banner

Na krańcu świata, cz. 29

Powolutku kończymy oktawę Bożego Narodzenia.Poszczęściło mi się, bo w tym okresie Pan Bóg podesłał mi na kilka dni pomocnika – drugiego kapłana. Dzięki temu można było znacznie szybciej „objeździć” nasze wioski z „Bożonarodzeniową Mszą”. Nie obyło się oczywiście bez ciekawych momentów.


Mój pomocnik zajechawszy do jednej z dojazdowych wiosek, gdzie akurat Mszę z powodu mrozu przenieśliśmy z kaplicy do prywatnego wiejskiego domu, wywołał u miejscowej gospodyni niemałe zdziwienie. Gorliwy duszpasterz chciał prawdopodobnie pogłębić pobożność naszego prostego ludu.

Tutaj trzeba dodać, że rzeczywiście pobożność ludzi, wśród których pracujemy – tych naszych, rozproszonych po odległych wioskach, gdzie nie zawsze jest możliwość dotarcia i gdzie czasami Msza jest odprawiana raz w miesiącu, to ta pobożność jest taka prosta. Mówię to z całkowitym szacunkiem – bo jaką miała by być tutaj? Więc mój Pomocnik, będąc już w chacie i próbując – jak to zwykle u nas bywa – zrobić jakieś niewielkie wprowadzenie do liturgii – zagadnął gospodynię pytając: czy wy wiecie, że dziś w waszym domu ktoś umrze? Oczy gospodyni w tym momencie znacznie się powiększyły. Więc gorliwy duszpasterz ciągnąc dalej mówi, że z tej śmierci to trzeba się cieszyć. Tutaj nie tylko oczy się rozszerzyły, ale i usta do granic możliwości. Gospodyni osłupiała. Wszak to mówi ksiądz, a on się nie myli. Więc co? Duszpasterz pospieszył oczywiście ze swoim wyjaśnieniem, że to każda Msza Św. jest uobecnieniem śmierci Pana Jezusa, ale to nie wiele zmniejszyło osłupienie gospodyni domu. Jakoś naturalnie wyskoczyło z jej ust ni to pytanie, ni to usprawiedliwienie:”Ojcze to co dziś będziemy świętować śmierć czy narodzenie?

Cały ten czas był rzeczywiście intensywny, bo udało się wszystko objechać. We wszystkich wioseczkach Siostry przygotowywały z dzieciakami małe scenki bożonarodzeniowe. Jak się weźmie pod uwagę, że za każdym dzieckiem to się trzeba trochę nachodzić, to wtedy lepiej można zrozumieć cały wysiłek naszych Sióstr. Naprawdę Mołodcy. Wszystkich dzieciaków, które się przewinęły było około setki. To, jak dla naszych misyjnych warunków w Kazachstanie, naprawdę cieszy. Dzięki pomocy wielu życzliwych osób z Polski – zasadniczo znajomych i Przyjaciół – udało się dla wszystkich tych dzieci zrobić paczki. Udało się też pomóc kilku rodzinom i naszej wiejskiej szkole – w zakupie koniecznych rzeczy do szkolnej kuchni.
Na Trzech Króli nasza oziornowska młodzież wybiera się z kolędą. Oprócz życzeń, kolęd to też sposób by zebrać trochę grosza na swoje młodzieżowe sprawy.

zdj. tytułowe: Jeśli wyjeżdżaliśmy całą ekipą, to nasz Łada bywała szczelnie wypełniona duchowną masą. To ma też zawsze pewien dodatkowy walor grzewczy.

Bogu dzięki, że na razie nie było jeszcze buranów, wiec można śmiało było jeszcze jeździć po stepie. Ma ta jazda swój urok.
Oziornoje i nasi młodzi jasełkowi aktorzy.

 

Makaszewka. Po jasełkach, podarkach zawsze jeszcze był z dzieciakami „czaj”.

Krasnaja Polana/ Już w czasie Mszy dzieciaki były w swoich strojach jasełkowych.

Wszędzie pojawiał się św. Mikołaj. Tutaj to Jużnoje.
Krasnodolsk
Czernigowka. I prosta szopka. O dekoracje to już parafianie starają się w swoich wioskach sami

Oziornoje. Przy obu wioskowych sklepach na tablicy ogłoszeń Ks. Dobrodziej zamieszcza parafialne ogłoszenia. W wiosce nie ma bardziej newralgicznego punktu jak sklep, gdzie przywożą co drugi dzień chleb.

Niekonwencjonalność

NASTĘPNY ARTYKUŁ »

Dawno temu nad rzeką Białą III, odc. 15

Skomentuj