banner

Dobry człowiek

Lubimy ten zwrot. Lubimy kiedy ktoś tak mówi o nas. Lubimy tak mówić o kimś. I czego tu nie lubić? Wszak określenie to jest tak nabite treścią, że w sumie trudno cokolwiek o nim powiedzieć. „Dobry człowiek” i wszystko jasne.

Tylko czy na pewno? Skoro mówimy o czymś, że jakieś jest, to po pierwsze musimy znać to coś bardzo dobrze, a po drugie musimy znać jeszcze lepiej aby móc określić jakość. Innymi słowy człowiek nie znający smaku czekolady zachwyci się wyrobem czekolado podobnym, ponieważ będzie brakowało mu punktu odniesienia. W skrócie i prostym językiem – aby móc o kimś powiedzieć „dobry człowiek” trzeba po pierwsze wiedzieć czym człowiek jest oraz po drugie wiedzieć na czym polega „bycie dobrym”.

I tu zaczynają się schody, o istnieniu których wiedzą nieliczni. Reszta idzie na ślepo i stara się zrobić wszystko aby tylko ich nie dostrzec – jak skończy się takie „schodzenie po schodach” i ile wspólnego ze „schodzeniem” będzie miało to każdy sam umie wywnioskować.

Czym jest człowiek zostawiam na bliżej nieokreśloną przyszłość. Teraz zajmiemy się „dobrym”. „Dobro” i „zło” towarzyszy nam od dziecka. Wymaga się od nas bycia „dobrym dzieckiem” lub „dobrym synem/córką”, „dobrym uczniem” itd. I z perspektywy dziecka „dobrym” bycie oznacza zwykle „nie robienie rzeczy, które naprawdę sprawiają frajdę”. Już sama ta sytuacja powinna dać ludziom do myślenia. Ale idźmy dalej – każdy z nas został wychowany w jakiejś religii. W jakiej znaczenia nie ma – wszystkie są o tym samym, opisują to samo ale innymi słowami i symbolami. I tylko ludzie Martwi Wewnętrznie tego nie potrafią dostrzec. Najwyraźniej „szczytowe pozycje” tych organizacji są zajęte przez Martwych. Lub zostali tam specjalnie umieszczeni. Wtedy pojawia się pytanie: przez kogo oraz po co?

Odbiegam od tematu. Religia także narzuca swoje schematy „dobra” i „zła”. I znowu okazuje się, że większość co klasyfikowane jest jako „grzeszne” ma w sobie jakąś piekielną moc przyciągania. Naturalnie systemy zniewolenia, jakimi są religie, mają na to odpowiedź – znowu, jednakową ale ubraną w różne symbole i znaki. W tej chwili nie chce mi się rozpisywać na temat „szatana”, po prostu zaznaczam obecność takowych mechanizmów na potrzeby zagadnienia „dobra” i „zła”.

A to tylko dwa, z właściwie niepoliczalnej ilości, mechanizmy „kształtujące” nasze pojmowanie „dobra” i „zła”. Nawet jeśli byłoby ich o połowę mniej to i tak po przejściu przez takie „pranie mózgu” mało kto potrafi powiedzieć wprost i własnymi słowami czym „dobro” jest, czym jest „zło” i wskazać różnicę między nimi. Niestety, muszę dodać z bólem serca.

Jeśli nie znasz i nie rozumiesz różnicy pomiędzy „dobrem” i „złem” to skąd wiesz, że możesz o sobie powiedzieć, że „czynię dobro”? Albo o kimś, iż jest „dobrym człowiekiem”?

Problem ma swoje źródło w tym, iż lubimy o sobie myśleć, że jesteśmy „dobrymi ludźmi” i na myśleniu się zatrzymujemy. Nie wiemy czym „dobro” jest, nie wiemy więc czym jest „zło”, nie umiemy odróżnić jednego od drugiego, bo od zawsze rzeczy sprawiające nam najwięcej radości i frajdy przez różnych ludzi „wiedzących lepiej” klasyfikowane były jako „złe”. Ludzie wmawiający nam te „schematy” nie raczyli jednak wyjaśnić tak w pełni „dlaczego” są złe. Ot „są i już” przebrane mniej lub bardziej umiejętnie w inne słowa. Nie ma się więc co dziwić, że mało kto potrafi wyjaśnić różnicę. Martwi, że mało kto chce słuchać na ten temat, a jeszcze mniej chce faktycznie coś zmienić w swoim życiu. Bo jak się okazuje, po tak długim czasie, sporo bałaganu „się narobiło”. Wyobraź sobie, że żyłeś w mieszkaniu kompletnie pozbawionym światła. Zero jakiegokolwiek światła, a Ty żyłeś tam powiedzmy 15 lat. W końcu nauczyłeś się poruszać po terenie, nauczyłeś się jak funkcjonować, jak przygotować sobie jedzenie, jak się umyć, itd. I w pewnym momencie znalazłeś zapałki. Metoda prób i błędów i odpalasz jedną z nich. Co pierwsze rzuca Ci się w oczy? Syf. Dokładnie tak. I teraz albo bierzesz się do roboty i stawiasz mu czoła, albo uciekasz w ciemność, oferującą łatwe rozwiązanie. Jedyne co musisz zrobić to przekonać siebie, że „jest dobrze tak jak jest”. Zaciskasz zęby i „jakoś idzie”. Tyle, że rzeczy raz zobaczone nie mogą być od-zobaczone. Teraz nagle potrawy nabrały dziwnej nuty smakowej, mycie zębów sprawia całkiem spory dyskomfort, a rozpoczęcie tego procesu wymaga nagle wysiłku, przełamania się. Podobnie jak wchodzenie do wanny czy pod prysznic. Teraz w klapach. Także nie wzbudzających zaufania.

Tak wygląda życie większości z nas. Ciągły, jak to nazywają różni lekarze, „stres”. I co dalej?

Ano schody, na które wszedłeś i o których nie wiedziałeś, nagle okazują się być stromizną, z której spadasz na przysłowiowe „złamanie karku”.

No dobra, ale na czym polega różnica między „dobrem” i „złem”? Zaproponuję najprostszą z możliwych definicję obu tych zjawisk. Przemyśl je sobie Czytelniku i zdecyduj czy są prawdziwe, czy nie. Właściwie to jedyne co musisz zrobić to po prostu rozpoznać ich prawdziwość, ale to jest sugerowanie „poprawności” odpowiedzi. Aby wiedzieć czym jest dobro, trzeba przede wszystkim wiedzieć czym jest zło. Jeśli wiesz czym jest, umiesz je rozpoznać. I dzięki temu umiesz go nie wybrać, odmówić robienia go, bo wszystko co złem nie jest, musi być dobrem. Tak właśnie to „działa”. Zło to czyn lub jego brak, których skutkiem jest krzywda istoty czującej. Dobro to czyn, którego skutkiem nie jest krzywda czującej istoty. Jeśli nie umiesz zrozumieć co jest „dobre” a co „złe” wyobraź sobie sytuację, w której tylko dwie istoty czujące próbują rozstrzygnąć co zrobić dalej. Rozpatruj to na zasadzie ja i mój najlepszy przyjaciel lub inna bliska mi osoba. Teoretycznie powinna być „jakakolwiek osoba”, ale ludzie tak bardzo zatracili sens bycia człowiekiem, że sięgam po przykłady najlepiej oddające stan w jakim istota ludzka powinna funkcjonować. I dany problem rozpatruj właśnie w takiej sytuacji – co chcesz zrobić, jaki efekt ten czyn wywoła wobec drugiej osoby. I tylko tyle. Nie zajmujesz się „gdybaniem” co zrobi druga strona, nie snujesz scenariuszy w głowie o tym co może się stać. Podejmujesz decyzję za siebie i tylko za siebie i stawiasz czoła konsekwencjom. I ufasz drugiej osobie, że także potrafi rozpoznać dobro i zło i umie podjąć decyzję za siebie. Nie zmuszasz go do przyjęcia Twojej perspektywy tylko dlatego, że „Ty myślisz, że jest słuszna”. Może być, ale nie znaczy to, że jest JEDYNĄ słuszną możliwością. Pozwól innym decydować za siebie. Możesz służyć radą, ale doradzanie to nie wymuszanie czy manipulowanie.

To właśnie jest Odwaga. Umieć zaufać drugiemu człowiekowi, że rozumie różnicę pomiędzy dobrem i złem.

O grzechach wkrótce, bo to zagadnienie także jest bardzo źle pojmowane.

Pięć stów

NASTĘPNY ARTYKUŁ »

Z polskiego na nasze

Skomentuj