banner

Dialektyka akademicka

Przed nami nowy rok akademicki. Promocyjny wyścig kierunków studiów trwał do samego końca, a bezapelacyjnym zwycięzcą okazała się UMCS-owska informatyka, o której usłyszała cała Polska.

Powód? Władze wydziału powróciły bowiem do praktyki punktów pozamerytorycznych. W czasach komuny były to punkty za pochodzenie. Teraz – póki co – za płeć. W przypadku takiej samej liczby punktów pierwszeństwo będą miały kobiety – ogłosiła uczelnia. Największy uniwersytet na wschód od Wisły nieśmiało dołącza do zachodnich uczelni, gdzie od lat stosuje się parytety z całej gamy lewicowych przesądów. Uszczęśliwiony jest Rzecznik Praw Obywatelskich, którego urzędnicy już nazwali to zjawisko. Proszę Państwa, oto dyskryminacja pozytywna.

Kolejny to absurd nawiązujący do (wydawałoby się, że skompromitowanego) nurtu filozoficznego zwanego marksistowską dialektyką, która w praktyce jest zawsze narzędziem propagandy. Ma ona zmieniać znaczenie słów, pojęć i fałszować rzeczywistość. Iluż to już zmian znaczenia słów byliśmy świadkami w ostatnich latach? Teraz mamy oksymoron „dyskryminacja pozytywna”. Dlaczego bowiem typowy młot współczesnej politpoprawności, czyli „dyskryminacja”, może uzyskać pozytywny wydźwięk? Dlatego, że – jak twierdzi urzędniczka z biura RPO – ogólnie rzecz biorąc, idea jest słuszna i nie jest to dyskryminacja mężczyzn. W dyskryminacji pozytywnej nie chodzi o to, by dawać kobietom pierwszeństwo.

To zupełnie jak pojmowanie komunizmu przez zachodnich intelektualistów: co prawda był terror, błędy i wypaczenia, ale przecież idea była słuszna. A to znaczy, że można je zrozumieć. Dialektyka marksistowska, w skrócie diama. W tym przypadku, chodzi o taką równość, żeby jedni byli traktowani lepiej jak inni, zgodnie z niezawodnym orwellowskim opisem narodzin totalitaryzmów, kiedy to wszystkie świnie są oczywiście równe, ale niektóre są równiejsze. Zupełnie jak w tej opowiastce sprzed stu lat, kiedy w czasie rewolucji bolszewickiej zgrzebnie ubrana kobieta z nizin społecznych podchodzi do arystokratki i syczy jej przez zęby: Teraz będzie równość, teraz ja będę nosiła wykwintne stroje, a ty będziesz chodziła w łachmanach. Teraz już wiemy, co to było – dyskryminacja pozytywna.

 

Na krańcu świata, cz. 17

NASTĘPNY ARTYKUŁ »

Radzyń pod kopułą

komentarze 3

  1. szaniec
    30/09/2017

    Eee… luz. Primo: najważniejszym kryterium jest największa liczba punktów. Secundo: zawsze mężczyzna może sposobem te postępowe otwarte głowy obejść mówiąc ,że czuje się kobietą. Chyba Jego Nowoczesność z UMCS nie zadrze z gender? W każdym razie będą musieli zwołać komisje i inne tego typu pierdoły i nic im na to, bo jak zwalczyć uczucia gościa który czuje się kobietą , skoro kryteria rozumu są odrzucone? No jak?
    [ głowy se pootwierali to i mózgi powypadały. ]

  2. Żan Żil
    01/10/2017

    podobno mają kobiety na tym wydziale w drzwiach też przepuszczać. no co to się probiło…

  3. szaniec
    01/10/2017

    Owszem, ale aby to zadziałało, wcześniej, trzeba wprowadzić stosowną uchwałę uczelnianą, zmienić przepisy ruchu drogowego, przepisy prawa budowlanego, konstytucję. Przestrzeganie norm obyczajowych typu przepuszczanie kobiet w drzwiach w Polsce nie jest znane, ponieważ powszechnie wiadomo, że nie należeliśmy do oświeconej Europy, a zaścianek czy jak kto woli, ciemne mroki średniowiecza, norm sam wytworzyć nie umie. W tym kontekście jak najbardziej potrzebne jest ubogacenie kulturowe na wzór islamski okraszone oświeconą biurokracją.

Skomentuj