banner

O spotkaniu „Miller”-Fischer

Kolejna część wspomnień Wacława Pawliny. Dzisiaj o fali aresztowań radzyńskich działaczy AK, i o tym, co zrobiło z tym dowództwo.

Jest to kontynuacja wątku z poprzedniej części wspomnień. Radzimy zapoznać się z nią przed dalszą lekturą.

***

Musimy powrócić do Kazika Bąka. Kiedy on został przeskarżony, Niemcy czekali na niego rano przed Arbeitsamtem (niem. Urząd Pracy). Otoczyli go, zaczął uciekać, ale nie zdążył – nie był na to przygotowany. Rzecz w tym, że miał przy sobie listę Polaków, których miał ostrzec przed wywózką na roboty. Niemcy tę listę znaleźli.

Jego zabrali, a potem jeździli pod te nazwiska i aresztowali po kolei. Tak się złożyło, że wielu z tych ludzi to byli partyzanci, akowcy. Tego było już za wiele i zrobił się ferment. Dowództwo AK, mając swoje wtyczki, zaproponowało spotkanie z szefem Gestapo.

Tak też się stało. Kapitan Fischer przyjechał samochodem do lasu, z obstawą ludzi z trupimi główkami na czapkach. Dwa samochody ciężarowe tego siedziało. Człowiek z AK zatrzymał ich. Tam, gdzie się zatrzymali, z jednej strony chłopcy leżeli z karabinami maszynowymi w okopie, a z drugiej tak po wierzchołkach drzew. Puścili serię ostrzegawczą z jednej, z drugiej strony. Chcieli pokazać swoją siłę ognia.

Wyszedł pan „Miller”, czyli Konstanty Witkowski. Wynieśli stół na drogę i dwa krzesła. „Miller” poprosił Fischera, żeby ten wysiadł z wozu i usiadł. Tak zasiedli naprzeciw siebie dwa dowódcy i zaczęły się pertraktacje.

Zakończyły się one wypuszczeniem wszystkich zaaresztowanych chłopców, którzy wrócili do partyzantki. Jakie były ustalenia – tego nikt nie wie. Nawet zastępcy nie wiedzieli. Tylko obaj dowódcy załatwili to między sobą.

Jest to nierozwikłana do dzisiaj tajemnica. Po zakończeniu wojny UB aresztowało AK-owców, w tym i „Millera”. Cztery lata był więziony w Lublinie. Oskarżano ich o to, że współpracowali z Niemcami. Oni się do niczego nie przyznawali, bo to nie była współpraca, tylko jakiś układ w konkretnej sprawie.

Nawet chłopców, którzy po trzech latach wracali z Syberii, zamykali jeszcze na rok na Zamku i czekali, aż się przyznają. Nikt nic nie widział o szczegółach tego spotkania. Każdy dowódca ma swoją tajemnicę.

Chłopcy po tułaczkach syberyjskich i ubeckich więzieniach szybko poumierali. Podobnie było z samym Witkowskim. Cztery lata siedział na UB, wrócił do domu i za pół roku zmarł.

Pańszczyzna

NASTĘPNY ARTYKUŁ »

Wspomnienia radzyniaka

Skomentuj