banner

Historyczna lekcja podkuwania koni

Kolejny odcinek wspomnień p. Wacława Pawliny. Dzisiaj o wizycie dwóch opiekunów koni z Janowa Podlaskiego i o tym, co z tego wynikło.

Pewnego razu na początku lat 60. do szkoły zawitali panowie ze stadniny koni w Janowie Podlaskim. Byli to mastalerze, czyli opiekunowie koni. Jeden z nich był podkuwaczem. Zwrócili się oni do dyrektora Toczyńskiego z propozycją zorganizowania lekcji podkuwania koni. Dyrektor zgodził się i uzgodniono termin. W międzyczasie zostali na to wydarzenie zaproszeni wszyscy kowale z Radzynia i okolic: Paszk, Zbulitowa itd. Wówczas w każdej wsi był kowal, a każdy z nich poza wykonywaniem pługów, sprężynówek itp., podkuwał także konie. Owym panom z Janowa chodziło o to, aby konie były podkuwane prawidłowo, co nie wszyscy umieli robić. W tym celu zorganizowano lekcję pokazową.

Wjazd na teren szkoły

Przyszło wielu ludzi, pozjeżdżali się kowale. Kuźnia szkolna była dość duża a ogień palił się szybko, ponieważ był tam wentylator i silnik elektryczny. W kuźniach wiejskich zaś wszystko wciąż było robione na miechy. Ludzi przyprowadzili cztery konie. Kiedy publika się już zebrała, mastalerz z Janowa zrobił najpierw wykład o koniu, ze szczególnym uwzględnieniem nóg i kopyt. Podkreślał, że o kopyta należy dbać i je pielęgnować, a także pokazywał, jak to robić. Jeden pan opowiadał, a drugi podkuwał.

Podkuwacz czyścił kopyto konia, wyskrobywał spód. Następnie nagrzano podkowę, ale nie za mocno, i delikatnie wpasowano ją. Podkowa wypaliła pozostałe nierówności na kopycie. Podkowy były w sumie gotowe, ale można je było w zależności od kopyta danego konia zwiększyć lub zmniejszyć. Musiały być dopasowane. Po zrobieniu jednej nogi konia mastalerze poprosili kowala o zajęcie się drugą. Kowal robił, a mastalerz nadzorował go i ukierunkowywał.

Rodzaje podków, kopyta i podkowiaki (gwoździe do mocowania podków)

Wszyscy zebrani słuchali w skupieniu – w tym zwykli rolnicy, a nawet młodzież. Cały plac ludzi! Tak więc zrobiono podkowy na przednich nogach, co do tylnich pokazywano tylko, jak je podnieść, ale nie kuli, bo ludzie nie chcieli. Dlaczego – nie wiem. W sumie owego dnia poszczególni miejscowi kowale podkuli cztery konie pod nadzorem ekspertów. Było to cenne spotkanie z ludnością i z końmi. Można się było wiele nauczyć na temat tego, jak dbać o te zwierzęta, które wtedy jeszcze były w powszechnym użyciu.

Mastalerz z kucem (mal. Henryk Rodakowski)

Przeczytaj też: poprzedni | następny odcinek

Spisał Jakub Niewęgłowski

Niemiecki dziennik zapowiada, że Polska może liczyć na…

NASTĘPNY ARTYKUŁ »

Na stabilizatorze o polityce

Skomentuj