banner

Koniec świata panie Popiołek

Dziś sylwetka filmowego dozorcy serialowego „Domu” – Ryszarda Popiołka. Kreujący tę postać Wacław Kowalski (1916-1990), niezapomniany Pawlak z trylogii Chęcińskiego zwykł komentować powojenną rzeczywistość dwoma słowami: koniec świata!

Poznajemy go przed zniszczoną kamienicą na Złotej, gdy rozmawia z miejscowym „majster-klepką” prosząc o pomoc w zamontowaniu wejściowej bramy (Jak ni ma bramy, wlizą chamy. )

-Panie Osuch, zejdź pan!

-Obiad?

-Panu się przedwojenne czasy śnią

Siłując się przy montażu, zdobywa się na refleksję: Ustrój panie, to rzecz przejściowa, ale brama to rzecz stała. Wspomina minione czasy świetności: Na pierwszym piętrze marmurowe schody szły. Na co wtrąca się Osuch: Sztuczny marmur. Na co Popiołek: Kto to panu powiedział? Chyba ślepy na oba oczy. Panie Osuch, ja nie chcę pana obrażać, ale to czym pana zrobiono, to mogło być sztuczne.

Nie darzył sympatią nowego lokatora, Jasińskiego. Na komentarz żony – Ich tu sowiecka ciężarówka przywiozła, odpowiada: Nie wiadomo, jaka ich jeszcze odwiezie. Lokator się znalazł w dziąsło szarpany…Po tym jak towarzysz powtarza socjalistyczne slogany, wybucha: Na religię bluźni, czekaj, Pan Jezus jest cierpliwy, ale jak zejdzie z krzyża, jak cię kopnie w… . Ma zresztą wyrobione zdanie na realny socjalizm: Prawdziwy komunizm to byłby wtedy, gdyby wszystko to było za darmo

Gdy Heniutek przywozi zagrychę dla całej kamienicy, poproszony o zabicie świni rezygnuje, gdyż jak mówi: tak patrzy, że serca nie mam.

Humorystyczna jest scena rozmowy z Langiem, synem starych właścicieli mieszkania, które przejął Jasiński:

-Lud wkroczył do śródmieścia

-Do śródmieścia…gorzej, że do rządu

Młody idealista mówi też o kierowniczej roli mas pracujących, jednak Popiołek upomina go: Panie Karolku, nie musi pan przed nami takiej fastrygi zakładać.(…) Znakiem tego, nie Jasiński zabrał panu mieszkanie, tylko historia.

Innym razem, narzekając na korzonki, prosi: Panie doktorze złociutki, jak mnie pan nie pomoże, to już koniec świata. Ani za miotłę ani za babę wziąć się nie mogę. Niech pan mi da szprycę, taką jak kiedyś. Popatrz pan, co się to z człowiekiem nie dzieje. Sanację przetrzymałem, okupację przetrzymałem, demokracji się nie dałem.(…)Tylko niech mi przejdzie, bo inaczej wyskoczę z siebie i stanę obok

Zdejmując (tylko chwilowo) tabliczkę z napisem „Złota” wzdycha: Wołałbym sobie trzonowy ząb wyrwać, mniej by bolało.

Ciekawe są także rozmowy Popiołka z synem. Strofuje młodego, gdy ten nieodpowiednio się wyraża: Kto ciebie nauczył tej francuskiej mowy? Przypomina o posłuszeństwie: W domu to ja jestem Rokossowski.

Wspominam też scenę, gdy Gienek przedstawia Popiołkowi swoją narzeczoną, Mirkę z drogówki. Podczas spotkania ojciec poprawia syna w nazwach przedwojennych ulic stolicy. Gdy zdziwiona narzeczona pyta: To pan nie z Warszawy? Ryszard nie wytrzymuje, mamrocze tylko pod nosem: koniec świata! i wychodzi z mieszkania na rozmowę z synem.

-Gienek, skąd ty ją wytrzasnąłeś?

– Z kursu, mówiłem tacie, semestr wyżej ode mnie

– Ale ja pytam skąd? Z Grójca, z Mławy, z Brwinowa? No mało to warszawianek chodzi na dwóch nogach? Gienuś, ona mi nie pasuje

– Całe szczęście, że to moja narzeczona, a nie taty

-Gienek! No nie rób mi tego! Ona cię pałą będzie lała przez łeb! Czysty wstyd, brać od chomąta z prowincji po mordzie, Gienek!

– Ona mnie kocha

– Czy milicja jest w stanie kochać?

Gdy Talar pyta, gdzie wyjechali rodzice Basi, zafrasowany Ryszard odpowiada: podobnież na Ziemie Wyzyskane…Po powrocie głównego bohatera z Rosji, Popiołek pyta go:

– No i jak tam jest?

– No jak, bardzo dobrze.

– A to my z gazet wiemy

– Tutaj jak?

– Tak samo bardzo dobrze. Jutro już mija 10 lat jak inaczej być nie może [10 lat PRL- u]

Zeznając jako świadek w sprawie doktora Kazanowicza doprowadza do łez siedzących na sali: Czy w naszej kochanej Polsce Ludowej chleba komuś zabrakło? Słyszał ktoś coś podobnego? Noo, owszem, polędwicy może nie być, czy szynki. Czy nawet kawy może nie być. Ma się rozumieć, przejściowo.

Umiera tragicznie, kopiąc studnię obok przyszłego domu ( po śmierci pierwszej żony, Józi ma wziąć ślub z wdową, matką Andrzeja) trafia na pozostawioną jeszcze przez Niemców minę. Warszawska śmierć – puentuje stary Lermaszewski. I wreszcie pożegnalna mowa doktora Kazanowicza, na której zawsze łzy same napływają do oczu: Panie Boże, tak się nie robi. Panie Boże, czy on ci był tam potrzebny? Czy tam trzeba zamiatać? Czy tam trzeba polewać? Czy tam trzeba kogoś, żeby bramę otwierał? I dlaczegoś nam go zabrał? Co to za dom bez pana Popiołka? Co to za Warszawa bez niego? Panie Rysiu, tu nie lokatorzy stoją, tu stoją sieroty. Sieroty po tobie.

Jakub Hapka

Na portalu od jesieni 2012 r. Najpierw jako felietonista, od maja 2015 redaktor naczelny. Absolwent polonistyki UMCS. Fan futbolu.

Pochwała nienormalności

NASTĘPNY ARTYKUŁ »

Memento Mori! Dlaczego Platforma się rozpadnie?

Skomentuj