banner

L4 na Święty Walenty

Św. Walenty to z dawien dawna patron ludzi o słabych głowach. Właśnie dlatego w jego gestii jest opieka nad zakochanymi, których umysły pracują wszak pod bardzo dużym wpływem niezdrowego afektu.

Od wielu lat żyjemy w czasach gloryfikacji miłości, która podobno jest najważniejsza. Przekonać nas o wyższości afektu nad rozumem mają wszystkie trędowatopodobne powieści i filmy oraz naiwna wiara, że miłość zakochanej pary przezwycięża wszystko.

Osobiście uważam, że zakochanych powinno się poddawać kilkudniowej kwarantannie, w trakcie której aplikowano by podopiecznym św. Walentego codzienną lewatywę, zimne prysznice, elektrowstrząsy i puszczało piosenki w wykonaniu Michała Wiśniewskiego. Testem decydującym o powrocie do normalnego życia byłby zapis EKG, w trakcie robienia którego badanemu pokazywano by zdjęcie osoby, która stała się powodem zatrucia umysłu.

Iluż nieszczęść można by w ten sposób uniknąć. Ileż osób uchronić przed złamaniem sobie życia. Ileż rodzin uratować przed rozbiciem. Ile unieszczęśliwiających mezaliansów nie doszłoby do skutku. Ile zbrodni popełnionych „z miłości” nie zaistniałoby. Zakochanie, jako choroba, otrzymałoby swój własny numer statystyczny. W przypadku wystąpienia pierwszych objawów zakochania delikwent maszerowałby do swojego lekarza rodzinnego (oczywiście zatrucie miłosne Narodowy Fundusz Zdrowia miałby już w swoim wykazie), który wypisywałby mu skierowanie na odwyk do specjalnej kliniki oraz L4 do zakładu pracy. Potem detox, którego długość zależałaby do stanu zakażenia organizmu i pacjent wracałby do życia jako zdrowy i w pełni władz umysłowych. Jeszcze raz człowiek wygrałby z naturą.

Ale póki co muszą wystarczyć domowe metody. Może ta od kaca, że chorobę należy zwalczać tym, co ją spowodowało?

D. Magier, Myśli spod magierki, Radzyń Podlaski 2009

Rys. Przemysław Krupski

Zaskoczenie

NASTĘPNY ARTYKUŁ »

Wspomnienia Karola Hurko, cz. 26

Skomentuj