banner

Czarna rocznica

Przez Europę przelewa się fala obchodów 500-lecia religii wymyślonej przez zbłąkanego mnicha Marcina Lutra. Z narzucanym dziś mitem Lutra jako dobrego reformatora, którego nie zrozumiał zły Kościół, zmierzył się znany dziennikarz Paweł Lisicki.

To bardzo przenikliwa (choć przecież nienaukowa) książka. Autor rzetelnie przygotował się do pracy gromadząc kilkadziesiąt pozycji najlepszych opracowań na temat ojca reformacji, w tym takich znamienitych badaczy jak: Heinrich Denifle, Richard Friedenthal, Hartmann Grisar, Jacques Maritain, Angela Pellicciari, Lyndal Roper czy Heinz Schilling. Opis narodzin nowej religii wpisuje Lisicki w życiorys Lutra, a właściwie Ludra, bo tak w rzeczywistości brzmiało rodowe nazwisko reformatora, które zmienił ze względu na wstydliwe znaczenie (padlina, łajdak). Lisicki szczegółowo opisuje lata poprzedzające objawienie, które – jak sam zbuntowany mnich pisał – przyszło nań w klasztornej kloace.

Osobiste dylematy moralne, skaza ciągłego, nieokiełznanego strachu przed wiecznym potępieniem skłania wreszcie niemieckiego mnicha do wymyślenia nowej doktryny o usprawiedliwieniu. Ta wiara – pisze Lisicki – „jest rzuceniem się w ramiona całkiem nieodgadnionego, samowolnego Boga. (…) Jego absolutna wola jest poza dobrem, mądrością, sprawiedliwością. (…) Dlatego agresja Lutra kieruje się przeciw Arystotelesowi i świętemu Tomaszowi z Akwinu” – jako tym, którzy postulują rozumowe poznanie wiary. Dla Lutra zaś rozum jest, jak sam pisze: „najdzikszym wrogiem Boga”, ślepotą i ciemnością”, „diabelską k…”. Zaś papież Antychrystem. Nie pierwszy to chyba, na pewno nie ostatni przypadek, kiedy gorliwość religijna (w tym przypadku, słuszna przecież, niechęć do kupczenia odpustami) prowadzi poza ramy Kościoła. Mnie to przypomina gorliwość Judasza, który na widok drogocennego olejku wylanego przez Marię, siostrę Łazarza, na głowę i stopy Jezusa, obrusza się, że gdyby go sprzedać, można by obdarować wielu ubogich.

Doktryna, którą stworzył Luter, rozwija się w kierunku niejako zaprogramowanym przez twórcę. Jej dzisiejsza kondycja również. U jej początków leżą iście nowoczesna propaganda (czarny pijar oraz kłamstwa, by wspomnieć choćby przypisywanie nieprawdziwych słów św. Bernardowi z Clairvaux czy dezynwolturę w tłumaczeniu Biblii na niemiecki), czytelnik zaś na pewno zapamięta plastyczny obraz palenia katolickich książek przez zwolenników 95 tez augustianina z Wittenbergi – scenę, która stanie się później znakiem rozpoznawczym reformacji. Oto cena za odrzucenie mądrości tradycji na rzecz własnej woli. Narodziny na wskroś niemieckiego zjawiska „woli mocy”, które rozwija się dzięki wyjątkowej dziejowej chwili emancypacji niemieckiego narodu spod rzymskiej władzy i włoskiej kultury (renesansowego, katolickiego humanizmu). Niemieckie klasztory masowo przechodzą na stronę reformatora, który działa pod ochroną niemieckich książąt. To rewolucja, a pieśni luterańskie brzmiały jak Marsylianka po niemiecku. „Dla nich wybuch Lutra jest jak wyzwolenie: opisywał doskonale ich własne doświadczenie, dawał poczucie wspólnoty losów. Luter dawał im też nową teologię, dzięki której stawali się usprawiedliwieni bez konieczności poddania się pokucie i uznania swojej winy. Skoro wszyscy są tak samo grzesznikami i nic nie mogą zrobić dla swojego usprawiedliwienia w oczach Boga, również ich występki przestają odcinać ich od zbawienia. Ba, od teraz oni, cierpiący katusze z powodu wyrzutów sumienia, poniżeni myślą, że są gorsi, bo grzeszą i łamią prawo, okazywali się tymi lepszymi. Prawdziwymi chrześcijanami, naprawdę szukającymi pociechy tylko w Chrystusie”. Nie ma już zatem potrzeby pośrednika w postaci Kościoła. Jest tylko Pismo Święte, które interpretować może każdy sam we własnym sumieniu. Kościół, jako stojący na przeszkodzie kontaktu z Chrystusem, staje się zatem, mówiąc językiem Lutra, kloaką szatana. Nb. lektura pism Lutra, pełnych wielce nieprzyzwoitych, zarówno dzisiaj jak i wówczas, słów rzucanych na papieża, biskupów i zakonników, naraziłaby go obecnie na zarzut koprolalii. Obrzydliwe grafiki im towarzyszące świadczą jednak, że była to przemyślana strategia propagandowa.

Trudno opisać wszystkie wątki poruszane w dziele Pawła Lisickiego, które dają szerokie pole do rozmyślań. Mnie szczególnie utkwiła w głowie próżność i pycha Lutra, który mniema, że oto on, doktor z nieznanego szerzej niemieckiego uniwersytetu, odkrył zagadkę teologiczną i wie lepiej niż 1500 lat tradycji Kościoła budowanej przez najtęższe umysły w dziejach. Lepiej niż współcześni mu myśliciele, tacy jak Jan Eck czy Erazm z Rotterdamu. Dzisiaj, 500 lat później, takich małych lutrów, którzy wydają się negować tradycję Kościoła, jest o wiele więcej. Gorzej, że umiejscowili się także na szczytach kościelnej hierarchii.

Paweł Lisicki, Luter. Ciemna strona rewolucji, wyd. Fronda, Warszawa 2017, ss. 319.

 

Bałdych & Helge Lien Trio w Teatrze Starym (Lublin, 11/10/2017) – relacja z koncertu

NASTĘPNY ARTYKUŁ »

Pije Kuba do Jakuba, czyli nękać „Aniołów”

Liczba komentarzy 1

  1. szaniec
    21/10/2017

    Gratuluję felietonu. Paweł Lisicki zaskoczył mnie, że poruszył temat Lutra i w szerszym kontekście rewolucji protestanckiej. Nie on pierwszy i mam nadzieję, że nie ostatni. Dzisiaj każdy katolik winien być Hozjuszem, Skargą,Guzem,Loyolą, Bellarmin.

    Luter, będąc, na studiach prawniczych wbrew zakazowi pojedynkował się i w tym pojedynku zabił człowieka. Wówczas za zabicie w pojedynku była tylko jedna kara-kara śmierci. Luter przestraszył się i uciekł do klasztoru, bo wtedy klasztory były azylem. Koledzy pisali do niego listy, w których zwracali mu uwagę: Marcin, co ty robisz w klasztorze, przecież ty nie masz powołania? On odpowiadał, że jak tylko wyjdzie, to mu łeb obetną. Przyjął święcenia i na pierwszej swojej Mszy Św., jako Kapłan-Ofiarnik, nie był w stanie wypowiedzieć słów modlitwy skierowanej do Pana Boga. Był przerażony. Dalej była równia pochyła, której powód jest zawsze ten sam-grzech. Najgorszym grzechem z kolei, ulubionym przez diabła jest pycha. Luter i inni (Kalwin, Zwingli, Cranmer oraz ich wyznawcy) nie chcąc przestać grzeszyć, postanowili dostosować wiarę, liturgię do ich zachowań/upodobań/emocji. Usprawiedliwienie. Grzesz, ale wierz. Kilka wieków później armia niemiecka morduje w katolickiej Polsce jej mieszkańców. Na pasach wojskowych mają usprawiedliwienie w postaci dewizy „Gott mit uns”. To wg nich wystarczy, aby zostać zbawionym. Diabeł zaciera ręce.

    Stawka od wieków jest ta sama i bardzo, bardzo wysoka. Zbawienie i życie wieczne albo wieczne potępienie. To nie jest błaha sprawa. To nie jest kwestia np. taka: Oddałem samochód do mechanika, on mi źle naprawił, więc idę do innego, lub jeszcze innego. Pomęczę się, ale w końcu znajdę rozwiązanie. Tu pomyłka kosztuje dużo. Bywa, że kosztuje wieczność. Opieranie się na nauce grzesznika, który odchodzi od Świętego Kościoła Katolickiego, dzieli, a następnie wraz z własnymi zwolennikami nie może nic zbudować i jego teorie rozpadają się na 65 -70 tysięcy odłamów na całym świecie-cóż za dramatyczna pomyłka.

    Często się słyszy: „ale przecież ksiądz jest taki, siaki. Robi to i tamto, a nie powinien. Więc ja nie będę chodził do kościoła i nie będę przyjmował sakramentów. Wystarczy być dobrym człowiekiem”. To znaczy, że jak lekarz zachowuje się źle, to w rewanżu przestaniesz dbać o własne zdrowie? Tak? A zdrowie duchowe jest znaczne ważniejsze niż cielesne.
    Pan Bóg za dobre wynagradza, a za złe karze. Jezus Chrystus ustanowił Sakramenty Św. (nie ma wśród nich spokoju św.), aby dać nam narzędzia do uniknięcia potępienia i należy z nich cnotliwie korzystać. Choćby świat materialny się walił, to jest właściwa, jedyna droga.

    Jak się przed tym wszystkim mają bronić duchowni i świeccy katoliccy? To bardzo proste:Lex orandi, lex credendi. W skrócie: Jaka jest modlitwa liturgiczna Kościoła, taka jest wiara tegoż Kościoła.

    [ Dużo wskazuje na to, że Luter nie umarł naturalnie, tylko popełnił samobójstwo]

Skomentuj