banner

Mariaż

– Proszę pana, a Kinga powiedziała mi – z pewną donosicielską satysfakcją wtrąciła nagle w tok kończącej się już lekcji jedna trzecioklasistka – że chciałaby mieć takiego męża, jak pan.

Uraczony tą nowinką nauczyciel, spojrzał zaciekawiony na pomówioną uczennicę. Pewnie by się zarumienił pod wpływem tej informacji, ale nie miał w zwyczaju tego typu zachowań. W tym momencie delikwentka, zanurzona w sporządzanie notatki, wybudziła się nagle z transu, jak po chluśnięciu wiadrem zimnej wody; wyprężyła się, rzuciła ramionami na boki i z wytrzeszczonymi oczami gwałtownie zareagowała na donos koleżanki.

– Wcale tak nie powiedziałam! – zaprotestowała; rumieniąc się równocześnie, co nie było u niej spotykanym zjawiskiem.

– Powiedziałaś! – poczęła przekrzykiwać denuncjatorka. – Powiedziała, że jest pan dobrym, fajnym człowiekiem i pięknie pan czyta w kościele!…

– Nie mówiłam tak!… Ona kłamie…

– Spokojnie Kinia, to jeszcze nic takiego – począł uspokajać swą, snującą matrymonialne analogie, uczennicę – ostatnio miałem… „ciekawszy” przypadek w tamtym gimnazjum.

– Jaki?!

– Ano, jedna trzecioklasistka podrzuciła mi na ławkę przed biurko kartkę wyrwaną z zeszytu, z namalowanym dużym sercem, w którym był napis: „Kocham cię Marcin”.

– O kurcze…

– Ale to też miłe – spuentował Belfer.

W przeddzień Wszystkich Świętych

NASTĘPNY ARTYKUŁ »

Najcenniejsze co mamy

Skomentuj