banner

Porażka argumentów

Wszystko zostało już na ten temat powiedziane i wykrzyczane. Były wiece, małe protesty, ciche błagania i głośne sprzeciwy. Mimo wszystko ludobójstwo trwa nadal. W białych rękawiczkach, w świetle prawa, z poparciem społecznym i medialnym. Interes się kręci, ludzie cierpią, diabeł się cieszy.

Istnienie za sprawą czynu przestępczego obcego człowieka uprawnia do bycia ofiarą legalnego systemu prawnego. Podobnie dzieje się w przypadku istnienia z wadą genetyczną, która, według ludzi, pozbawia szczęścia. Istnienie w sytuacji braku środków materialnych kończy się nieodwołalnym wyrokiem śmierci, tak samo jak w sytuacji posiadania przez najbliższą osobę wyłącznego prawa do ciała.

W sytuacji ciągłego publicznego przepraszania za zbrodnię holokaustu, również w naszym społeczeństwie dokonuje się tych zbrodni. Pytanie pozostaje jedno: Czy kiedyś chociaż jedna osoba na świecie winna temu procederowi przeprosi?

A jest za co. Szacuje się, że od 1980 roku dokonano grubo ponad miliard tego typu zbrodni. W samych Stanach Zjednoczonych Ameryki, czyli kraju ogromnych możliwości i finansów, dziennie ginie ponad 3000 istnień, przeprowadza się około miliona zbrodniczych czynów rocznie, z czego około 86% ze względu „na wygodę”. Ponadto wiele z kobiet decydujących o tym kroku deklaruje się jako katoliczki. A jak sprawa przedstawia się w naszym kraju? W 2013 roku dokonano 744 zbrodnicze zabiegi. Ogromna większość z nich została wykonana po uzyskaniu wyniku badań prenatalnych, które wskazywały na PRAWDOPODOBIEŃSTWO upośledzenia lub nieuleczalnej choroby. Trzy istnienia zostały zabite za zbrodnię gwałtu. Nietrudno znaleźć te dane w internetowej przestrzeni. To tylko dane oficjalne. Doliczyć do nich należy nieznane ogółowi liczby, które mogą wyglądać jeszcze bardziej przerażająco.

Kto jest winny tej niekończącej się tragedii? Są ludzie, którzy zaślepieni krzyczą impulsywnie: „taką, co zabiła swoje dziecko, tylko powiesić” lub „kara śmierci dla lekarzy z krwią niewinnych dzieci na rękach”. To najbardziej jaskrawe przykłady oskarżeń kierowanych do ludzi, którzy bezpośrednio związani są z tymi zbrodniami. W przypadku lekarzy zarzuty te są słuszne, bo nie mam wątpliwości, że najważniejszym czynnikiem motywującym jest dla nich mamona i należy ich pociągać do odpowiedzialności karnej za tego typu czyny. Pytanie, czy kobieta/dziewczyna udająca się do kliniki w takim celu jest winna? Jestem przekonany, że w przypadku znacznej większości z nich są wątpliwości. I w takich sytuacjach większą winę zaciągają środowiska, które ułatwiły jej podjęcie tej decyzji, co oczywiście nie zwalnia od odpowiedzialności jej samej.

A w szerszym kontekście? Przyjrzyjmy się sobie. Wiele osób mówi, że sprawa ich nie dotyczy, nikogo nie namówili do takiego czynu, sami go nie popełnili, nie znają nawet nikogo, kto tego dokonał. Samorozgrzeszenia w pełni udzielane są obficie. Nikt nie zauważył tego, że szerzył epitety wobec samotnej panny z widocznym brzuchem. Oczywiście nie oznacza to, że osoby te wskazują jednocześnie palcem drogę do najbliższej kliniki „załatwiającej takie problemy”. Tacy ludzie, często wzorowi obywatele – faryzeusze, stworzyli jednak kontekst społeczny, który stygmatyzuje i spycha na margines dziewczyny, które tego błędu się nie ustrzegły. A jeśli odwróci się od nich rodzina, facet każe iść precz i zostają one same… Czy nie powstanie w głowie myśl, że bez „tego problemu” byłoby inaczej? To oczywiście tylko dywagacje, co się stanie, gdyby…

Innym przykładem, który pokazuje, że współwinnym tych zbrodni są całe społeczeństwa, jest postawa ludzi podczas zbiórki podpisów pod obywatelskim projektem ustawy zabraniającej tego procederu. Nie ma chyba katolika, który nie wie, że jest to zło. Gdy przychodzi jednak do sytuacji, kiedy trzeba to zamanifestować, a najprostszym tego sposobem jest złożenie podpisu pod powyższym projektem, ludzie znajdują wiele sposobów, aby tego nie zrobić. Zapominamy długopisu, zapominamy peselu, a dowodu osobistego nie nosimy ze sobą, stwierdzamy, że kolejka do listy jest zbyt długa…

W mojej parafii, którą uważam za przeciętną polską parafię, wynik akcji był mniej niż mizerny, nieco powyżej dwustu podpisów na około 10 tysięcy parafian. Kilka tysięcy osób znalazło wymówkę lub świadomie podjęło decyzję, żeby tego zła nie zatrzymywać, ponieważ w telewizji usłyszeli tyle „słusznych powodów”. Wiele z tych osób idzie później świadomie przystąpić do Komunii świętej ciągnąc za sobą kotwicę zaniedbania.

I skoro podjąłem już kontekst duchowy tego zła, trzeba powiedzieć, że jako wierzący katolicy nie zrobiliśmy wszystkiego. Pomijając zbiórki podpisów, protesty, kulturalne potyczki słowne na argumenty musimy uświadomić sobie jedno: czy modliliśmy się o zatrzymanie tych zbrodni? Moc modlitwy jest ogromna. Święty Jan Vianney, proboszcz z Ars, powiedział, że „Jedno tylko Zdrowaś Maryjo dobrze powiedziane wstrząsa całym piekłem”. Tylko tyle.

Zadajmy sobie pytanie, czy wstrząsamy tym piekłem, czy tylko łaskoczemy diabła, doprowadzając go do śmiechu? Czy zdajemy sobie też sprawę, że w niebie są miliony dusz dzieci, które przeszły chrzest krwi i krótka modlitwa również do nich może wiele zmienić?

Zaprzestańmy słownych dyskusji, które nigdzie nas nie zaprowadzą. Robiąc to, zapominamy, że nie jest to walka na słowa. Jest to WOJNA NA ŚMIERĆ I ŻYCIE.

Tekst, korekta, grafika: kierunki.info.pl

Dawno temu nad rzeką Białą, cz. 27

NASTĘPNY ARTYKUŁ »

Degustacja

Skomentuj