banner

Kuchenne rewelacje

Kotlety stworzył tata. Przynajmniej tak uważają moje dzieci. „Babciu, to ty umiesz robić kotlety? Tata cię nauczył?” – zapytał mój syn.

Jaka była mina mojej teściowej zastrzelonej tymi pytaniami nie wiem, bo nie było mnie na tym obiedzie. Może i dobrze, bo moje dzieci zdążyły wtedy podobno zjeść niepostrzeżenie wszystkie owe kotlety, zanim ktokolwiek z dorosłych zdążył usiąść do stołu. Nie było mnie zresztą również wtedy, gdy kotlet po raz pierwszy od kilku lat zagościł na naszym domowym stole. Mąż, który pod moją nieobecność stanął przed wyzwaniem zrobienia obiadu, wybrał to, co lubi.

Nie czytał dlamatkowej prasy i poradników dietetycznych. Z dużym dystansem podchodził do gróźb natychmiastowej cukrzycy, nadwagi, dolegliwości żołądkowych, próchnicy, wyrośnięcia dodatkowych kończyn i nagłej zapaści na zdrowiu po podaniu jakiegokolwiek smażonego kęska dziecięciu poniżej trzech lat.

Nie chciał przyjąć do wiadomości opracowanego przez specjalistów ścisłego harmonogramu wprowadzania kolejnych produktów, rozpisanego na każdy dzień i przewidującego schabowego po 18-stce. A najlepiej nigdy. Dotąd były potrawy typu na przykład warzywa saute, parowana lub pieczona ryba, czy kasza z pulpetem. I wśród nich pojawił się pierwszy domowy kotlet w panierce. Chrupiąca epifania smażonego.

Moje przyrządzanie kotletów nigdy nie wywołuje takiego entuzjazmu. Mąż zawsze działa z asystą i przy żywiołowym dopingu publiczności. Ja gotuję częściej i nie jest to nic ciekawego. Wszystkie potrawy przyrządzone przez tatę budzą przychylne zainteresowanie. Ale jak tatuś zrobi kotlecik…

Brody

NASTĘPNY ARTYKUŁ »

Rodzynek

Skomentuj