banner

Dzieci dzielą się na grzeczne i zdolne- wywiad z dyrektor Niepublicznego Przedszkola „Kacperek”, Renatą Skowron, część I

O wzięciu sprawy w swoje ręce, pracy, która stała się przyjemnością i pasją, wychowywaniu dzieci i ich dobru, które nie zawsze jest tożsame z dobrem rodzica, wolności i korzyści ze zdartych kolan- z Renatą Skowron rozmawiają Józef Korulczyk i Jakub Hapka.

J. H.:  W uzasadnieniu przyznanej Pani w 2016 nagrody „Niedźwiadka” podczas Gali RaSIL w konkursie – „Promujemy najlepszych” czytamy fragment pani życiorysu: kilkanaście lat temu mając wykształcenie jako pracownik socjalny była osobą bezrobotną. Szukała recepty na swoje życie, nie chciała siedzieć z założonymi rękami. Dzięki pożyczce z Powiatowego Urzędu Pracy wraz z mężem założyła sklep spożywczo-przemysłowy i przez kilka lat go prowadziła. W latach 2010-2011 pozyskała środki z Europejskiego Funduszu Socjalnego na rozbudowę i wyposażenie sklepu. W międzyczasie, zgodnie ze swoimi zainteresowaniami, zdobyła kwalifikacje w zawodzie nauczyciela, co pozwoliło jej na zmianę ukierunkowania biznesowego. Proszę opowiedzieć nam o tym czasie.

To był trudny czas dla większości Polaków, czas transformacji. Musieliśmy przede wszystkim przestawić swój tok myślenia na zupełnie inny. Czyli cytując pana Wałęsę, „bierzemy sprawy w  swoje ręce” i zaczynamy coś na własny rachunek. Rzeczywiście, ten sklep spożywczy był o tyle fajny, że nauczyłam się prowadzić własną działalność. Sprawiało mi to przyjemność i stwierdziłam, że warto jednak otwierać coś własnego i realizować własne potrzeby i  pragnienia.

Na początku powstał sklep, później po jakimś czasie stwierdziłam jednak, że nie spełniałam się w tym aż tak bardzo, Może też trochę mi się znudził. A że zawsze ciągnęło mnie do dzieci zaczęłam myśleć o założeniu przedszkola. W ogóle lubię zajmować się dziećmi. To właściwie nie jest dla mnie żadna praca, ja to lubię, to jest coś, co chciałabym robić całe życie.

J. H. : Skąd wziął się pomysł na założenie przedszkola? Ile Czasu Pani to zajęło? Jak długo trwała droga administracyjna?

Miałam dyplom pracownika socjalnego, więc musiałam zmienić wykształcenie. Tej pewności o założeniu przedszkola nabrałam dopiero studiując. Droga administracyjna była dosyć trudna. Było to pierwsze niepubliczne przedszkole w Radzyniu, więc specjalnie nikt mi nie ułatwiłał tej drogi. Dosyć ciężko było przebić się przez tą administrację i uzyskać jakiekolwiek informacje w naszym Urzędzie Miasta, ale potem ta sytuacja uległa poprawie. Musieliśmy się, mówiąc takim prostym językiem, dogadywać. Ta współpraca była nawet całkiem niezła, aczkolwiek nie obyło się bez jakichś zgrzytów.

Natomiast w tej chwili wiadomo, że z przyjaciółmi nie załatwia się spraw po przez sądy. Był czas gdy ukazało się pod moim adresem i mojego przedszkola wiele oczerniających artykułów autorstwa pani Wasak. Nie podjęłam wtedy żadnych działań. Chciałam na tą sprawę spojrzeć z dystansu. Myślę też, że nie warto skupiać się na czymś, co nie jest warte uwagi.

J. H.: Jak  zacząć starania o stworzenie prywatnej placówki?

Przede wszystkim nie wolno myśleć o tym, jak wiele trzeba zrobić i ile trudu włożyć aby osiągnąć cel ale skupić się na efekcie końcowym.

J. H.: Ciężko jest planować „od linijki”?

Wiele zeszytów w kratkę miałam zapisanych wyliczeniami, to też fakt. Zastanawiałam się, jak to zrobić, jakie zajęcia zorganizować. Jak poradzić sobie finansowo. Prowadzić przedszkole było mi o tyle łatwiej, bo pracowałam. Uczyłam wtedy w szkole podstawowej. Wiedziałam, jak wygląda placówka oświatowa od środka. Tworząc swoje przedszkole, szczególnie mając na uwadze relacje typu uczeń-nauczyciel, nauczyciel-rodzic wiedziałam, że nie może to być instytucja ale przyjazne miejsce, w którym panuje rodzinna atmosfera. Miałam swoją wizję przedszkola.

J. H.: Jaka ona była?

Wykorzystałam też moment, w którym na radzyńskim rynku jeżeli chodzi o przedszkola nie działo się najlepiej. Były jakieś zgrzyty pomiędzy rodzicami a przedszkolami publicznymi i władzami. Pomyślałam, że przydałaby się jakaś alternatywa, coś innego niż przedszkole publiczne, gdzie dziecko to tylko kolejne dziecko, a nie mały wrażliwy człowiek, który ma swoje pragnienia i potrzeby. Urządzałam ta przedszkole, sugerując się bardziej domową atmosferą, tak, jak w domu, tak, jak chciałabym, by ktoś opiekował się moimi dziećmi.

Motto naszego przedszkola to: Moje przedszkole to mój drugi dom, bo stawia na mnie, na moje szczęśliwe dzieciństwo i na mój wszechstronny rozwój. Powiedz mi, a zapomnę. Pokaż, a zapamiętam. Pomóż wziąć udział, a zrozumiem.

J. H.: Powrócę jeszcze do wspomnianej laudacji z 2016 roku: W chwili obecnej prowadzi wychowanie przedszkolne w dwóch punktach i zatrudnia 30 osób o różnych specjalnościach. Pełni funkcję dyrektora i pedagoga. Prowadzenie przedszkola jest dla niej pasją i wkłada w nią całe serce. Czy coś się od tego czasu zmieniło?

Chyba tylko tyle, że mam fajną kadrę, nauczycieli i terapeutów różnych specjalności, ludzi którym mogę w zupełności zaufać. Wiem, że bardzo dobrze zajmują się powierzonymi nam dziećmi. Wcześniej byliśmy na tak zwanym „dotarciu”, więc ja wybierałam sobie kadrę, kadra wybierała sobie miejsca pracy, były różne roszady.

J. K.: Czyli nastąpiła stabilizacja.

Dokładnie.

J. H.: W Waszej ofercie możemy przeczytać: Nasze przedszkole za cel postawiło sobie wczesną interwencję w przypadkach nieprawidłowego bądź zaburzonego rozwoju wychowanka. W większości przypadków nie są to zaburzenia, które mają znaczący wpływ na funkcjonowanie dziecka, ale mogą się one przyczynić do przykrych doświadczeń dzieci w dalszym etapie edukacji. Bardzo zależy nam na tym, aby dzieciom, które uczęszczają do naszej placówki, ich zaoszczędzić. Jesteśmy przekonani, że odpowiednio ukierunkowana praca z dziećmi daje im szanse na harmonijny rozwój i przyczyni się do osiągania przez nie małych sukcesów, które w przyszłości pięknie zaowocują. Na jakiej zasadzie wcielacie to w życie w codziennym funkcjonowaniu przedszkola?

Otwierając przedszkole myślałam o tym aby dzieci uczęszczające do naszej placówki otoczyć jak najlepszą opieką. Z czasem zaczęłam dostrzegać, że opieka to nie wszystko. Jako pedagog i nauczyciel widziałam problemy z jakimi borykają się niektóre z maluchów. Postanowiłam, że nie można udawać, że wszystko jest dobrze. Wczesna interwencja w takich przypadkach jest bardzo ważna bo rzutuje na całe życie dziecka.

Gdy do przedszkola przybyły pierwsze niepełnosprawne dzieci skupiłam swoją uwagę na tym aby utworzyć im odpowiednie warunki. Mimo,że za tymi dziećmi idą jak to podkreślała pani Wasak w swoich artykułach na temat przedszkola, spore pieniądze, to przecież ustawodawca przeznaczając taką kwotę na terapię i opiekę nad tymi dziećmi wiedział co robi. Nie jest tajemnicą, że zatrudnienie nauczyciela do indywidualnej opieki nad dzieckiem z autyzmem to koszt jednego pełnego etatu. Do tego dochodzą też koszty innych terapii. Najważniejszy jednak cały czas jest cel a nie koszty.

Z biura pracy pozyskiwałam kolejne środki bo potrzebna była sala doświadczania świata i integracji sensorycznej, potem logopedyczna i  gabinet dla psychologa. Pojawiło się wielu specjalistów. Był taki czas, że trudno było zaplanować w niedzielę bal karnawałowy, bo wszystkie miałyśmy zjazdy na studiach.

Podnosimy swoje kwalifikacje zawodowe nie tylko ze względów ambicjonalnych ale przede wszystkim dla naszych milusińskich, Śledzimy nowe techniki i metody pracy z dziećmi z różnego typu deficytami rozwojowymi i niepełnosprawnościami.

Zależy nam, aby jak najlepiej pomagać dzieciom nie tylko tym chorym ale wszystkim. Mamy dużo zajęć dodatkowych za które nie płacą rodzice. Przedszkole to też miejsce, gdzie odkrywa się dziecięce talenty.

J. H.: W tym, co pani mówi, jest także bardzo ważny aspekt społeczny – te dzieci, które dorastają, wychowują się razem. Te dzieci z autyzmem nie czują się inne, a te bez zaburzeń uczą się wspólnie bawić, przebywać z tymi dziećmi. To bardzo ważne. Myślę, że później przychodzi im naturalnie obcowanie i pomaganie swoim kolegom, koleżankom także w i w późniejszym, dorosłym życiu.

Na pewno. Mamy już swoich przedszkolaków, które uczą się w szkołach podstawowych. I to były także dzieci z niepełnosprawnościami. Dla nich jest to o tyle dobre, że poprzez naśladownictwo mogą podnosić swoje umiejętności społeczne.

Natomiast rówieśnicy uczą się, że te dzieci są rzeczywiście troszeczkę inne niż one, ale nie ma się czego bać, można się z nimi spokojnie bawić i przyjaźnić.

Ciąg dalszy za tydzień!

Jakub Hapka

Na portalu od jesieni 2012 r. Najpierw jako felietonista, od maja 2015 redaktor naczelny. Absolwent polonistyki UMCS. Fan futbolu.

Jednostki OSP w zawodach sportowo-pożarniczych

NASTĘPNY ARTYKUŁ »

Gala Laureatów Konkursów Przedmiotowych w Komarówce

Skomentuj