Futbol to opowieść - RadzyńINFORadzyńINFO
banner

Futbol to opowieść

 Mniej niż 20 dni pozostało do mundialu – turnieju, w którym piłka nożna znajduje swoje najpiękniejsze wcielenie. Jestem ciekaw, jak mają inni piłkarscy pasjonaci – czy nie chcą uronić ani jednego zdania telewizyjnego komentatora, czy od dawna wyciszają głos, może w tle nastawiają kultowy winyl i pogrążają się w nieskończone dyskusje o dawnych meczach, niezapomnianych bohaterach, swoich emocjach związanymi z poprzednimi mistrzostwami.

Oglądanie piłki to ciągłe dopisywanie następnego rozdziału w trudnej miłości do niezbyt wielkiego, kiedyś biało-czarnego, skórzanego przedmiotu. Kiedy zaczęła się ta miłość?

U mnie nie była od pierwszego wejrzenia. Wstyd się przyznać, ale w ’94 obudzono mnie na decydujące finałowe karne. Mocniej pamiętam, że moi  telewizyjni kompani  (zresztą ja też) byli bardziej przejęci puszczaną w tym okresie premierą pierwszej serii”Szczęk”. Pierwsza bardzo mocna inicjacja to krwawiące serce z powodu do dziś niezrozumiałego przegranego ligowego finiszu w 97 roku – i nasłuchy w trybularzowni studia S-13. Do dziś pamiętam pełen przejęcia telefon od Jędrka Kurendy. 17.15 – prowadzimy 1-0! Ba, prowadziliśmy nawet 2-0 – wtedy jeszcze nie wiedzieliśmy, że to bardzo niebezpieczny wynik…

Odpuśćmy jednak opowieść o piłkarstwie polskim, wracam do mundiali. Przecinały etapy mojej edukacji – w ’98 kończyłem podstawową, w 2002 – LO, w 2006 – byłem na IV roku polonistyki ( i czekając na wynik pisemnej – dzwonił poeta Adrian Szary z Radomia, były mecze).

Pamiętam jak dziś – fotel vis a vis jeszcze starego telewizora i mecz Francja-Dania – rozsmakowywanie się w maestrii ludzi, którzy wiedzą o co chodzi w tej dyscyplinie. Było jak u Świetlików – kabanosy i truskawki z działki nie smakowały już tak nigdy.

I wtedy zrodziło się to, czego nie można oddać słowami, lekko próbuje oddać to poniższy utwór:

Wreszcie nasi na mundialu – po latach niepamięci, po pamiętanych do końca dni naszych eliminacjach do Korei i Japonii (mecze wyjazdowe leciały na Wizji Sport, TVP puszczała retransmisje). Wyjazdowy mecz z Norwegią – końcówka oglądana dosłownie na kolanach (gol Bartka Karwana).

Idąc na maturę, spotkałem Adama, odprowadzającego Szymka do przedszkola, który opowiadał mi o finale UEFA(Feyenoord – Dortmund 3-2) i decyzji Engela o nie wzięciu Iwana (przebił go Janas przed 2006). Słabe mecze przed turniejem nie pozostawiały złudzeń – żadne medal, nie zróbmy wstydu. Tak… 1 czerwca po ustnej z niemieckiego mijałem Pawła Komara, niosącego siatkę truskawek (przegrał – na szczęście dla siebie – zakład o 2 kg tychże owoców, że obleje). Wieczorem Niemcy ósemką puknęli Arabię Saudyjską,a Klose walnął hattricka.

Z turnieju pamiętam wczesne pory spotkań – o 15.00 wszystko się kończyło. Gorycz tragicznego występu Polaków, osłodziła Brazylia (świetny mecz z Anglią i piękny gol Ronaldinho, wrzucony za kołnierz Seamanowi). Opustoszała Zabielska – w przerwie meczu z Portugalią wychodzimy na balkon i jest absolutna cisza. Po 4-0 śpiewamy ironicznie zawodzimy u Pawła Piekarskiego w chałupie:

Zresztą Pudelsi w songu „Mundialeiro” pięknie to podsumowali. 2006 to cuda Boruca w meczu z Niemcami, ale finalnie znów zawód, po równie dobrych eliminacjach. Doskonały turniej Włochów, a  taktyczny geniusz Capello w półfinale z gospodarzami i gole w dogrywce (Alex del Piero!) pamiętam do dziś. Nawet ówczesny proboszcz MBNP żałował w zakrystii (przed niedzielną Mszą o 9.00)dzień po ćwierćfinale Argentyńczyków, którzy odpadli w karnych. Fajnie grające Wybrzeże, Holandia, słabnąca Brazylia.

2010 to wnerwiające wuwuzele i jedynie finał wart zapamiętania. Skrzywdzeni Anglicy i lekkie współczucie dla Holandii. 4 lata później, czułem się jakbym sam był Brazylijczykiem – mocno kibicowałem kanarkowym, przymykając oko na ich widoczne braki, które tak bezlitośnie obnażyli Niemcy, wgniatając gospodarzy w ziemię. Mocne Niderlandy, których trener wpuścił 2. bramkarza na karne z Kostaryką. Nudny finał i jeden najpiękniejszy moment, uwieczniony przez kamerzystę w niedzielne popołudnie:

Drugie tyle miejsca mogłoby zająć wspomnienia o Euro (te z 2000 roku, oglądane od półfinałów w Loreto, razem z siostrami zakonnymi – że też w finale kibicowałem Francji – wybaczcie), uniesienia i załamania z oglądania naszej ligowej młócki, zarywanie nocy południowoamerykańską Copa America.

Nadchodzi kolejny turniej. Z Polakami, którzy już 2 lata temu we Francji dali nam nadzieję, że nie musimy myśleć jedynie o 3. meczach. W specyficznym miejscu, gdzie na pewno nie wszystko będzie zapięte na ostatni guzik. Zachęcimy Was do wspólnej zabawy, na najlepszego typera będzie czekał karnet na rundę jesienną Orląt.

Godzinne dyskusje o meczach, złych decyzjach trenerów, zmarnowanych szansach (atmosfera po ost. meczu Polaków na Euro 2012 u Jacuchy). Wiecznie podejmowana opowieść o nadziejach, zwątpieniach, okresie wielkiej smuty i przegranych w połowie trwania eliminacjach). Odbicie naszych wariactw, pompowania nadziei, spiny, rozpaczy:

Podziwiani na murawie piłkarze przesiadają się na ławki trenerskie, dawne boiskowe legendy zostają prezesami federacji, starzejemy się, a może wciąż trwamy? Tacy sami.

Jakub Hapka

Na portalu od jesieni 2012 r. Najpierw jako felietonista, od maja 2015 redaktor naczelny. Absolwent polonistyki UMCS. Fan futbolu.

Idea

NASTĘPNY ARTYKUŁ »

Wzrosły wpływy do ZUS w regionie

Skomentuj