banner

Koncert Roberta Planta w Dolinie Charlotty – 21.07.2015

Nie wiem dokładnie ilu reprezentantów miał powiat radzyński na koncercie Roberta Planta (ex Led Zeppelin) w Dolinie Charlotty koło Ustki ale wiem na pewno, że było ich co najmniej czterech.

Prawie 1200 kilometrów do pokonania w obie strony nie było czymś co zachęca do takiej eskapady, ale są w życiu człowieka zespoły i artyści, których trzeba zobaczyć – wedle zasady: „Jeśli nie teraz to kiedy? Jeśli nie tu, to gdzie?”.

Robert Plant to ikona rocka, artysta obdarzony charyzmatycznym wokalem, dzięki któremu uznany został przez magazyn Rolling Stone wokalistą wszech czasów. Kiedy więc tylko pojawiła się informacja, że frontman Led Zeppelin zagra w Polsce, wówczas obecność na nim stała się niejako obowiązkiem. Smaczku dodawało miejsce, czyli Dolina Charlotty – urokliwie położony między Słupskiem a Ustką kompleks wypoczynkowy z amfiteatrem.

 Zanim napiszę o samym koncercie, chciałbym pokusić się o kilka refleksji niekoncertowych. Z racji tego, że na miejsce przeznaczenia dotarliśmy kilka godzin wcześniej, to postanowiliśmy skorzystać z uroków bałtyckiej Ustki. W przeszłości byłem tam wiele razy i ku mojemu wielkiemu zdziwieniu Ustka (szczególnie promenada) wygląda w zasadzie tak samo jak u schyłku lat 90. A zatem: możemy posłuchać grających z playbacku Peruwiańczyków, możemy pograć na automatach, a nawet możemy kupić…. oscypka w góralskiej chatce. Brakowało tylko lajkonika. Słowem: zero regionalizmu, a maksimum tandety. To cepeliowe ujednolicenie powoduje, że tak naprawdę nie ma żadnej różnicy między nadmorską Ustką a np. bliską Podlasiakom Okuninką. Szukając namiastki morza nad morzem udaliśmy się do restauracji „Syrenka”, gdzie swego czasu Mgada Gessler zrobiła kulinarną rewolucję. Zupa rybna bardziej przypominała warzywną, a dorsz z frytkami, choć był niezły to zdecydowanie lepszy serwują w smażalni ryb w Lublinie (ul. Żywnego lub ul. Mickiewicza). Szału nie było…

A co do koncertu to Plant zrobił swoje. Rockowe misterium zaczęło się 15 minut wcześniej niż było to w planie, a na pierwszy ogień poszło zeppelinowskie „Trampled Under Foot””.  I choć jak zapowiadała wcześniej ochrona, publika miała siedzieć i nie zbliżać się do sceny, to już pierwsze takty przeniosły to żądanie w sferę mrzonek. Dzięki temu miałem Planta na wyciągnięcie ręki. A on sam zręcznie przeplatał swój solowy dorobek z dokonaniami Led Zeppelin. Z tej pierszej puli zabrzmiały m.in. „Turn it up”, „Rainbow” oraz „Little Maggie”; z drugiej natomiast wybrzmiały nieśmiertelne: „Black Dog”, „The Rain Song”, „Dazed and Confused” i „Whole Lotta Love”.

Po wykonaniu koncertowego seta Plant wracał do publiczności  dwukrotnie. Raz z przesłaniem: „Satan Your Kingdom Must Come Down”. Drugi raz z klasykiem „Rock and Roll” efektownie zamykając swój występ.

Potem już tak pięknie nie było. Około 00:00 rozpoczęliśmy długą, aczkolwiek szczęśliwą, drogę powrotną na Lubelszczyznę.

 

Szok drożdżowy

NASTĘPNY ARTYKUŁ »

PK 9: Zdjęcia, stare kroniki i aplikacje do obróbki

Skomentuj