banner

Dawno temu nad rzeką Białą III, cz. 3

Temczasem królewski bakałarz McElrus opuścił dzyńdzyńskie dobra, by w Lubliniensis stolec arcybakałarza objąć. Cieszyli się ludzie dobrej woli, że nie płatną ani polityczną protekcyją był tam pociągnięty, ale iście benedyktyński trud jego wreszcie był docenion. Ludzie złej woli zaś… A co mnie oni obchodzą!

Zmęczony napływającymi z różnych stron wieściami, wyszedł tedy Śmok na ganek karczmy, co „Dwie Wieże” się zwała. Przemko dbał o gości, więc nie siedział długo przy pustym stole.

Obok niego popędliwi młodzianie zbierać się zaczęli, o klubie „Państewko” jakimś wspominając. Wśród nich rej wodził niejaki Kurwin, powiązany z sołtysem Matejem – obaj bowiem z jednego niewielkiego stronnictwa znani byli. Przysiadał się do nich Zbigniew Smolny, z sekty Współdroga, wraz z łysawym Styczniem. Był także Szczep, syn komesa Józwy, Młody Rozdziawa (ten w gromadzie „Wespół” za dnia kupczykiem był) i wierszokleta Zorzan, który na co dzień gnił w dechami zabitej wiosce, co wielu cieszyło hej!

Śmok przecierał oczy ze zdumienia – a jednak wzrok go nie mylił. Do knujących i prawiących o republikańskich ideałach dosiadł się Kubek Jakubek, właściciel nowej gospody „Pluskwy i Pchły”, którego dzyńdzynianie znali nie tylko z faktu, że zasiadał w radzie komeskiej (przy jednym stole z Zawalidrogą knowając), ale i tego, że przed wyborem na komesowy stolec do stronników Kłonicy się udał i swoje talenta proponował, lecz jako gołowąsa czarną polewką go potraktowano.

Ki czort? – zadziwił się Śmok, bogatszy przecie o powszechną każdemu dzyńdzynianinowi wiedzę, bo nie mógł pojąć, jak przy jednym stole zwolennicy przeciwnych stronnictw siedzieć mogli, kulturalne dysputy wodząc.

Zmierzchało. Ganek przy karczmie pustoszał, jednak do siedzących nad perną humulus Zorzana i Rozdziawy nowy osobnik się dosiadł.

Kto zacz? – zapytał Przemka. – Szaweł Żydowski – odpowiedział karczmarz. – Ten to sprawił, iż podczas Cytriady skaldzi trzy dni grają, jako drzewiej bywało. A i Vackowi Muskatowi drzwi pokazał, po tem jak ten do Pallatium Artis w zwykłym sobie stanie przybył. We „Współdrodze” nawet na pierwszej stronie stało…

– Idzie nowe… – westchnął głośno. – A kogo jeszcze na stolce Rębajło powsadzał?

Młody rycerz przy nim, z pewną ręką, na turniejach strzelniczych laury zdobywa, zwą go Szczepanekh.  Nie znasz jej panie, ale rzeknę ci, że także  białowłosej młodej Kiempie pieczę nad termami powierzył. Witowy poprzednik jej, Szlam, wiele rzeczy tam pono popsował, aż dziw, że do lochu za te przewiny nie trafił. Takom słyszał.

No kończ waszeć, pora karczmę zawierać – rzekł Przemko, ostatnie wysuszone szklanice ze stołu zabierając.

Podźwignął się Śmok, w stronę swej chałupy podążając. Nieświadom jeszcze, że znane mu ongiś sojusze stare, a popróchniałe drwa jeno przypominały.

Ślusarz

NASTĘPNY ARTYKUŁ »

Czy IPN wznowi ekshumacje na uroczysku Baran w Kąkolewnicy?

Skomentuj