banner

Akademia

Trwa akademia z okazji święta niepodległości. Mija już jakieś 20 minut, publika powoli, jakby zaczynała się nudzić, aż tu nagle…

Kiedy trzecioklasistka omawiała zagrożenie ze strony zrewolucjonizowanej Rosji i zaczęła mówić o będącym w odwrocie Wojsku Polskim, na sale wpadło dwóch uczniów: jeden ubrany w strój polskiej reprezentacji piłki nożnej, a drugi – w kominiarce, czerwonym podkoszulku i spodenkach, z napisem „ROSJA” na lewym przedramieniu i analogicznej łydce. Obaj trzymają się „za bary”. Reprezentant narodowy jest niższy i gorzej zbudowany, niż jego przeciwnik, więc jest przez niego wypychany niemal na środek sceny. W tym momencie wchodzi uczeń z mapą Polski z tego okresu i zasłania ją obu kolegów. Natomiast w drzwiach staje kolejny, z rakietą tenisową na ramieniu.

Na sali zapanowała konsternacja. Szczególnie zaszokowane były nauczycielki, gdyż mocujący się chłopcy, nie raz łobuziaczyli, więc początkowo myślały, iż to jakaś niekontrolowana bójka. Nawet pani dyrektor z zaskoczeniem obserwowała całą tą akcję. Wszak przeglądała scenariusz akademii… w którym jednak tej sceny Belfer nie ujął (nie był pewien, czy się ona uda, więc nawet nie silił się na jej opisywanie).

Niewzruszona tym wszystkim uczennica mówi dalej – jak to gen. Rozwadowski miał brawurowy plan uderzenia na tzw. Grupę Mozyrską. W tym momencie „tenisista” podszedł i wskazał na mapie rzeczony obszar. Chwilę później mapa została zabrana, a wskazywane przez rakietę pole pokrywało się (jakkolwiek by to nie zabrzmiało) z kroczem napastnika. Po kilku sekundach „tenisista” odsunął się na bok. W tym czasie symbolizujący Polskę chłopak był już duszony przez swego większego kolegę, a jego głowa poczynała dyndać na boki. Kiedy zaś „prelegentka” mówiła o tym, jak to 15 sierpnia 1920 roku, kosztem osłabienia obrony stolicy, oddziały WP wbiły się w pozycje rosyjskie nad Wieprzem – duszony uczeń opuścił na poły bezwładną prawą rękę i resztką sił pchnął napastnika w podbrzusze. Ów z grymasem bólu zgiął się wpół i został zasłonięty mapą. Po chwili relacjonująca dziewczyna powiedziała, iż nad Niemnem Armia Czerwona dostała „ostateczny łomot”, a „tenisista” znów wskazał rzeczony obszar. Uczeń z mapą odszedł na bok, zaś teraz we wskazanym obszarze znajdowała się twarz napastnika. Reprezentant w tym momencie trzymał wysoko gardę i zdecydowanym (acz spowolnionym) prawym sierpowym trafił „Rosję” w łuk brwiowy. Dotychczasowy napastnik zatoczył się i chwiejnym krokiem wyszedł za drzwi – razem z „tenisistą” i tragarzem mapy. Na końcu sprężystym krokiem oddalił się polski obrońca. Nim jednak minął próg, triumfalnie pomachał zaciśniętą i wyciągniętą w górę pięścią.

Scenę tą podsumowała, relacjonująca uczennica, krótkim i beztroskim: „I tak ustanowiliśmy granicę na wschodzie!” Lecz zniknęło ono w wypełniającym salę aplauzie. Podobnie rzecz miała się na koniec akademii, która przypadła do gustu nie tylko najmłodszej części gimnazjalnej społeczności. Może wpływ na to miała także odśpiewana na koniec – jak jeden mąż przez wszystkich obecnych – „Rota”. W każdym razie tuż po uroczystościach posypały się zewsząd gratulacje. Zaś jedna z pierwszoklasistek z zachwytem wyznała Belfrowi: „Pan to jest normalnie historyk the best!… ever”.

Niezbędne

NASTĘPNY ARTYKUŁ »

Historia się nie skończyła

Skomentuj