banner

Jak nauczycielka z Turowa esbeków w pole wyprowadziła

Pomimo bajkowego tytułu, ta opowieść nie jest bajką. Ale morał niesie iście bajkowy.

W kwietniu 1953 r. radzyńska ubecja rozpoczęła akcję inwigilacji dawnych działaczy mikołajczykowskiego PSL pod kryptonimem „Rozbijacze”. W gronie inwigilowanych osób znalazła się Irena Golec – przed wojną przewodnicząca powiatowego zarządu Centralnego Związku Młodzieży Wiejskiej „Siew”, w okresie okupacji niemieckiej żołnierz Batalionów Chłopskich, komendantka Ludowego Związku Kobiet na powiat radzyński (ps. „Irka”, „Kosa”), na którym to stanowisku dosłużyła się stopnia kapitana. Po wojnie włączyła się w działalność antykomunistycznego Polskiego Stronnictwa Ludowego (mikołajczykowskiego) organizując jego koło w Turowie. Weszła też w skład Zarządu Powiatowego PSL, gdzie piastowała funkcję zastępcy sekretarza aż do rozbicia PSL przez komunistów.

W 1950 r. objęła funkcję kierownika Szkoły Podstawowej w Turowie. Jednocześnie prowadziła aktywną działalność społeczną i polityczną wchodząc do koncesjonowanego Zjednoczonego Stronnictwa Ludowego. Jednakże, ze względu na przedwojenną i okupacyjną działalność oraz zachowywanie kontaktów z innymi działaczami dawnego PSL, cały czas pozostawała jednak w kręgu zainteresowania komunistycznej policji politycznej.

Akcja nabrała rozpędu w lecie 1957 r., gdy „opiekę” nad Ireną Golec przejął ppor. Kazimierz Mikołajczuk , oficer operacyjny Wydziału III SB, tropiącego nieprawomyślne przekonania polityczne, funkcjonującego już wówczas w ramach Komendy Wojewódzkiej MO w Lublinie. Ten sam, który pięć lat później doprowadzi do rozpracowania, a pośrednio zamordowania Józefa Franczaka „Lalusia”, uznawanego za ostatniego żołnierza wyklętego w Polsce. To właśnie Mikołajczuk podjął pierwsze bezpośrednie kontakty z nauczycielką. Kolejnymi krokami esbeka był wywiad środowiskowy przeprowadzony głównie wśród osób, które już wcześniej dostarczały informacji o Irenie Golec poprzednio jej inwigilującemu. Utwierdziły one oficera SB w przekonaniu, że jego cel „nie posiada wad cielesnych, natomiast jest to osoba bardzo spostrzegawcza, wymowna, rozwinięta intelektualnie dobrze”. To z kolei przekonywało, że „odpowiada w zupełności wymogom operacyjnym jako kandydat do werbunku” na tajnego współpracownika bezpieki.

Podstawą werbunku miała być „zasada lojalności”, którą esbek uzasadniał oddaniem społecznym, odpowiedzialną pracą nauczyciela i zaangażowaniem kandydatki w działalność organizacji związanych z reżimem komunistycznym. Werbunek miał przeprowadzić osobiście. Chciał zaprosić Iren Golec do mieszkania prywatnego jednego z radzyńskich esbeków i tam zaproponować jej współpracę oraz przeszkolić w zakresie zbierania informacji, zachowania w obecności osób, na których miała donosić, miejscach kolejnych spotkań oraz pouczyć o zachowaniu tajemnicy .

16 grudnia 1957 r. otrzymał zgodę na werbunek, lecz u kandydatki. Rozmowa werbunkowa odbyła się 7 maja 1958 r. w szkole w Turowie. Przeprowadzili ją ppor. Kazimierz Mikołajczuk oraz Ryszard Trąbka, starszy oficer operacyjny, a przy tym sekretarz organizacji partyjnej przy Wydziale III KW MO w Lublinie. Spotkanie mocno rozczarowało esbeków. Irena Golec nie dała się podejść. Odpowiadała na pytania chętnie, ale ogólnikowo, zaprzeczając jakoby w radzyńskiej strukturze ZSL dało się zaobserwować działalność jakichkolwiek wrogich elementów prawicowych. Przekonywała, że, owszem, obracała się kiedyś w środowisku ludzi, którzy, tak jak ona sama zbłądzili politycznie, ale obecnie, zarówno ona, jak i jej byli koledzy z BCh i PSL oddani są Polsce Ludowej. Przekonywała, że, mimo szczerej chęci pomocy nie jest jej w stanie udzielić, bo nie zna ludzi o prawicowych przekonaniach i się z nimi nie spotyka. Ponadto poważnie poddawała w wątpliwość czy w ogóle „tacy ludzie mogą zamieszkiwać na terenie powiatu radzyńskiego”, gdyż „ona takowych nie widzi i nie wierzy, żeby byli takowi ludzie, którym by obecna sytuacja polityczna w kraju nie odpowiadała”. Kpina musiała mocno zirytować esbeków, którzy w tym momencie zorientowali się, że nie posiadając żadnych materiałów obciążających niedoszłą informatorkę zmuszeni są wyjechać z Turowa z niczym. Co więcej, stwierdzali, że niezasadne są jakiekolwiek dalsze kontakty z Ireną Golec, chyba że po zebraniu materiałów kompromitujących.

Historia nieskutecznego werbunku Ireny Golec jest tyleż ciekawa co pouczająca. Sposób, w jaki nauczycielka wymanewrowała doświadczonych lubelskich esbeków, pokazuje, że człowiek, którego nie było czym szantażować, bez problemów mógł oprzeć się komunistycznej bezpiece.

 

Dariusz Magier

archiwozof

Na krańcu świata, cz. 18

NASTĘPNY ARTYKUŁ »

Czarne protesty hipokryzji

Skomentuj