banner

POŁUDNIOWE PODLASIE-WSCHODNIE MAZOWSZE-PÓŁNOCNA SYCYLIA, PART 2

Salutamu! Aleśmy się napracowali! To znaczy napracował się mój Consigliere i reszta chłopaków – no ale 183 wejścia na stronę to nie w kij dmuchał. Wszystkim ludziom honoru pracującym na ten piękny wynik z serca – grazie mille!

Niestety pojawiły się też nieprzewidziane i – co gorsza – niekonsultowane z Rodziną komentarze. Ponieważ niegrzecznym byłoby pozostawić niewyrównane rachunki, pozwólcie kochani moi zająć się tym na końcu niniejszego tekstu (oczywiście pracujemy nad tym aby następne komentarze miały już prawidłowy wydźwięk).

A teraz ad rem.

Jak pamiętacie zakończyłem ostatnią wypowiedź iście sycylijskim żarcikiem o rozciągliwości Południowo-Wschodnio-Zachodnio-Północnego Podlasia (przypominam – nie mówimy tu o tzw. Podlasiu właściwym, białostockim). Ta rozciągliwość – jakkolwiek do Palermo  nasze niedodefiniowane Podlasie  jeszcze (niestety!) nie sięga ma swój wymierny, negatywnie wymierny skutek. Dzięki niej bowiem zamazuje się coś nader ważnego – odrębność, historyczna i kulturowa tożsamość regionu.

Jak mi suflują przyjaciele przyjaciół – administracyjnie region ten wyodrębnił się w czasach Księstwa Warszawskiego – jako departament siedlecki, funkcjonujący od 1810 do 1815 r. Potem, w różnorakich okolicznościach polityczno-administracyjnych, dla mniej lub bardziej zmienianych terenów pierwotnego departamentu rezerwowano nomenklaturę „podlaską” lub „siedlecką”.

Mój przyjaciel (ten, który owymi sprawami się zajmuje) jeszcze przed kilkunastoma laty, aby unikać problemów nazewniczych, proponował nazwę „pogranicze mazowiecko-małopolsko-podlaskie”. Ale w efekcie mojej delikatnej perswazji zgodził się, że termin ów jest dość rozwlekły, nie oddaje też istoty rzeczy. Drugą propozycją nazewniczą owego przyjaciela było często przez niego używane określenie „region siedlecki”. Jednak – o ile dla wieku XIX gdzie dla czasów departamentu siedleckiego, województwa podlaskiego, guberni podlaskiej i siedleckiej można z powodzeniem używać tego określenia zamiennie z nazwą jednostki administracyjnej – to już dla większej części wieku XX jest to niewykonalne. Dochodzi tutaj jeszcze jedna nader istotna kwestia. Miejscowe partykularyzmy, sympatie i antypatie powodują, że lokalni i regionalni badacze owego określenia nie akceptowali i nie zaakceptowaliby, nie stałoby się określeniem uniwersalnym. Sami wiecie jak to jest (ale gdyby ktoś się na „partykularyzmy” obruszał, to już to wycofuję i szczerze zapewniam – na Podlasiu wszyscy, że tak powiem, się miłują – Radzyń miłuje Łuków, Węgrów miłuje Sokołów, itd., wszyscy razem miłują Siedlce i vice versa).

Nietrudno jednak zauważyć, że dla terenów ograniczonych Bugiem, Liwcem, Wieprzem  nazwa „Podlasie” (bez dodatkowych uściśleń kierunkowych), już utrwaliła się (głównie poprzez literaturę). Dodatkowo – dzięki podziałowi administracyjnemu jeszcze z czasów Województwa Podlaskiego i Guberni Podlaskiej w latach 1815-1837 i 1837-1844, wiele miejscowości otrzymało przydomek „Podlaski”. Jak zatem wybrnąć z owego historyczno-kulturowego galimatiasu, jak nazwać i określić ów region? O tym – za tydzień (albo za dwa).

A na razie – Aliwederczi

PS. 1. W kwestii technicznej. OCh. lubi niezobowiązującą formę wypowiedzi. Lecz – jak się domyślacie – nie zawsze jest to możliwe. Bywają sprawy, o których nie da się (lub nie można) pisać z uśmiechem na ustach. W takich wypadkach przekażę pióro mojemu przyjacielowi, temu który udziela mi tu gościny; jego inicjały brzmią „A.R.” (wiecie o kogo chodzi) i tak będzie się pod swoimi tekstami podpisywał.

PS. 2. W związku z wczorajszym świętem. Wszystkim Kochanym Bambini – życzenia niekończących się radości! Bez Was nie byłoby instytucji OCh-ów i w efekcie – tej rubryczki.

PS. 3. Vendetta della mafia. Ecco, w sprawie komentarza numero uno do poprzedniego tekstu OCh-a, miałbym dla miłego komentatora drobną propozycję, una piccola proposta. W sumie – nie jest źle, więcej powiem – jest prawie bene. Ale nie ustrzegł się Pan drobnego potknięcia. Chodzi o melodię języka. Wypowiedź ową zaczyna słowo „nic”. Nie brzmi to dobrze. Zdanie traci dźwięk i barwę. A gdyby wstawił Pan zamiast „nic” słowo „dobrze” a jeszcze lepiej: „wspaniale”? I dalej: kosmetyczna zaledwie zamiana spójnika z „ale” przeciwstawnego (nie chcecie chyba Signore przeciwstawiać się Ojcu Chrzestnemu?)  na łączne „i”: „Dobrze/wspaniale powiedział i zgrabnie”. Na końcu może być wykrzyknik. Zmiany minimalne – a od razu słowa zaczynają grać jak nutki w tarantelli. I już słyszę muzykę w tej frazie! Naprawdę lepiej to brzmi i wygląda. Proszę to przemyśleć. Ale na spokojnie, bez nerwów, naprawdę szanuję pańską odwagę. My na Sycylii bardzo cenimy śmiałych ludzi.

Komentarz nr 2 – Don Dario jestem Waszym dłużnikiem.

 

Prowincja kultury. Odcinek 2: Po i przed

NASTĘPNY ARTYKUŁ »

GROT – co się naprawdę wydarzyło

komentarze 2

  1. Zbigniew Smółko
    03/06/2015

    Przychodzę w przyjaźni. Zapraszam na kawę. Nazywam Cię Ojcem Chrzestnym. NIe boję się być dłużnikiem…

  2. Marcin Kusyk
    09/06/2015

    Pozdrowienia dla kolegi ze studiów. Bośmy razem historię studiowali, może Don Arturo jeszcze pamięta?

Skomentuj