banner

Bizon

Rzecz o rewolucji neolitycznej, czyli (dla mniej uświadomionych) o przechodzeniu ludzi pierwotnych od zbieractwa i łowiectwa, do hodowli i uprawy. Nauczyciel próbuje naprowadzić uczniów na właściwe wnioski.

-Więc co zyskali ludzie, kiedy już zajęli się rolnictwem?

– Jedzenie!

– A poza i w związku z tym, że mieli jedzenie pod nosem i nie musieli się za nim uganiać, to czego mieli więcej?

– Jedzenia…?

– Widzę, że ktoś już jest głodny i myśli żołądkiem… No to pomyśl Dorotko: jakbyś nie musiała podczas drogi do szkoły rozglądać się za jakimś potrąconym przez samochód zającem, albo smakowitą wiewiórką na drugie śniadanie, to…?

– Miałabym więcej czasu!

– No brawo!

– Ale – wtrącił któryś nie do końca sprawny umysłowo (nie żeby jakiś kaleka, ale maratończyk to on nie jest) uczeń – to po co był im ten czas?

– A od przybytku głowa nie boli. Jak to mówią: inteligentny człowiek się nie nudzi. Ważne, że już nie musieli się uganiać za tymi dzikami, mamutami, czy innymi bizonami…

– Bizonami?

– No rozumiesz – rozpoczął szybką, fantazyjną opowiastkę, sarkazmem podszyty Belfer – taki kombajn polskiej produkcji. Kiedy ludziska dojrzeli, że miga na nim kogut, bo pełny zbiornik, to dalej biegli na łowy, bo wtedy nie był taki obrotny…

– Naprawdę? – z tępym zdumieniem zapytał ten sam uczeń.

Wówczas kilka osób w klasie dokonało mniej lub bardziej dynamicznego przyłożenia dłoni do czoła. Natomiast co poniektórym wyrwało się: „Ty baranie!…”

– Ejejej!… Nie mówicie: „baranie”, tylko: „owczy synu”.

Magiczne słowa

NASTĘPNY ARTYKUŁ »

Wycieczka do Rosji

Skomentuj