banner

Autograf

W pomieszczeniach GBP w Borkach znajduje się ekspozycja pamiątek rodzinnych przekazanych bibliotece onegdaj przez Panią Annę Krzyżanowską z domu Jaźwińską. Pośród licznych i cennych oraz bardzo ciekawych eksponatów, jest tam kilka opowiadań w formie wspomnień pisanych ręką ojca Pani Anny, Zygmunta Jaźwińskiego.

Obok walorów fabularnych, gdyż każde z nich opowiada ciekawą historię, utwory te mają niekwestionowaną wartość poznawczą i rzec dziś już można, historyczną. W imię przypominania ludzi i wydarzeń z przeszłości naszej Borkowskiej Ziemi prezentujemy dziś opowieść pt. ,,Autograf”. Z pewnością nie wszyscy nasi mieszkańcy wiedzą, że słynne przedwojenne polowanie w Puszczy Białowieskiej z udziałem Goeringa zaproszonego przez prezydenta Ignacego Mościckiego, miało swój borkowski epizod. Nie słyszeliście? No to poczytajcie.

PS. Opowieści Z Jaźwińskiego, za zgodą jego córki Pani Anny Krzyżanowskiej, znajdą się w przygotowywanej monografii majątku Borki, oraz rodów Jaźwińskich i Cerskich, nad którą intensywnie pracuje Pani Halina Zgrajka.

A u t o g r a f

 

W latach trzydziestych zwierzostany polskie znaczenie się poprawiły. Stan ten powodował zarówno rozwój hodowli zwierzyny , wprowadzenie nowej ustawy łowieckiej, jak i pomyślna pogoda. Rezultaty polowań, szczególnie na grubego zwierza, zainteresowały myśliwych europejskich.

Rząd Polski wykorzystał te okoliczności, i zorganizował szereg polowań dyplomatycznych.

Jednego roku przybył Marszałek Rzeszy Niemieckiej, Hermann Goering. Jak zwykle wytwarzał koło swej osoby wiele zamieszania. Lubował się bowiem zarówno w teatralno-efekciarskich mundurach i strojach, jak też dla zwiększenia efektu optycznego przybył z bardzo liczną świtą. Takiej ilości myśliwych nawet reprezentacyjne polowania w Białowieży nie mogli zmieścić, powstała więc konieczność rozładowania przybyłych gości na innych terenach.

Główny Komendant Policji Państwowej, generał Kordian-Zamorski otrzymał jako zadanie przyjęcie i zorganizowanie polowania dla swego odpowiednika w Rzeszy, generała szupo Daluege. Ta osobistość również przybyła z adiutantami i towarzyszącymi jej osobami , razem było 5 Niemców. Wytypowano odpowiedni teren, ok. 700 ha lasów na Lubelszczyźnie , posiadający ostroję ok. 120 sztuk dzików.

W przeddzień polowania odstrzelono ’’rezerwowe ’’ 2 dziki. Był to praktykowany powszechnie sposób, dla zabezpieczenia pomyślnego końca łowów dostojników , którzy mógł mieć pecha , celność jego strzałów nie szła w parze z piastowanym stanowiskiem, i najlepsze wysiłki prowadzącego polowanie mogły niedostatecznie podkreślić właściwe uhonorowanie gościa. A tak, w żupełnie prosty sposób , przy pewnej dozie zręczności straży leśnej, zazwyczaj otrzaskanej z tego rodzaju wypadkami, z gwarancją potrzebnej dyskrecji, we właściwym momencie wyciągano nieboszczyka tryumfalnie z krzaków. Należało tylko pamiętać o jedynym. Rezerwowano dziki co najmniej dwa, winny być strzelone odmiennie, np. jeden z prawej strony, drugi z lewej, i według relacji myśliwego, zazwyczaj w gorącej dyskusji na miejscu wysłuchanej , + odpowiedniego dzika należało użyć. W przeciwnym wypadku mogło być przykre kontrowersje. –

Plan całej batalii był drobiazgowo ułożony. Mniej więcej połowa naganiaczy składała się w specjalnie w tym celu zwiezionych z dalszych okolic policjantów, ucharakteryzowanych oczywiście na autochtonów. Teren był również otoczony policją, z tym jednaka zastrzeżeniem, żeby nikt z myśliwych nie mógl zorjentować się w sytuacji, – policja była niewidzialna. Pozornie teren był zupełnie otwarty i bezpieczeństwo wynikało jasno ze stosunku napotykanej ludności do miłych i pożądanych gości. Zewsząd widziało się tylko życzliwie uśmiechnięte oblicza uradowanych ‘’ przedstawicieli społeczeństwa ‘’.-

Inscenizacja ta wypełniła program w jednej trzeciej.

Następnym etapem było same polowanie. Straż leśna doskonale znała przesmyki i chody zwierzyny , pogoda była znakomita. Dziki, przez kilka dni podkarmiane, skoncentrowały się w znanych gąszczach. Stanowiska były zabezpieczone zasłonami z gałęzi jedliny, łuki do strzałów poprzecinane, widoczność doskonała.

Wreszcie ukoronowaniem wizyty, kończącym polowaniem miało być wieczorne przyjęcie. Odpowiednie zapasy alkoholu i smakołyków różnego rodzaju były przygotowane.

Czarne mercedesy przyjechały z wiadomą i znaną punktualnością. Prawie wszyscy zgromadzeni z ciekawością obserwowali przybyłych, nowe, nieznane mundury, naszywki i oznaki nie pozwalały na szybkie rozróżnienie stopni czy stanowiska przybyłych. – Nikomu wówczas nie nasunęły się refleksje, że w tak stosunkowo nieodległej przyszłości, aż nadto dokładnie zapoznamy się z przeróżnemi odcieniami mundurów, opasek i swastyk.

Centralna osobistość, generała Daluege wyróżniał się wysoką postacią, szortkością obejścia i odpychającym wyrazem gładko wygolonego oblicza. Wyczuwało się, że na tej twarzy rzadko gości uprzejmy uśmiech, a dwóch młodych adiutantów nie opuszczało go na chwilę.
Dla uzupełnienia niezbędnego kompletu myśliwych i zapewnienia odpowiedniego rozkładu polowania, o którym spodziewano się sprawozdań w fachowych pismach , nie tylko polskich , ale i niemieckich – zaproszeni zostali sami dobrzy strzelcy. Rolą ich było też baczenie m czy i w jaki delikatny sposób można pośpieszyć gościom z pomocą , umiejętnie i w porę np. strzelić razem z gościem , i niejednokrotnie swoje zasługi w sposób subtelny zarachować na jego konto. Te wszystkie ‘’ świadczenia ‘’były przeważnie chętnie, niejednokrotnie z cieniem pozorów , przyjmowane. Względy ambicjonalne kazały często zapominać o możliwościach ośmieszenia wobec wytrawnych myśliwych , przed których okiem nie tak łatwo było cokolwiek przeinaczyć. – Tu była sytuacja wyjątkowa. Było jasne i proste, że nikt nie może przestrzelać przybyłego Dostojnika rozumiał to każdy , zarówno myśliwy , jak i naganiacz.-

Polowanie zorganizowane było doskonale. Wszystko odbywało się zgodnie z planem. Miot po miocie wykazywał rzeczywiście wielkie zagęszczenia dzików różnego kalibru i rodzaju. Myśliwi się nastrzelali, jedne kule trafiały w cel, inne obok. Zostało łącznie ubite 9 dzików, z czego gen. Daluege 2.-

W dobrych humorach, z kolosalnymi apetytami zdążało w kierunku domu. Tylko jeden dzik z zapasowych znalazł zastosowanie. Jeden z adiutantów, pierwszy raz w życiu spotkał się z dzikami, nerwowo niewytrzymał, – strzelił później za niemi w krzaki. Miał szczerą chęć wypuścić się za śladami, jedynak stanowczo wytłomaczono mu grożące niebezpieczeństwo. Za tym dzikiem udał się jeden z leśników, mający na podorędziu saneczki z dzikiem. Miał polecone dowieźć jego za 2 godziny, jako odnalezionego

Do przekąsek wypito morze alkoholu. W międzyczasie, dziki zostały rozwieszone malowniczo na przygotowanych drągach, zapalono ognisko, otrąbiono łowy. – Niemcy trzaskali kamerami, lampami błyskowymi, byli niesłychanie przejęci i podnieceni. ‘’Kolosal, wunderbar, ausgezeichnet ‘’ dobiegło zewsząd, nawet główny gość co pewien czas krzywił usta, co miało oznaczać przypływ dobrego humoru i niezwykłej łaskawości.

Przy stole decydował się na mowę. Akcentował każdy wyraz podkreślając jego wagę lepkim spojrzeniem, jakim kolejno obdarzał zgromadzonych. Zależało mu na tym, by zrozumiano, że to co mówi, to jest wyjątkowym zupełnie, aczkolwiek usprawiedliwionym, przyznaniem, że polowanie było zorganizowane bardzo dobrze, doskonale,- prawie tak jak w Niemczech. Wzdychał przytym ciężko, jakby prosił w duchu ‘’Fuhrera’’ o darowanie tego bluźnierstwa. Rzeczywiście  zadziwiające, jaki to zdolny naród ci Polacy, tak szybko wykorzystują wiadomości zasłyszane od obcych, bo przecież tego rodzaju prowadzenie polowanie mogli się nauczyć tylko w Niemczech.-

W pewnej chwili dał znak adiutantom. Podskoczyli i wręczyli piękną czarną tekę, która w ciszy ciekawości zabranych powoli otworzył. Wydobył plik fotografii formatu gabinetowego i umieszczając na każdej autograf, polecił adiutantom doręczyć obecny.-

Na fotografii wykonanej artystycznie, na pięknym papierze, w jakimś galowoteatralnym mundurze, z gąszczem baretek i orderów była wyretuszowana podobizna generała. Za nim, widoczny był portret Hitlera.-

Ze skutkiem podkutych butów trzaskaniem obcasami jakąś odmianą kameralną ‘’parademarschu’’ obu adiutantów, każdoraratowo wracając po następną obdarowali wszystkich obecnych po jednej fotografii.

W czasie tym, generał rozparty siedział przy stole. Na twarzy jego odmałował się wyraz niesłychanej buty, dumy, pewności siebie i pogardy. Znać było po nim, że tylko jedno zagadnienie go interesuje, mianowicie, czy obdarowani tym bezcennym prezentem, zdają sobie sprawę, ile on w to włożył łaskawości i uprzejmości. Czy jego fatyga zostanie właściwie doceniona ? czy Re fotografje w odpowiedniej oprawie znajdą należne miejsce dla siebie?-

Wytworzyła się jakaś ciężka atmosfera. Zebrani przygnieceni dziwnym uczuciem – czyżby to było podświadome przeczucie, wizja, za kilka lat mających nastąpić wypadków? Nastrój ten przeciągał się dalej- zdawało się nie do wytrzymania, coś wisiało w powietrzu.

Jak wystrzał, na odgłos którego wszyscy drgnęli, ciszę tą przerwał rumor odsuwanego krzesła.

To powstał jeden z najmłodszych myśliwych, p. Konstanty znany ze swej nieśmiałości w normalnym stanie, a z niebezpiecznej agresywności pod wpływem alkoholu. Wygłosił on tego rodzaju przemówienie, po polsku.

‘’ Nie jestem divą filmową, i nie rozporządzam odpowiednim portretem swojej osoby, pozwoli Pan jednak, że w formie rewanżu, podpisze fotografię

Zygmunt Jaźwiński
PS. Zachowano oryginalną pisownię

Historia pewnej rodziny wpisana w dzieje Orląt

NASTĘPNY ARTYKUŁ »

Dziady – ze wspomnień Ireny Hapkowej, cz. X