Powstanie Warszawskie – okazja do święta? - RadzyńINFORadzyńINFO
banner

Powstanie Warszawskie – okazja do święta?

Być może niektórych czytelników to zaskoczy, ale zwłaszcza w ostatnich odżyła dyskusja na temat tego, czy Powstanie Warszawskie jest rzeczywiście rocznicą, którą powinniśmy świętować. Bynajmniej nie ma tutaj jasności, i wcale nie jest tak, że to prawica jest „za”, a lewica „przeciw”.

Problem bierze się stąd, że przy okazji Powstania mieszają się ze sobą patriotyczne emocje i historyczna ocena faktów. Kiedy w „godzinę W” rozbrzmiewają w każdym mieście i gminie syreny, daje się nam jasny sygnał z góry, że jest to wyjątkowa, narodowa rocznica. Gorzej, że idzie za tym brak refleksji nad wydarzeniami sprzed 74 lat. Myślę, ze należy zastanowić się i rozgraniczyć bohaterską postawę patriotów z AK, od politycznej, racjonalnej oceny decyzji dowództwa o wybuchu powstania.

Z politycznego i militarnego punktu widzenia powstanie było klęską. Nie pierwszą i nie ostatnią w czasie II wojny światowej, jaką ponieśli polscy politycy, a za ich sprawą także i polski żołnierz. Boli mnie właśnie to, że w mediach brakuje wciąż głębokiej dyskusji i oceny tych, którzy podejmowali decyzje w zaciszu gabinetów. Zwykli ludzie ponosili konsekwencje tych wyborów. Wiedzeni patriotyzmem chwytali za broń, wieść niosła się po Polsce. Pamiętam opowieść pana Wacława Pawliny, który wspominał postać dojrzałego już wiekiem patrioty. Ten opuścił Radzyń i zginął na moście nad Wisłą, próbując przedrzeć się do walczącej Warszawy… A teraz słyszę w mediach piosenkę śpiewaną przez dzieci mówiącą o tym, że każdy chłopak chciał być ranny, bo pielęgniarki to były morowe panny… Czy to jest właśnie ta edukacja historyczna, która ukształtuje przyszłe pokolenia?

Nie będę się dłużej wymądrzał. Zacytuję tylko znanego pisarza i świadka epoki, Stanisława Cata-Mackiewicza, który tak podsumował w jednej z książek Powstanie Warszawskie. Myślę, że mądrze:

Nie mogę się nawet zastanawiać nad historią Powstania Warszawskiego i wypowiadać na jego temat sądów poza wyrazem podziwu dla bohaterstwa dzieci, które brały w nim udział. W drugiej wojnie światowej Polska w minimalny sposób wpłynęła na bieg wydarzeń i poniosła maksimum strat. Anglia odwrotnie – w sposób maksymalny wpłynęła na bieg wydarzeń i poniosła minimum strat. W tym się wyraża cała różnica pomiędzy doskonałością rządów angielskich a nieudolnością naszych.

Fragment książki „Zielone oczy”

Mechanizm strachu

NASTĘPNY ARTYKUŁ »

Czy patriotyzm się dziedziczy?

Liczba komentarzy 1

  1. szaniec
    03/08/2018

    Brat Cata, Józef Mackiewicz pisał tak:

    „…Na czym więc polegał błąd w rachunku powstańców, który doprowadził do straszliwej katastrofy Warszawy?Nie wiem, czy w ogóle można tu mówić o błędzie w rachunku logicznym. Bo jeżeli można było się spodziewać, że takie stanowisko zajmą Sowiety, niepodobieństwem było przewidzieć bezmiar zaślepionej, zaciętej tępoty Hitlera. Nawet po wszystkich doświadczeniach okupacji, nawet po zetknięciu się z tymi szaleństwami maniaka, który zatracił wszelkie poczucie rzeczywistości, nawet po tym całym krwawym tańcu epileptycznej polityki na ziemiach naszych i nie naszych. Jakkolwiek sytuacja Niemiec była już wtedy beznadziejna, to choćby dlatego, że czepiały się one rozpaczliwie każdej pozostałej jeszcze możliwości, powinny się były uchwycić oburącz okoliczności, że na drodze marszu Armii Czerwonej stawała suwerenna Polska, nie uznawana i znienawidzona przez Sowiety. Że powstała możliwość nowych incydentów i powikłań w obozie sojuszniczym. W każdym razie z punktu interesu niemieckiego nic nie przemawiało za utrzymaniem ogniska powstania na tyłach swego frontu, a wszystko za pozostawieniem go oko w oko z Armią Czerwoną. Nawet gdyby z tego zetknięcia nie miało być chleba… Manewr Rokossowskiego był tak przejrzysty co do swego celu, iż nie mogli go nie spostrzec Niemcy. Rzecz była oczywista, nie podlegająca dyskusji.
    Znam osobiście ludzi o głośnych i patriotycznych nazwiskach, którzy próbowali pośredniczyć w sprawie pozostawienia przez władze niemieckie zbytecznej broni. Pośrednictwo to zostało odrzucone, zarówno przez stronę niemiecką, jak polską. Z jednej strony emocjonalna zaciekłość przeważała nad interesem politycznym, z drugiej obawa przed cieniem nawet „współpracy” przeważała nad obawą i troską o dobro ojczyzny.

    Krew, zalewająca oczy Hitlera, pomieszała mu resztę rozsądku. Wiadomo już dziś, że Warszawa to była jego osobista sprawa, jego „Angelegenheit”. W ten sposób, najmniej oczekiwany i nieprawdopodobny, podobnie jak w r. 1939, odnowił się antypolski pakt sowiecko-niemiecki, nie pisany wprawdzie i nie podpisany, ale niemniej namacalny, a bardziej krwawy…”

    całość tutaj ( przedstawiona jest również atmosfera Warszawy na kilka dni przed Powstaniem) :

    http://www.fronda.pl/a/jozef-mackiewicz-powstanie-warszawskie-z-innej-strony,76244.html

Skomentuj