banner

Dzień był jasny i pogodny

Chciałbym z tego studia chwycić was wszystkich za rękę i powiedzieć: «Rano będzie lepiej».

Ale nie będzie! Nie mogę tego powiedzieć! Etyka dziennikarska mi zabrania. Spójrzcie jeszcze raz na tę mapę. Wszędzie leje, wieje, gwiździ, piździ – i my tam jutro będziemy” – ekspresyjnie wykrzykuje Władysław Sikora w skeczu, który znalazł się w programie kabaretu Adin.

Jest w prognozach pogody jakiś dramatyzm, dreszczyk hazardu, zabobonna próba opanowania zjawisk przyrody, wróżebna odgadywanie nieodgadnionego. Nie zmienia tego wcale fakt, że same modele, mapy i meteogramy przygotowuje komputer. Prosty dostęp do nich i częste aktualizacje sprawiają zresztą, że są tacy, którzy w swoich smartfonach zerkają co kilkanaście minut do kilku aplikacji i pod sprawdzone adresy www (trzeba mieć porównanie). Jeśli istnieje uzależnienie od prognoz pogody, znam przynajmniej kilku dotkniętych nim ludzi. Sama nie należę do tego grona. Po prostu wyglądam przez okno.

W ostatnią sobotę lutego dzień był jasny i pogodny. Słońce grzało coraz mocniej, a bezchmurne niebo skłaniało do spacerów. Szybko ubrałam się i wyszłam z domu, by po 5 minutach znaleźć się w centrum śnieżycy. Trwała dokładnie tyle czasu, ile było potrzeba, żebym oblepiona śniegiem jak bałwan doczłapała do celu mojej wyprawy. I po 15 minutach wróciła do domu – znów w pełnym słońcu.

Wróciłam myślą do tekstu Sikory i do tego wydarzenia, gdy – nauczona doświadczeniem – oglądałam prognozę na jutro. Chciałabym w tym miejscu napisać: „będzie słonecznie i pięknie, jak tę w pierwszą marcową niedzielę”. Ale pozostaje mi tylko: „i my tam jutro będziemy”.

Trzy cytaty

NASTĘPNY ARTYKUŁ »

Piątka

Skomentuj