Dawno temu nad rzeką Białą, cz. 27 - RadzyńINFORadzyńINFO
banner

Dawno temu nad rzeką Białą, cz. 27

Na cośmy wraże landszafciki na słupach i ścianach zaklejali i zrywali? Plotki ponure a nieprzystojne rozsiewali? Wici po gumnach i karczmach słali? Na nic! Wszystko na nic! – biadolił jeden z pomniejszych ciurów komesowych w rękaw ponurego Kuszy, coby jeno winę za porażkę od siebie oddalić i na insze rzeczy zrzucić, jako to na ten przykład na niewierność ludzisków, które się od starych i z dawien dawna sprawdzonych person odwracały.

Było przecie i za co przepraszać, bowiem nieoczekiwanie rycerz Rębajło, z porażek którego już się constans pewien czynił, nieoczekiwanie do Rady Monarszej się dostał. Cień to duży na cały Dzyńdzyń przez purpurową brać opanowany rzucało i niepewność jutra wieszczyło. Jak to bowiem możliwe, żeby grodu własnego, jako to folwarku, nie doić niczym – nie przymierzając – Sromota krasuli. Wszak, jak słońce na niebie – tłumaczyli sobie jeden przez drugiego – każden z dziadów i ojców naszych Dzyńdzyń jako swoje dziedzictwo mieli. Nie po to chyba, żeby, jeden z drugim, niedoświadczeni w rządzeniu teraz im przeszkadzać mieli?! A jak inaczej można było mieć doświadczenie, jak nie namiestnikiem Carstwa Wschodniego będąc? I cóż złego w tym?
Co gorsza, nie był to jeszcze koniec nieszczęść, które komesa Wita, starostę Kciuka, ba, nawet Sromotę w Serniku zamkniętego, gryzły. Oto, w miejsce Rębajły rajcą ziemskim wierszokleta Zorzan został, którego już na straty byli spisali wieszcząc, iż guru sekty Współdroga zrobi zeń parobka, i że – pozbawion zębów – jeno nieszkodliwie odszczekiwał się będzie. Mało tego, sam Orzech również awansu doznał i przy wojewodzińskim dworze się zaczepił. Powiadali przygodni, że wieść ta cieniem się na komeskim i starościńskim dworze rzuciła, skąd jeno zgrzytanie zębów dochodziło.
Ot, nieprzewidziane komplikacyje to zwycięstwo partyi Poksiuta Nijakiego przyniosło i dla stronników jego nad rzeką Białą gorzki przecie smak miało. Co prawda dostojny Sława, rutyniarz zawołany, do Rady Monarszej takoż się dostał, ale kop jeno kilka votów mu to zapewniło, których, ba, przy pogodzie gorszej, już by nie dostał. Przeto i on nie był uszczęśliwionym, bo dotychczasowa konkurencyja Grabki była mu tylko miłą – nic z jej strony nieoczekiwanego spotkać go nie mogło. Co innego Rębajło, któren w grodzie nad Białką rozkochan, i wszem oraz wobec wiadomym było, że go nie odpuści.
– Ale to nie wszystko… – rzekł Kusza swemu pryncypałowi. Ostrożnie, bowiem słuchy chodziły, że komesa coraz częściej chwile szaleju nachodziły, a wtedy niebezpiecznie było w zasięgu jego miecza się znaleźć. Gdy ten jednak milczał, Kusza kontynuował – Najgorzej, że to wszystko zniechęcone stronnictwo antykomeskie na powrót rozzuchwaliło, zjednoczyło i nadziei na przyszłość dodało. Tylko patrzeć jak Wosk, Czart, Jadam i reszta zgrai zaatakuje, a sekciarze ze Współdrogi wici po brukach dzyńdzyńskich, i dalej, poniosą.
Drgnął, bo Wit zębiskami zgrzytnął, choć dalej milczał.
Źle, pomyślał Kusza. I po raz pierwszy przyszło mu do głowy, że ta tratwa nabiera wody, i że na dno pójść może.
– I co wy na to, panie? – spytał.
Wit wychrypiał coś nieskładnie, na jego ustach pojawiła się piana.
– To ja Kciuka nawiedzę i wywiem się, co brać kmieca o tym wszystkim duma – rzucił szybko i wybiegł z komnaty komeskiej, polecając służbie – ku jej przerażeniu – pana w ataku cholery doglądać.
Dzień był chłodny, październikowy. Ostatnie żółte liście na drzewach wiatr targał namiętnie, jak gdyby za punkt honoru postawił sobie zrzucenie ich przed nadejściem pierwszych śniegów. Ale Kuszy nic dzisiaj nie cieszyło. Ni pospólstwo rozstępujące się przed nim na boki, niczym Morze Czerwone przed Mojżeszem, ni usłużne ukłony klienteli komeskiej. Z premedytacją nie odpowiadał na pozdrowienia. Nie zasłużyli, wszak te ponad siedem tysięcy szabel, które stanęły za Rębajłą w ziemi dzyńdzyńskiej, skądś się wzięło.
– Ja was…! Ja wam…! – syczał.
A nad Dzyńdzyniem błękitniało pierwsze od dłuższego czasu czyste niebo.

Radzyńskie bajki w Parczewie

NASTĘPNY ARTYKUŁ »

Porażka argumentów

Skomentuj