banner

Domek na stawie

Kolejny odcinek wspomnień pana Wacława Pawliny. Dzisiaj o domku na stawie w parku i łabędziach

Także budka na stawie jest naszej roboty. Zrobiliśmy ją we czterech. Głównym wykonawcą był ślusarz, pan Marian. Z zawodu był stolarzem. Ja starałem się o materiały – musiałem pojechać do tartaku po baliki, deski. On zaś wykonywał główną pracę na stolarni. Jednak potem trzeba było to jeszcze pokryć, a szkoła nie miała blachy. Zwróciliśmy się więc do Urzędu Miasta po przydział blachy, bo nie szło jej dostać z gieesu. Dostaliśmy trzy arkusze, które dostarczyłem do szkoły. Pracował u nas także Jan Wencław, który był nauczycielem-instruktorem. Wykonywał on głównie wozy i beczki, ale znał się i na blacharstwie. Tak więc to on pociął blachę na drobne płytki i wszystko połączył tak ładnie, że wyszła pagoda. Następnie pomalowaliśmy domek i postawiliśmy go na drewnianych palach. (Parę lat temu gnijące już pale zostały zastąpione przez Urząd Miasta betonowymi słupkami.)

Domek był zrobiony po to, aby na stawie w parku pływały łabędzie. Przywieziono do miasta parę ptaków, żeby się tutaj zagnieździły. Jednak łabędzie instynktownie wyczuły wodę gdzie indziej, bo przecież od południowej strony pałacu były stawy. Tam przefrunęły i zadomowiły się na kilkanaście lat. Wychowywały młode na wysepce na stawie, ale pływały także nad rzeką. Jednak sielanka została przerwana. Pewnego roku samica wysiadywała jajka, a samiec, zwany Wojtek, coraz bardziej się denerwował. Wynikało to z nasilającego się z biegiem lat ruchu ulicznego. Wojtek wyszedł na drogę, trzepnął go samochód – i zabił. Samica została sama. Łabędzie parują się tylko raz na całe życie. Nie wiem, co się z nią później stało.

Życie dopisało szczęśliwy ciąg dalszy. Łabędzie do dzisiaj gnieżdżą się na stawie.

Spisał Jakub Niewęgłowski

Kolejne odcinki we czwartki.

Czytaj także: poprzedni odcinek | następny odcinek

70. rocznica urodzin bł. ks. Jerzego Popiełuszki (14 IX 1947)

NASTĘPNY ARTYKUŁ »

„Lex Szyszko” jako reflektor

Skomentuj