banner

Brody

Jest nas pięcioro, wieczorową porą dołącza szósty biesiadnik. Cieszymy się wolnym weekendem z dala od miasta. Ładujemy baterie, łapiemy głęboki oddech od codziennej krzątaniny.

Choć gospodarz zapowiada rozpoczęcie rozpalania kaflowego pieca, wraz z naszym przybyciem, po przekroczeniu wnętrza czeka nas miłe zaskoczenie – napalone. Czem prędzej się wybieramy do biesiadowania. Swojski chleb, w tle „Breakout” oraz Ania Rusowicz dodają sympatycznego klimatu.

W sobotni poranek przebudza mnie dawno niesłyszany dźwięk – pianie koguta. Na żywo, nie jako melodyjka z komórki.

Jeden z dzielących z nami stół przywozi dwie płyty rosyjskiej grupy z Petersburga. Rock z dobrymi, często prześmiewczymi tekstami do panującej w Moskwie i okolicach oficjalnej narracji. Opowieści A. można by spisywać i na pewno mielibyśmy do czynienia z bestsellerem – jego wyprawy na Daleki Wschód (postać pociągowej „walutczycy”), przyjaznych Gruzinów, którzy goszczą Polaka z honorami). Pociągowe dialogi – niczym z perypetii filmowego Franka Dolasa.

Nasz znajomy ma barwny życiorys – a to praca w sycylijskiej pizzerii, należącej do włoskiej mafii i wizyta Don Patrone, którego należało ucałować w pierścień. Z racji wykonywanego zawodu przyjaciela, można by powiedzieć, że uczestniczyliśmy w kilkugodzinnym wykładzie.

Tytułowe zdjęcie to jedno ze smaczków jedynej w miejscowości knajpy – serdeczny gospodarz częstuje nas „kolembrodzianką” o 95 % zadowolenia. Smakujemy przygotowane przez jego całą rodzinę przekąski, stojący za nami kominek miło ogrzewa zimnawe wnętrze lokalu. Przy „Perle” spoczywają utrudzeni miejscowi – niedobitek zasypia przy jasnym tuż przed 20.00. Wracają do siebie.

My troszkę później, wracamy ze śpiewem „Sowietów” na ustach. W niedzielę widzimy piękną sarnę, wyłaniającą się z lasu, zdobiącego się piękną polską jesienią. Zachodzimy na cmentarz, w kościele ks. proboszcz wita nas na początku liturgii. Jest miło, swojsko, familiarnie. Jak w prawdziwej chrześcijańskiej wspólnocie, gdzie nie ma mowy o anonimowości indywidualnych jednostek.

Wracamy. Ze świadomością, że warto powtórzyć te wypady na wieś spokojną, wieś szczęśliwą. Z jakże potrzebną ciszą, rozmową, nie gonieniem dzień za dniem. Warto się zatrzymać.

 

Jakub Hapka

Na portalu od jesieni 2012 r. Najpierw jako felietonista, od maja 2015 redaktor naczelny. Absolwent polonistyki UMCS. Fan futbolu.

Być jak Bezprym

NASTĘPNY ARTYKUŁ »

Kuchenne rewelacje

Skomentuj