banner

Strawy trawy

Mieszkańcy sąsiedniego bloku karmią trawę. Rzucają jej kości z rosołu, nieświeżą wędlinę, spleśniały chleb, resztki kaszy lub makaronu.

Pety i psie odchody to wiadomo – jak wszędzie. Można by widzieć w tym przejaw biologicznego i społecznego analfabetyzmu, jednak ich systematyczność działania, powtarzalność i wytrwałość zastanawiają. Nie zrażają się upomnieniami i groźbami administracji. Wiedzą już, że po złapaniu na gorącym uczynku grozi im grzywna, lecz są nie zdradzają lęku.

Pozostają niewzruszeni wobec wyrzucania do śmietnika ich starannie wyselekcjonowanych odpadków przez zdegustowanych rodziców dzieci bawiących się na pobliskim placu zabaw. Nie przejmują się samymi dzieciakami biegającymi po trawniku i niszczącymi gromadzone na nim zapasy. Bezdomnych psów i kotów mało u nas w okolicy i brzydzą się nieświeżym jedzeniem, więc choć one pozostawiają w spokoju zalegające produkty. Taka determinacja w imię głupoty i niechlujstwa? Nie, to niemożliwe.

A może oni naprawdę wierzą, że ta trawa kiedyś to wszystko zeżre. Może to prowadzony latami złożony eksperyment, służący hodowli roślin żywiących się odpadkami. Zaplanowany, systematycznie i wytrwale mimo utrudnień prowadzony. Tylko my, sąsiedzi, jako dyletanci nie potrafimy go należycie ocenić…

Opozycja Demokratyczna?

NASTĘPNY ARTYKUŁ »

Fajny film dziś widziałem

Skomentuj