banner

Na krańcu świata, cz. 33

W pierwszym tygodniu marca byłem na rekolekcjach dla kleryków w seminarium w Karagandzie. Same miasto kryje w sobie wiele interesujących rzeczy. Pierwsze to oczywiście jego historia związana z zesłańcami. Karaganda to „stolica” KARŁAGU – czyli sieci obozów dla wszelkiej maci zesłańców i więźniów politycznych. Dla mnie samego było wielkim odkryciem, że terytorium KARŁAGU było porównywalne z terytorium dzisiejszej Francji. To właśnie na tak rozległym terytorium znajdowała się sieć sowieckich obozów pracy tutaj w rejonie Karagandy. 

Dzisiejsza Karaganda to też nietypowe miasto. Po pierwsze ogromnie rozległe, rozrzucone. Najdziwniej wygląda dzisiejsze „geograficzne centrum miasta”. To puste miejsce. Dziś bez zabudowań, bez domów, jak tutaj mówią – pustyr. Kiedyś były na tym miejscu budynki – i mieszkalne, i administracyjne, sklepy. Z czasem gdy wokół tego pierwotnego centrum zaczęło rozwijać się górnictwo, powstawały nowe kopalnie, to spod owego centrum zaczęto wydobywać węgiel. Gdy teren zaczął się osuwać i pojawiło się zagrożenie dla życia mieszkających tam ludzi – przeniesiono miejskie życie niejako na obrzeża.

Z czasem nawet całkowicie wyburzono dawne budynki owego „pierwotnego centrum” – gdyż były przypadki, że w pozostawionych budynkach zasiedlali się bezdomni i czasami przy zawaleniach starych domów odnajdywano zasypane zwłoki „nowych, nielegalnych lokatorów”. Dziś geograficzne centrum rozległej Karagandy to własnie ów pustyr, a obrzeża to z jednej strony osiedla mieszkaniowe, szereg kopalń węgla kamiennego i centrum administracyjne miasta.

Rekolekcje dla kleryków w Karagandzie to też nowe doświadczenie tutaj w Kazachstanie. Już sama wspólnota seminaryjna jest dziś osobliwa – to trzej Gruzini, trzej Ormianie. czterej obywatele Kazachstanu i Filipińczyk. Dwaj Ormianie, wrócili własnie do seminarium po dwu latach swoistego urlopu akademickiego. Urlop był swoisty, bo chłopaki spędzili go … na wojnie.

Będąc w seminarium dostali wezwanie do wojska, a po wcieleniu do niego i niewielkim przygotowaniu wysłani zostali na wojnę w rejonie Górnego Karabachu. Tam oczywiście też przeżyli swoje, sam nie wiem wiele. Z tego co mi wiadomo – jeden wrócił z przestrzeloną nogą, a drugi uniknął śmierci. Był w wojsku czołgistą. Będąc kiedyś poza czołgiem stracił wszystkich swoich „towarzyszy broni” – czołg został wysadzony w powietrze. Jego koledzy zginęli.

Po powrocie z rekolekcji, jeszcze przed rozpoczęciem parafialnych misji – o czym pozwolę sobie napisać później – mieliśmy miłą uroczystość w parafii. Dwie pary małżeńskie udało się przygotować do sakramentu małżeństwa. Pary miały już swój niemały staż wspólnego życia. Sakrament małżeństwa niektórych z nich był poprzedzony sakramentem chrztu św. Jest jeszcze trzy inne pary, które są w trakcie przygotowania do przyjęcia sakramentów – i chrztu i małżeństwa.

Zdj. tytułowe: Chrzest Gienadija, bezpośrednio przed ślubem z ukochana Leną

Seminarium duchowne w Karagandzie. Mieści się ono w dawnym przedszkolu, wykupionym jeszcze w 90-tych latach.
Odnowiona kaplica seminaryjna
W seminarium jest też niewielkie muzeum poświęcone bł. ks. Władysławowi Bukowińskiemu
Tak własnie dziś wygląda „geograficzne centrum” Karagandy

Ślub państwa Ginców

Żywieniowe mity

NASTĘPNY ARTYKUŁ »

Więc mówi pani, że wszyscy mężczyźni są tacy sami