banner

„Raz na milion lat…”. Leszek Gnoiński „REPUBLIKA. NIEUSTANNE TANGO”.

Czytało się tę książkę szybko i ze smakiem (przerwę w lekturze na dwa wieczory zrobiłem tylko dla jeszcze ciekawszej i głupiej jak pęk słomy książeczki Ś.P. Pawła Zarzecznego „Mój własny charakter pisma”, o której może w tej rubryce kiedyś napiszę, albo i nie).

Solidna biografia wszystkich muzyków REPUBLIKI i historia zespołu? No, tak… Ale jest to przede wszystkim opowieść o Grzegorzu Ciechowskim. A właściwie o tym, że go nie ma (tak jak film Wajdy „Wszystko na sprzedaż” był o tym, że nie ma Zbigniewa Cybulskiego). Nawet jeśli Leszek Gnoiński na pozór pisze o kimś lub o czymś innym – wszystko tutaj i tak sprowadza się do Ciechowskiego.

Nie jest to bynajmniej wyłącznie jego apoteoza. Ciechowski był nie tylko wybitną postacią, pewnie geniuszem, ale też pozerem i nerwusem z rozdętym ego, który chciał zdominować wszystkich dookoła. Ale – z drugiej strony – we wspomnieniach bardzo wielu ludzi jawi się jako dowcipny brat-łata i po prostu dobry człowiek… I ponad 15 lat po śmierci absolutnie nie został zapomniany. Ba, coraz bardziej go ludziom brakuje. Nie ma wątpliwości, że ktoś taki pojawia się na świecie rzadko, a właściwie – jest to w ogóle niemożliwe…

„Podobno
Raz na milion
Raz na milion świetlnych lat
Zdarza się to co spotkało
I co trzyma tutaj nas
Tylko raz na milion
Raz na milion świetlnych lat
Najpiękniejsza katastrofa – eksploduje supernova…”

Hiroszima

NASTĘPNY ARTYKUŁ »

Wspomnienia Karola Hurko, cz. 43

Skomentuj