Na krańcu świata, cz. 15

Dziś dzień pod znakiem środków transportu. Po śniadaniu chciałem odwiedzić sąsiada – 34 km, z okazji jego urodzin. Udało się przejechać niestety tylko jakieś kilka kilometrów. Zakopałem się w błocie. Nocą i nad ranem był bowiem deszcz. Bogu dzięki że po jakimś czasie gdy błoto podeschło, udało mi się z niego wyskoczyć i pełen szczęścia z tego powodu spróbowałem innej drogi.

Niestety i ona okazała się nie do pokonania dziś – zakopałem się drugi raz. Wtedy trzeba było już zaczekać dłużej. Ale oczywiście niezwykle cierpliwy i sprytny kierowca zdołał pokonać i tę trudność. Tak więc wczesnym popołudniem byłem już ponownie w domu. Do sąsiada mam zamiar wybrać się jutro – jeśli nie popada.
Po południu przystąpiliśmy do remontu jednego z naszych aut – nazwa w odniesieniu do tego sprzętu jest być może nieco szumna, ale jak się go odnowi, to będzie czym wywozić ścieki. Chodzi bowiem o to, że do dziś gdy chciało się wywieźć szambo, trzeba było zamawiać odpowiedni sprzęt z sąsiedniej miejscowości – właśnie owe 34 km. Wiec jak się akcja remontowa uda, to będzie radość. Chodzi o wymianę silnika, który już kupiłem od jakiegoś innego samochodu w sąsiedniej wiosce.

zdj. tytułowe: To własnie jest nasz wóz. Owszem, wymaga lekkiego remontu, ale już można sobie wyobrazić jak będzie mknął po naszych drogach.

Sąsiad poszedł właśnie ujeżdżać młodego konika. Szkoda, że nie jestem ułanem, choć może by jeszcze popróbować
Sierioza, nasz miejscowy majsterkowicz – na razie rozbiera, co się da.
Droga przez step – oczywiście nie po deszczu – ma ten walor, że można dowolnie wybrać sobie pas ruchu w zależności od nastroju. Tutaj akurat mamy „trójpasmówkę”
To nie jest konkurs – kto silniejszy. Nasz GAZ, będący na chodzie holuje lekko niesprawny drugi GAZ – właśnie ten, którego remont rozpoczęliśmy.

„Lex Szyszko” jako reflektor

NASTĘPNY ARTYKUŁ »

Thiodhilda z Poizdowa

Skomentuj