banner

Nadziejnie w Nowy Rok

Po szampańskiej relaksacji nastał moment, w którym czas zacząć wcielać w życie nasze noworoczne postanowienia. Jak do tego podejść? I czy to w ogóle ma sens?

Nam, Polakom, często brakuje pogody ducha. Jesteśmy nieraz tacy zazdrośnie zdziwieni, gdy ktoś ma „przesadnie” dobry humor idąc ulicą. Lubimy się martwić, ale to jednak męczące. Dlatego instynktownie szukamy okazji, żeby móc jeszcze raz uwierzyć w moc pozytywnego myślenia.

Bo tak, to sobie życzymy nawzajem. Życzymy sobie i na Boże Narodzenie, i gdy wystrzeliwują korki od szampanów. Ale przecież można życzyć na głos wszystkiego co najlepsze ze zgryźliwością tetryka w sercu.

Jest jednak taki moment, w którym robimy postanowienia. Jakoś tak się utarło, że optymistyczne wzmożenie woli w narodzie przypada w Nowy Rok, Jest to taki symboliczny początek, kiedy na chwilę przestajemy być fatalistami.

Staramy się zrobić taki mały, prywatny rachunek sumienia i mocne postanowienie poprawy. A potem – pokuta. Bo przecież dieta to cierpienie, tak jak skończenie z nałogiem… W gruncie rzeczy, w imię pozytywnego myślenia deklarujemy się podejmować wysiłek ascetyczny.

Gdybyśmy sobie uświadomili, co to oznacza! Mówiąc krótko – lekko nie będzie. Pamiętajmy więc o słowach pewnego rabbi, który twierdził, że jest Synem Bożym:

Ty zaś, gdy pościsz, namaść sobie głowę i umyj twarz.

Życzę więc sobie i Czytelnikom, wszystkim, by nie zabrakło nam pogody ducha w codziennej pracy nad sobą. A wtedy może zrobi nam się w końcu nie beznadziejnie, tylko tak jakoś na odwrót. Do siego roku!

Święta, Święta…

NASTĘPNY ARTYKUŁ »

Niekonwencjonalność

Skomentuj