banner

Dawno temu ad rzeką Białą III, odc.13

Dzień się już nachylił, gdy Śmok od pewnej nadobnej niewiasty powracając, zoczył nagle pod  aedificium atrium znane mu, a ściśnięte niechybnie w gniewie jakowymś twarze, którzy mimo lipcowego wieczoru pogwarki czynili. Choć kruchta znajdowała się nieopodal, zadziwił się śmok świcą, którą wielu z nich dzierżyło w dłoniach swoich.  

Przebóg, z rorat toć nie wracają – rzekł półgłosem, nie na tyle jednak cicho, by nie posłyszał tego młody Skrajny Prawica, który z błyskiem w oku wyjaśniać mu począł o chorobie czerwonych oczu, osieroconych stronnikach Poksiuta Nijakiego i nim samym, któren do Cesarstwa Frankogermańskiego czmychnął, stamtąd na Lechicką Krainę gromy ciskając i o ichnią, dziwacznie pojmowaną sprawiedliwość w świecie się dopominał. Przypomniał mu tedy ponure a mroczne czasy bezmiaru niesprawiedliwości, jakich i niejeden grodzian nad Białką doświadczył.

Gdzie byli wtedy te, co o jakowymś zamachu na sądy plotą? Dlaczego, gdy jawna niesprawiedliwość w Lechistanie panowała, a tych co na turniejach rycerskich na Poksiuta gardłowali lub choćby prześmiewcze płótna z napisami wieszali, by gawiedź rozweselić w czasach trudnych, do lochów wsadzali. 

-Rzeknę Ci, koniu stary, że pewnikiem sam Sława był tu czynny i ich tu nakazem niejakim zawezwał, inaczej przy ogniu by siedzieli w te dni lipcowe, gorzałką i piwem się chłodząc.

Juści prawda! Widzę i go! 

Wytężając ślipia, zoczył także Kubka Jakubka, Kłonicę, cynicznego Rysiły całą kompaniję, co zaciekawionym zbiegowiskiem świece do rąk wciskała, potem liczbę zgromadzonych do absurdu windując. Z workiem (pokutnym pewnie) stał także Zawalidroga.

-Nie zyska on nowych stronników, a pono nowym komesem po Rębajle chce zostać – rzekł mu Prawica, parę pacierzy później, gdy w „Dwóch wieżach” siedzieli.

A i nasz komes do atrium w Lubliniensis szczęścia nie ma. A to papirusy nie ponumerowane, a to nicią właściwą pisma spięte nie były. Kasztel niby swoimi środkami reperować począł, ale bez nijakiego wsparcia z zewnątrz, sami dzyndzynianie groszem swym ani podnoszonym mytem nie opędzą.

***

Przychodziła jesień i nie było na to rady. W gwarnej gospodzie przysłuchiwał się tym, którzy naocznie lub we „Współdrodze” wyczytawszy o ostatnich wydarzeniach nad Białą rozprawiali.

O małżonce Stycznia łysawego, która to miała z Rębajłą w szranki stawać – takie wici Orzech ze  Smolnym rozpuszczali, pilnie ucha nadstawiając, grunt badając, co dzyndzynianie na to i czy na białogłowę na komesowym stolcu są już gotowi.

W plotek mnogości, o Kubku Jakubku czasem wspominano, któren  nie omieszkał na działaniach Szawła Żydowskiego psy wieszać. – Co te święcące „O” znaczy i ile talarów wydano na ten nowy herb? –pytał, a niektórzy drżeli, co będzie, gdy po wiktorii białogłowy czy Zawalidrogi Palladium Artis obejmie? Ten to, podczas „Cytriady”  chudopachołków na schodach postawił, fascykuł papierzysków im do rąk wcinąwszy, nakazał do swojej karczmy „Pluskwy i pchły” zapraszać, bo swoich muzykantów tam zapraszał, a ci – wiadoma rzecz – za miskę strawy i napitek niezgorszy nie przyjeżdżali.

Pomniał tedy Śmok słowa bohatera księgi dawnej, do której wracać lubiał:

-Głupi! A głupi wy! na kim się mleło, na was skrupi.
To póki o wskrzeszeniu Polski była rada,
O dobru pospolitym, głupi, u was zwada?
Nie można było, głupi, ani się rozmówić,
Głupi, ani porządku, ani postanowić
Wodza nad wami, głupi! a niech no kto podda
Osobiste urazy, głupi, u was zgoda!
Precz stąd! bo jakem Maciek, was, do milijonów
Kroćset kroci tysięcy fur beczek furgonów
Diabłów!!!

 

Dysocjacja

NASTĘPNY ARTYKUŁ »

Niemiecki dziennik zapowiada, że Polska może liczyć na…

Skomentuj