banner

Powrót taty

Znacie ten obraz: facet, ojciec rodziny powróciwszy po pracy do domu siedzi przed telewizorem z piwem w ręku. Ja tak właściwie… to nie znam.

Tak, oczywiście, widziałam go we wszystkich możliwych wariantach graficznych i scenograficznych z Królewną Śnieżką po ślubie włącznie. Ale nie pamiętam, żebym osobiście była świadkiem takiej sytuacji.

Mój ojciec był nauczycielem i po pracy siedział w pokoju przy stole, sprawdzając klasówki. Porozkładane na całym niemal stole kartki i herbata – był to cały rytuał i wspominam go z sentymentem.
Mój mąż zaraz od wejścia zostaje natomiast obwieszony przez moje dzieci, które witają go wylewnie i starają się w ciągu pierwszych 15 sekund od jego wejścia szczegółowo zrelacjonować ostatnie kilka godzin. Nie widziałam ani jego, ani żadnego z naszych znajomych archetypicznie zalegających z piwem na kanapie, chociaż kanapa ma swoją siłę przyciągania.

Przyciąga jednak także dzieci, które obsiadają znanych mi ojców domagając się czytania książek, przytulania, wspólnego tarzania się, łaskotania, zdejmowania niewidzialnych potworków z zasłon, wspólnego chowania się przed owymi potworkami pod kocem, podania wody, pomocy w skorzystaniu z toalety – w zależności od okazji. Są to oczywiście rzeczy, w których ABSOLUTNIE mama nie może wyręczyć taty, który zaraz po wejściu do domu okazuje się kimś CAŁKOWICIE niezastąpionym.

Wierzę, że ojcowie wpisujący się w stereotyp istnieją. Ale wiem też, że dużo tracą. Chociaż zapewne – w przeciwieństwie do tych pozostałych – swobodnie mogą dojść do słowa, stojąc w drzwiach swojego domu.

Pociecha

NASTĘPNY ARTYKUŁ »

O ogrodzeniu w radzyńskim parku

Skomentuj