Dawno temu nad rzeką Białą III, cz. 5 - RadzyńINFORadzyńINFO
banner

Dawno temu nad rzeką Białą III, cz. 5

Wielu dzyńdzynian odetchnęło z ulgą, przeglądając ostatni numer „Współdrogi”. „Jak to dobrze, że Kubek Jakubek już w szkołach nie uczy, bo tak niskie noty by stawiał, że pacholęta na słynne kompleta do rytownika Titusa Młodego albo Van Kulpy chodzić by musiały” -pomyśleli.

Zaiste srogą cenzurkę Jakubek z Zawalidrogą i pono jeszcze z jedną, acz surową białogłową za dwa lata rządów komesowi Rębajle wystawili. Oszczędzili jedno Młodą Kiempę i jej termy.Na stronicy obok same jakieś znaki zapytania na świadectwie stały. Z tekstu wynikało, iż Młody Oberek nobliwym milczeniem osobliwy respons wścibskim uczynił.

 Młody Rozdziawa skupił się jeno na pięknie przywołanym słówko: „stronnik”, od razu narodową epopeję sobie przypominając:

Między szlachtą był jeden wielki paliwoda,

Kłótnik, Jacek Soplica, zwany <<Wojewoda>>

Przez żart; w istocie wiele znaczył w województwie,

Bo rodzinę Sopliców miał jakby w dowództwie

I trzystu ich kreskami rządził wedle woli,

Choć sam nic nie posiadał prócz kawałka roli,

Szabli, i wielkich wąsów od ucha do ucha.

Owoż pan Stolnik nieraz wzywał tego zucha

I ugaszczał w pałacu, zwłaszcza w czas sejmików,

Popularny dla jego krewnych i stronników.

***

W tej samej „Współdrodze”, choć parę niedziel nazad, próżne żale Sława wylewał, lecz na jego jeremiady dzyńdzyński ludek głuchy pozostawał, a i w samych Czeremchach włościanie raczej do Williji chałupy oporządzali.

***

Znużony Śmok wkroczył w przytulne progi ‚Dwóch wież”. Powitał go zawadiacki uśmiech Przemka, który piękny puchar grzańca przed spragnionym postawił. Już miał podnieść do ust wyschniętych ów nektar, gdy przy stoliku obok komesa Józwę, McElrusa, Zorzana, Kurwina oraz Skrajnego Prawicę,  którzy co i rusz tęgim śmiechem się zanosili, ucieszne krotochwile sobie przepowiadając. Nadstawił ucha i choć po przednim napitku sen zaczął się go imać, taką oto klechdę usłyszał:

Droga Rębajły na komesowski stolec była długa, kręta i wyboista. Rębajło jako komes dzyńdzyńskiego podgrodzia związał się sektą Bula. Jego kamrat, pewien Madziar słał talary i tak rosła fama gospodarza podgrodzia. Zapragnął wtenczas Rębajło zostać komesem Dzyńdzynia. Bul lubił zapuszczać się w głębokie bory w pogoni za turem czy żbikiem. Czy towarzyszyli mu Madziar i Rębajło, kroniki milczą. Złośliwi twierdzą, że Rębajło wolał sadzić bory niż uganiać się za zwierzyną. Nie jest jasne, co spowodowało, iż Rębajło postanowił przenieść się z podgrodzia i zostać komesem Dzyńdzynia. Obietnicami pozyskał znakomitych rycerzy komesa Józwy. W jego obozie znaleźli się stronnicy niejakiego Padalca z Podrzecza, a wśród nich Chycbor, Pierwszomajowy i Saba. Nie wiadomo, czy nie byli to szpiedzy Wita.

W decydującym starciu hufce Wita rozbiły w proch rycerstwo Rębajły i Józwy, skłóconych ze sobą. Ciężko ranny Rębajło został giermkiem niejakiego Kaługi. Przystąpił też do sekty Poksiuta Nijakiego. Jego wysłannikiem na ziemi dzyńdzyńskiej był Padalec, z którym Rębajło znali się jak łyse woły. Ambicje Rębajły sięgały jednak Rady Monarszej. Kiedy Padalec chciał zrobić z Rębajły mięso armatnie, ten wymówił mu posłuszeństwo. W tej sytuacji pomocną dłoń wyciągnął mu gnom Kaczan. Jak to się stało, kroniki milczą. Szeptacze powiadają, że stał za tym niejaki Michałko z Koziego Grodu.

Rębajło w Radzie Monarszej oddał się pod opiekę wielmoży z grodu Kraka, Zbyszka. Ów feudał w jego towarzystwie spacerował ulicami Dzyńdzynia. Wspólnie też dokonali rokoszu przeciw gnomowi Kaczanowi. Rębajło, widząc przegraną rokoszan, jako syn marnotrawny prosił w uniżeniu Kaczana o przebaczenie. Ten nie tylko wybaczył, ale i wydał biblijne przyjęcie, obiecując kandydowanie w przyszłości na stolec komesa Dzyńdzynia. Nie podobało się to władcy dzyńdzyńskiego rodu, wielce zasłużonemu dla sekty gnoma Kaczana, niejakiemu Andrusowi. Andrus, a wcześniej jego brat, służyli wiernie sekcie Kaczana. Nie podzielali radości swego wodza i nie chcieli w swych szeregach zdrajcy Rębajły. Ostatecznie ponowne pasowanie Rębajły odbyło się w grodzie hetmańskim. Rębajło mimo trzykrotnej klęski w starciach z hufcami Wita nigdy się nie pozbył się myśli zasiadania na stolcu komesa Dzyńdzynia.

Śmok nie dosłyszał ostatnich zdań snutej opowieści, w sen zapadając. A był to sen ciężki, twardy, nieprzespany…

Latarnik z Chicago

NASTĘPNY ARTYKUŁ »

Felieton (przed)świąteczny

Skomentuj