banner

Drugie takie

„Drugie takie” są w naszym domu bardzo ważne. Pierwsza była chyba „druga taka” granatowa kurtka w białe koty. Jest „druga taka” hulajnoga, „drugie takie” zwierzątko interaktywne, „druga taka” ciuchcia, „druga taka” łopatka do piachu, „drugi taki” zestaw naczyń porcelanowych (po dwa talerzyki i kubeczek), „druga taka” zrobiona z patyczka do szaszłyków wędka do łowienia rybek z masy sodowej…

Wciąż jednak „drugich takich” jest za mało.
Po pierwsze, rzeczy, które są identyczne okazują się w zdumiewający sposób niejednakowe. Dorośli oczywiście nie zauważają tych mikroróżnic sprawiających, że łudząco podobna zabawka w rękach innego dziecka jest inna. To znaczy o niebo lepsza. To znaczy warta półgodzinnego wycia, żałośliwego zawodzenia przeplatanego na zmianę błaganiem i pełnymi buntu wrzaskami.

Po drugie, są przedmioty w sposób uporczywy pojedyncze. Nie ma więc „drugiego takiego” identycznego pluszowego kota, „drugiego takiego” wozu strażackiego, „drugiego takiego” samolotu, „drugiej takiej” małej huśtawki na balkonie…

No i nie ma „drugiej takiej” Lidki. Takiej, która byłaby na zawołanie brata i zawsze chciałaby się bawić tak samo i w to samo. Nie ma też „drugiego takiego” Pawła, który przeszedłby nad tym do porządku dziennego.

Szacunek

NASTĘPNY ARTYKUŁ »

Encyklopedysta

Skomentuj