banner

Autorytet czy Mentor?

Współczesny świat cierpi na nadmiar autorytetów. Można ich spotkać na każdym niemal kroku i wszyscy oni znają się na wszystkim. Specjalista od fizyki wypowiada się w sprawach religijnych, specjalista od prawa wypowiada się na temat moralności czy specjalista od ćwiczeń mówi o ludzkiej psychice. Może nie byłoby to problemem, takie promowanie autorytetów, gdybyśmy byli bardziej świadomymi ludźmi. Tyle, że nie jesteśmy.

Najpotężniejsze pytanie jakie można zadać – i powinno się to zrobić – to „dlaczego?”. Dlaczego reagujemy tak jak reagujemy na wszystko co „wypromowane autorytety” nam mówią? W naszym kraju i w sumie na całym świecie mamy coś takiego jak System Edukacji, który jest niczym innym jak Systemem Indoktrynacji. Sir Ken Robinson w swym krótkim wykładzie „Zmiana paradygmatu edukacji” krótko i treściwie wyjaśnia problematykę współczesnego Systemu Indoktryna…. Wróć… „Edukacji”. Po prostu, poddani jego wpływowi, od wczesnych lat jesteśmy kształtowani w taki sposób, aby bezrefleksyjnie i bezkrytycznie reagować na to, co mówią nam różne „autorytety”. Wciska się nam fragmentaryczną wiedzę, właściwie informacje, z bardzo szerokiego zakresu, bez pomocy w budowaniu kontekstu do nich. Kontekst jest bardzo ważny, pozwala lepiej zrozumieć rolę i znaczenie poszczególnych elementów. Tymczasem w systemie nadmiar jest informacji, niedobór kontekstu. No i jeszcze bałagan wynikający z braku nauczania nas o wielu innych aspektach naszego istnienia – jak przykładowo rola i cel emocji.

No dobrze, ale właściwie to czym autorytet jest? Jedna z definicji mówi: „W psychologii osoba, której jesteśmy skłonni ulegać, podporządkowywać się i wykonywać jej polecenia”. I to w sumie wyjaśnia bardzo trafnie dlaczego poddawani jesteśmy indoktrynacji, pod przykrywką edukacji, oraz dlaczego środki przekazu promują różnej maści autorytety.

Ale w naszym języku jest jeszcze słowo „mentor”. Cóż ono oznacza? Czy jest synonimem dla „autorytetu”? Spójrzmy na definicję: „Partnerska relacja między mistrzem a uczniem (studentem, pracownikiem itp.), zorientowana na odkrywanie i rozwijanie potencjału ucznia. Opiera się na inspiracji, stymulowaniu i przywództwie. Polega głównie na tym, by uczeń, dzięki odpowiednim zabiegom mistrza, poznawał siebie, rozwijając w ten sposób samoświadomość, i nie obawiał się iść wybraną przez siebie drogą samorealizacji. Obejmuje on także doradztwo, ewaluację oraz pomoc w programowaniu sukcesu ucznia.”

Nie wiem, może ja jestem dziwny, ale jak dla mnie to idealny opis procesu edukacji właśnie. Autorytet myśli za Ciebie, oferuje gotowy schemat, a jedyne co masz zrobić to „uznać jego prawdziwość” i działać według niego. Bezmyślnie, bezkrytycznie i bez zastanowienia. To ktoś, kto „myśli za Ciebie” i dlatego, że „jest autorytetem” masz go słuchać. I nie wolno kwestionować! Nie wolno zadawać pytań o zasadność takiego oferowanego schematu, o proces rozumowy stojący za jego powstaniem czy o dane. „Inteligentniejsi od Ciebie to przemyśleli, więc siedź cicho i rób jak Ci mówią”. Ot proces produkcji maszyny biologicznej.

A mentor? Mentor wskazuje kierunki, ale Ty sam musisz się wysilić i poszukać odpowiedzi i Zrozumienia. Mentor jest – i odwołam się tutaj do porównania Kena Robinsa – jak ogrodnik, dbający o warunki i pozwalający roślinie wyrosnąć tak jak ona chce. Mentor pomaga kwestionować autorytety, pomaga Zrozumieć nie tylko wydarzenia i czynniki otaczające człowieka „na zewnątrz” ale i procesy i czynniki zachodzące „wewnątrz”. Pozwala myśleć samodzielnie i pozwala na samodzielne poszukiwanie odpowiedzi.

No ale czy mentor nie może stać się autorytetem? Ano może. Tylko co z tym fantem zrobi świetnie pokaże czy był prawdziwym mentorem, czy tylko szukał pozycji oferującej wpływy nad innymi.

Nauczyciele powinni być mentorami, a są kształtowani na autorytety. I działają jak „autorytety”, bardzo często nie pozwalając na swobodę myśli, wymuszając na uczniach aby procesy myślowe podążały określonymi, wcześniej przez kogoś – zapewne przez jakiś „autorytet” – ustalonymi ścieżkami. „Co autor miał na myśli?” jest tylko częścią tego mechanizmu.

Fragmentaryzacja informacji jest bardzo niebezpiecznym zjawiskiem, ale o nim napiszę nieco więcej przy innej okazji. Teraz chciałbym abyś zastanowił się – kiedy ostatnio tak naprawdę myślałeś samodzielnie? Ile z tego co uważasz za „swoje” tak naprawdę zostało podane Ci na tacy pod nos przez innych? Masz własne zdanie na temat przykładowo imigrantów, czy tylko powtarzasz jak papuga słowa zasłyszane w mendiach?

Kim jesteś dla swojego otoczenia? Kim jesteś dla samego siebie?

Drogowskaz

NASTĘPNY ARTYKUŁ »

Porażający uraz

Skomentuj