Marian Załucki „Ja tutaj tylko na chwilę” - RadzyńINFORadzyńINFO
banner

Marian Załucki „Ja tutaj tylko na chwilę”

Mariana Załuckiego z Marianem Hemarem łączyło nie tylko wspólne imię i lwowskie pochodzenie, ale przede wszystkim TALENT. Hemar, zazwyczaj niesłychanie cięty wobec „satyryków” aktywnych na scenach PRL-owskich kabaretów, Załuckiego lubił, cenił, chwalił.

Dziś Załucki jest pamiętany już tylko przez starsze pokolenie (zmarł w epoce późnego Gierka), które słuchało „Podwieczorku przy mikrofonie”. A szkoda, bo było to zjawisko dużego formatu. Na szczęście wznawiają jego książki, a w Sieci można znaleźć archiwalne nagrania jego autorskich występów – to ważne, bo miał niesamowity styl i wdzięk przed mikrofonem: wiecznie stremowany (lub znakomicie tremę udający), drżącym głosem podszczypywał PRL na ile cenzor pozwalał. No właśnie – tylko podszczypywał. Taka była cena popularności, występów, paszportu. Ludwik Jerzy Kern pisał o nim: „Podobnie jak kiedyś Chaplin, Załucki w swoich wierszach był zagubionym człowieczkiem, jednym z milionów ludzi uwikłanych w codzienności życia, w małżeństwo, ojcostwo, stosunki służbowe. Ten człowieczek Załuckiego bywał często bezradny wobec zjawisk, które go otaczały. Dawała mu w kość biurokracja, mściło się na nim nowe budownictwo, w którym właśnie dostał mieszkanie, a kiedy wchodził do restauracji, żeby coś zjeść, był sekowany przez obsługę tylko za to, że nie jest obcokrajowcem, ale godnym pogardy krajowcem bezdewizowym.”

Legenda głosi jednak, że to on był autorem słynnego dwuwiersza na cześć PRL-owskich celników (oczywiście – fraszkę tę przekazywano wtenczas tylko z ust do ust):

„Zaglądali do kufrów, zaglądali do waliz.

Nie zajrzeli do dupy – a tam miałem socjalizm…”

Okupacja

NASTĘPNY ARTYKUŁ »

Notatki grudniowo-styczniowe

Skomentuj