Moje najciekawsze wspomnienia mundialowe - RadzyńINFORadzyńINFO
banner

Moje najciekawsze wspomnienia mundialowe

W pamięci najbardziej utkwił mi mundial w 1974 r. w RFN. Studiowałem wtedy w Lublinie i mieszkałem w akademiku „Grześ”. W naszym akademiku w świetlicy stał jedyny w całym miasteczku akademickim kolorowy telewizor. By oglądać mecz, trzeba było zajmować miejsce jeszcze poprzedniego dnia i pełnić dyżury, pilnując miejsc.

Mecz inauguracyjny z Argentyną wypadł w dniu, w którym mieliśmy egzamin. Wtedy egzaminy były ustne i trwały bardzo długo. Nie udało się nam zdać egzaminu przed meczem. Gdy zaczynał się mecz, chłopcy poszli oglądać go w świetlicy. Zostały tylko dziewczęta z informacją, że chłopcy przyjdą zdawać egzamin po meczu.

Mecz Polska-Argentyna (3:2) był niezwykle emocjonujący. Byłem pierwszym, który przyszedł na egzamin po meczu. Pani egzaminator czekała na nas. Pierwsze pytanie, jakie otrzymałem, brzmiało: „Jaki był wynik?”.

Później było 7:0 z Haiti, 2:1 z Włochami i piękna bramka Kazimierza Deyny. Następnie były zwycięstwa ze Szwecją – 1:0, i z Jugosławią – 2:1. W tym ostatnim meczu byliśmy zdziwieni rzutem karnym dla Polski. Później okazało się, że sędzia wychwycił faul w polu karnym bez piłki. Pamiętam mecz półfinałowy z RFN w strugach deszczu i szczęśliwą wygraną Niemców. W meczu o trzecie miejsce wygraliśmy z Brazylią 1:0 po bramce Grzegorza Laty. Z tego meczu pamiętam zdarzenie, jak zawodnik z Brazylii wychodził z kontrą na czystą pozycję tuż za linią środkową i wracający Kasperczak chwycił go za koszulkę, a ten nadal biegł i ciągnął go za sobą kilkadziesiąt metrów.

Mistrzostwa w RFN są najlepszym wynikiem Polski w mistrzostwach świata w piłce nożnej. Wspaniałe bramki Grzegorza Laty i Andrzeja Szarmacha z przyjemnością ogląda się do dziś.

Mundial – początek, czyli skuś baba na dziada

NASTĘPNY ARTYKUŁ »

O boisku na Bulwarach

Skomentuj