banner

Na krańcu świata, cz. 34

Przed niespełna tygodniem zakończyliśmy Misje parafialne. Pierwsze misje w oziornowskiej parafii. Były one pomyślane przez nas jako jeden z elementów przygotowujących nas do jubileuszu 25-lecia konsekracji naszego kościoła.

Sam jubileusz będziemy świętować w lipcu w odpustową Uroczystość Matki Bożej Królowej Pokoju. Misje prowadzili moi znajomi redemptoryści, pracujący obecnie w Rosji.

To dobry, duchowo bogaty czas. Oprócz samego Oziornego udało się przy okazji Misji odwiedzić wiekszość naszych dojazdowych punktów.
Tych osiem dni Misji to dla naszych parafian bardzo intensywny i wymagający program. Myślę, że oni pierwszy raz zetknęli się z propozycją codziennego uczestnictwa w nabożeństwach.

Nie wszystko także udało się. Nie udało się nam przeprowadzić nabożeństwa Drogi Krzyżowej po ulicach naszej wioski. Sprawa „się rozbiła” o brak pozwolenia na religijną procesję poza granicami terytorium kościelnego. Sprawa w tym, że aby uzyskać takowe pozwolenie trzeba na miesiąc wcześniej złożyć podanie i odpowiednie dokumenty w administracji województwa. Niestety ja sam nie wiedząc o tych terminach przegapiłem sprawę. Tak więc Droga Krzyżowa była, ale tylko na terytorium przykościelnym.

Krzyż misyjny – też trochę nietypowo – stoi tymczasowo w samym kościele. Czeka „lepszej” pogody. Sprawa w tym, że ziemia jest dziś zamarznięta pewnie do głębokości 2 metrów. Chcemy się więc doczekać ciepła, rozmarznięcia ziemi i tylko wtedy będziemy ustawiać nasz misyjny krzyż. Będzie on stał przy naszej „Jurcie” – to swoisty ołtarz polowy, przypominający swoją formą kazachska jurtę (koczowniczy namiot). W tej naszej „Jurcie” kilka razy w roku, latem jest sprawowana Msza Św.

Radosnym momentem naszych Misji była „Pierwsza Komunia Święta”. Nietypowa – jak wiele innych rzeczy na tzw. misjach. Do tej naszej pierwszej Komunii Św. przystąpiło siedmiu młodych chłopaków. To był taki radosny akord zwieńczający nasze parafialne Misje.

zdj. tytułowe: Msza na rozpoczęcie Misji św.

Wieczorami były spotkania „stanowe”. Tutaj na zdjęciu z „chłopcami”. Spotkania te mieliśmy w kaplicy adoracji – tam są do tego super warunki – Najświętszy Sakrament, ciepło. W samym bowiem kościele jest teraz (w tym roku) chłodnawo. Budynek kościoła z powodu mrozu popękał, więc wiaterek wywiewa ciepłe powietrze.
Początek Drogi Krzyżowej był przy „Jurcie”
Poświęcenie misyjnego krzyża w niedzielę kończącą Misje. Uczestniczył w niej abp Tomasz. Był tutaj proboszczem 9 lat. Pomagał w zakończeniu budowy kościoła.
Jedyne miejsce gdzie udało się umieścić krzyż – pod chórem.
Czwartek był miedzy innymi dniem poświęconym chorym. Odwiedziliśmy 10 chorych w domach i ponad 20 osób przyjęło Sakrament Chorych w kościele. Tutaj na zdjęciu Państwo Chomiczowie. W zimie mieli swój jubileusz 60-lecia wspólnego życia.
Był też dzień poświęcony modlitwie za zmarłych i procesja na cmentarz.
Jedna z dojazdowych wspólnot – Krasnodolsk.
Dzień końcowy. Przyrzeczenie wierności Krzyżowi.
Nasi „Pierwszokomuniści” Pisze się pewnie jakoś inaczej. Proszę mi wybaczyć błędy. Razem z 7 chłopakami są: abp Tomasz, mój poprzednik – ks. Tomasz, jeden z misjonarzy o. Paweł Mroczek, redemptorysta, nasze siostry – Lidia i Tatjana, no i Dobrodziej. „Pierwszokomunistów” polecamy Waszej modlitwie.

Wielbicielki

NASTĘPNY ARTYKUŁ »

Coś się kończy, coś zaczyna…