integracja na poziomie społecznym, oświatowym, kulturalnych i historycznym, ale nie zapominamy też o codziennym życiu mieszkańców. Staram się aby standard życia mieszkańców naszej gminy był coraz wyższy.
Nieustannie jest rozbudowywana infrastruktura, w tym drogi (w roku 2017 zostało wybudowanych przeszło 10 km dróg asfaltowych), sieci wodociągowe, kolektory słoneczne, ekologiczne piece, ogniwa fotowoltaiczne, place zabaw, odnowione świetlice wiejskie, sprzyjające integracji społecznej.

Po świętach – II. część wywiadu

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Jakub Hapka

Na portalu od jesieni 2012 r. Najpierw jako felietonista, od maja 2015 redaktor naczelny. Absolwent polonistyki UMCS. Fan futbolu.

Zalało „Jedynkę”

NASTĘPNY ARTYKUŁ »

Wąs przed Drinkiem, czyli halówka w gazie

Skomentuj