Błyskotliwe zagajenia

„Jagody w strachu!” –  zawołał starszy pan, mijając nas (mnie i siostrę) idące z wiaderkiem i mniejszymi pojemnikami w stronę lasu. Chciałybyśmy odpowiedzieć coś równie zwięzłego i sympatycznego, zanim odjedzie polną drogą na swoim rowerze, ale nie byłyśmy w stanie.

 Odeszłyśmy chichocząc, ponieważ obca nam była umiejętność błyskotliwego zagajenia i równie błyskotliwej riposty. Cała sztuka wzięła się stąd, że można było poderwać dziewczynę zaledwie jednym krótkim zdaniem, dwoma lub trzema wyrazami rzuconymi, w czasie gdy mijały się fury lub wóz wyprzedzał pieszego. Dobrze było też zaimponować sąsiadom. Nawet jeśli nie miało się majątku i znaczenia w okolicznych wsiach, pozostawało wskazanie na swoją zręczność choćby miała to być jedynie maestria słowa.
Do mistrzostwa potrzebna była inteligencja, dowcip i spostrzegawczość. Oczywiście można było też rzucić tradycyjne pozdrowienie, ale przecież – o ileż lepszy efekt dawało olśnienie stworzonym naprędce konceptem. Słowa porównujące te kilka słów do błysku nie pojawiają się tu bez powodu. Świetnie oddają momentalność i charakter nagłego zjawiska zwracającego uwagę. Podobne cechy ceniono zresztą w konwersacji salonowej, ale w tym momencie chcę zatrzymać się nie na mistrzostwie ciętej riposty, ale na sztuce „zagajenia” – pozdrowieniu przyciągającym uwagę i mogącym stać się początkiem rozmowy.
Dylemat „jak zagadać?” nie dotyczy wcale jedynie uderzających w konkury młodzieńców. Umiejętność „small talk” zaczyna się z pierwszą frazą, która przyciąga uwagę wtedy, gdy jest nietuzinkowa, świeża i dowcipna. Bywa, że efekty okazują się zaskakujące. Nawet dla samych autorów. I tak dochodzimy do dwóch pań, w wieku jeszcze nie sędziwym, choć już na pewno emerytalnym, które spotkały się w okolicy kościoła Matki Bożej Nieustającej Pomocy (tak, wiem, płot nie jest podobny, ale kratkowana wstążka bardzo mi pasowała w tej roli).

Pan z wąsem, czyli “a myśmy się spodziewali”

NASTĘPNY ARTYKUŁ »

Zaskoczenie

Skomentuj