Prawo to absurd - RadzyńINFORadzyńINFO
banner

Prawo to absurd

Jeszcze zanim zacząłem już słyszę tę lawinę protestów, wrzasków i całej reszty reakcji zaprawionych emocjami. Bo tak zostaliśmy ukształtowani – aby reagować odruchowo i emocjonalnie, zwłaszcza na tematy „tego typu”.

Weź głęboki oddech, Czytelniku i postaraj się mnie wysłuchać do końca. Aby móc coś ocenić i wydać werdykt, uczciwy i wartościowy, najpierw musisz poznać przedmiot „osądzany”. Z wielu stron i na wiele sposobów. Nie wystarczy rzucić okiem na samochód aby stwierdzić czy jest sprawny i wart swej ceny, czy też nie. Trzeba zajrzeć pod maskę, spojrzeć na silnik, najlepiej zajrzeć do jego wnętrza, obejrzeć układy, przewody i wszystkie przekładnie, sprawdzić każdy element. Uruchomić, przejechać się kawałek aby sprawdzić stan oraz zachowanie pojazdu na drodze. Wszystko to jest racjonalne, prawda? Podobnie jest jak chcesz sobie kupić urządzenie elektryczne – najpierw czytasz, szukasz informacji, sprawdzasz i weryfikujesz. Jeśli sprzęt jest używany robisz się jeszcze bardziej drobiazgowy i podejrzliwy, przyglądasz mu się jeszcze dokładniej i zwracasz uwagę na jeszcze większą ilość szczegółów.

Dlaczego więc w przypadku pewnych tematów kompletnie wypierasz jakiekolwiek informacje i wydajesz werdykt zanim cokolwiek poznasz? Skąd taka reakcja? Dlaczego w jednym aspekcie potrafisz być bardzo logiczny, a w drugim emocje kompletnie zaślepiają Ci rozum i przestajesz myśleć?

Przechodzę więc do właściwego tematu.

Prawo. Wielu myśli, że prawo to rzecz niezbędna, że bez prawa byłby chaos i bałagan. Jak się w sumie popatrzy na ten rzekomy „porządek” obecnie nas otaczający, to można mieć poważne wątpliwości co do tego, czy prawo wprowadza jakikolwiek porządek. Ale wybiegam myślą do przodu.

Prawo stanowione ma być wyrazem Prawa Naturalnego, zwanego czasem Prawem Boskim. Bo, że świat natury rządzi się swoimi prawami każdy wie i nie trzeba nikogo do tego przekonywać. To, że większość z nas nie zna wszystkich Praw Natury i nie rozumie ich roli oraz działania jakoś nie przeszkadza temu Prawu w działaniu. Bo ludzie, jako część świata, także temu Prawu Naturalnemu podlegają. Aby móc lepiej owe Prawa zrozumieć, człowiek zaczął tworzyć prawo pisane, mające być „werbalizacją” owego Prawa Boskiego. Takie są korzenie narodzin prawa jako takiego.

W tak zwanym międzyczasie to prawo stanowione przestało jednak spełniać swój cel. Stało się narzędziem kontroli i przymusu, zamiast być pomocą i wskazówką mającą pomóc człowiekowi znaleźć właściwy kierunek w życiu. Bo, że każdy ma „swój” kierunek to wiemy wszyscy – mniej lub bardziej jesteśmy tego świadomi. Niektórzy nazywają to „przeznaczeniem”. Słowo jak słowo. Jak rozumie się jakie zjawisko opisuje, to przestaje mieć znaczenie jakiego słowa się użyje. Ale przy komunikacji z drugą osobą przydatne jest używanie właściwych i najlepiej dopasowanych słów, aby nie było bałaganu.

Prawo pisane, które wyrażałoby Prawo Naturalne, jest redundancją. To takie zbędne powtórzenie treści, coś w stylu „miesiąc lipiec”. Wiadomo, że lipiec to miesiąc, więc po co słowo „miesiąc”? Chyba, że mamy na myśli osobę o nazwisku Lipiec, wtedy należy to zaznaczyć, naturalnie.

Prawo stanowione będące idealnym odbiciem Prawa Naturalnego byłoby redundancją. Bo Prawa Naturalne są nam dostępne, możemy je poznać, odkryć, zbadać i zrozumieć, a wraz ze zrozumieniem dopasować swe działania do niego. Lub nie. Tak czy inaczej konsekwencjom trzeba będzie stawić czoła.

Prawo stanowione w obecnej postaci jest zbytkiem kompletnym, absurdem. Właściwie nie służy niczemu dobremu. To narzędzie kontroli. „Prawo mówi”, że przez jezdnię należy przechodzić na pasach. Ale wielu z nas korzysta z pasów tylko wtedy, kiedy widzi, że to faktycznie konieczne, bo przykładowo ruch jest bardzo natężony. Ale w wielu sytuacjach, w których nie jest to potrzebne, przechodzimy tam gdzie aktualnie jesteśmy. Bo każdy ma swój rozum i z niego – przynajmniej w teorii – korzysta. Każdy z nas więc może ocenić czy w tej sytuacji powinien skorzystać z pasów czy może sobie pozwolić na przejście przez drogę w miejscu, w którym jest. Tymczasem wielu „mundurowych” zostało tak wytresowanych…. Przepraszam za wyrażenie, „wyszkolonych”, że niezależnie od wszystkiego ma być tak, jak „prawo mówi”. I mamy gotowy absurd.

Inny przykład – ścieżka rowerowa. Jak sama nazwa wskazuje przeznaczona jest dla ruchu cyklistów wszelkiej maści. Ale jak kilka osób skorzysta z niej w celach rekreacyjnych – przykładowo wybierze się na spacer czy pobiegać – to nikt do nikogo pretensji mieć nie będzie, o ile korzystająca z takiej możliwości osoba zachowa się rozsądnie i jak to mawiają „z głową”. Ciekawe jest także to, jak mało osób wie jak poruszać się po ścieżce rowerowej. Jakby nie patrzeć obowiązują te same reguły co podczas poruszania się po jezdni – czyli piesi w grupach do 10 osób powinni iść lewą stroną (pytanie dlaczego? jest jak najbardziej na miejscu; poszukaj odpowiedzi). Na ścieżce rowerowej podobnie. A w naszym mieście można zaobserwować coś zupełnie innego. Cóż… Niewiedza nie jest usprawiedliwieniem. Cieszę się tylko, że w naszym mieście „mundurowi” mają jeszcze na tyle „oleju w głowie” iż nie wlepiają mandatów pieszym korzystającym z owej ścieżki. Przynajmniej tyle zachowali rozumu. Aczkolwiek obawiam się, że może się to w przyszłości zmienić…Tylko proszę mnie nie obwiniać o podsuwanie pomysłów.

Używki. Prawo uwielbia wmawiać nam co „możemy” a czego „nie możemy” przyjmować. Jeszcze jakby owe regulacje podpierało naukowymi badaniami, a nie jakimś chorym „widzimisie”, to może miałoby to sens. Tyle, że w obecnej sytuacji tak nie jest. Wiele substancji, zupełnie nieszkodliwych, w naszym kraju znajduje się na liście „zakazanych”. I w bardzo wielu przypadkach jesteśmy jedynym krajem na świecie, który daną substancję zdelegalizował. Przykład – pieprz metystynowy, zwany potocznie „kava kava”. Naturalny i bardzo bezpieczny antydepresant, mogący pomóc wielu ludziom. Do tego tani. Konkurencja dla farmaceutycznych trucizn, które bardzo często bywają przepchnięte do sprzedaży w wyniku manipulacji wyników badań, bez wypisania wszystkich możliwych efektów ubocznych, czyli bez uczciwego traktowania pacjenta. Nie wierzysz mi Czytelniku? Zainteresuj się tym zagadnieniem, jest naprawdę fascynujące co się nam wmawia, a co w rzeczywistości się dzieje. Antydepresanty bardzo często wpychane są niemalże na siłę przy wymyślonych chorobach, jak przykładowo ADHD. Tak Czytelniku, ta „choroba” została wymyślona na potrzeby firm farmaceutycznych, produkujących antydepresanty. I takich wymyślonych chorób jest jeszcze więcej.

Ale popatrzmy na rzeczy „twardsze”, czyli sławetne „narkotyki”. Słowo – klucz na które bardzo wielu reaguje bardzo, bardzo emocjonalnie. I zamiast przyglądać się faktom i danym, następuje kompletna ślepota i negacja. Tymczasem problem jest dużo bardziej złożony. Problem jest natury metodologicznej, ponieważ „narkotykiem” nazwać można substancję albo z perspektywy wiedzy medycznej albo z perspektywy prawa. Bardzo często to, co z punktu widzenia medycznego określane jest mianem „narkotyku” z punktu prawnego nim nie jest – i odwrotnie. Światowa Organizacja Zdrowia kilka lat temu (kilkanaście właściwie) zleciła grupie naukowców przeprowadzenie gruntownych badań i określenie skali niebezpieczeństwa ”najpopularniejszych” ówcześnie substancji. Niestety wyniki nie zostały jakoś mocno nagłośnione, bo okazało się, że nie pasują do tego, czego potrzebowali politycy. Jesteś ciekaw Czytelniku co się znalazło na pierwszym miejscu? Heroina. To najbardziej niebezpieczna substancja na Ziemie, najsilniej uzależniająca, fizycznie. Zagadnienie uzależnień także jest ciekawe i warto się nim zainteresować. Dodam tylko – istnieją dwa typy uzależnień – psychiczne i fizyczne. Fizycznie uzależniające substancje zaczynają brać udział w procesach elektryczno – chemicznych naszego organizmu. Stają się „elementem niezbędnym”, którego „odstawienie” wywołuje silną reakcję, czasami mogącą doprowadzić do zgonu. Heroina jest taką substancją, ponieważ wszystkie opiaty – czyli morfina przykładowo – uzależniają fizycznie. Oprócz nich w tej grupie znajdują się: barbiturany, benzodiazepiny, niektóre grupy sterydów, nikotyna i alkohol. Tak właśnie, najbardziej popularne i najbardziej promowane używki są jednocześnie najsilniej trujące. Co ciekawe pozostałe grupy tych środków występują bardzo często jako… lekarstwa. Ładne mi „lekarstwa”. Wróćmy jednak do uzależnienia. Psychicznie zaś można uzależnić się od… wszystkiego. Od jedzenia, od ćwiczeń, od telewizji, od komputera, internetu, telefonu, seksu, masturbacji, pornografii, lekarstw, jedzenia, transportu, ruchu, itd. Od wszystkiego można uzależnić się psychicznie. I większość z nas w wielu przypadkach nawet nie zdaje sobie sprawy z tego, że jest od czegoś uzależniona. Jak to się mawia „każdy ma swoje własne małe rytuały”, czyli rzeczy, których zrobienie wprawia w „dobry nastrój”. Jedni sprzątają, inni gotują czy pieką, jeszcze inni chodzą na spacery i tak dalej. To są właśnie formy uzależnienia psychicznego. Do póki mają łagodne stadium, nie przeszkadzają w „codziennym życiu” i właściwie są niezauważalne. Psychiczne uzależnienie zależy przede wszystkim od czynników psyche danej osoby, nie od samej substancji. Jakkolwiek niektóre substancje, ze względu na wywoływane efekty, mają silny potencjał uzależniający, czyli wyzwalający w psychice te uwarunkowania decydujące o „chęci powrotu” do danego stanu.

Wróćmy jednak do „narkotyków”. Jak się okazało na drugim miejscu jest kokaina (prawdopodobnie dlatego, że to bardzo silny stymulant, pobudzające te same regiony mózgu co ryzykowne zakłady o bardzo duże sumy pieniężne; dlatego to narkotyk bankierów, maklerów i innych finansistów), wspomniane przeze mnie barbiturany, metadon (czyli syntetyczna heroina), alkohol (dwukrotnie niższy potencjał uzależniający niż heroina), ketamina (dysocjant, sprzedawany jako lek; uzależniający psychicznie, ale z dużym potencjałem), benzodiazepiny (także wspominane wcześniej), amfetamina, tytoń, buprenorfina (półsyntetyczny lek opioidowy) i dopiero na 11 miejscu niesławna marihuana, z potencjałem uzależniającym (psychicznie) pięciokrotnie niższym niż heroina. Jako ciekawostka LSD jest na 14 miejscu z dziesięciokrotnie niższym potencjałem uzależniającym niż heroina. A jednak mendia robią wodę z mózgu i wmawiają nam, że „narkotyki” to trucizna, jednocześnie promując wiele trucizn niemal w każdej minucie (reklamy współcześnie to przede wszystkim lekarstwa i suplementy diety). Hipokryzja pełną parą, wspierana przez „prawo”.

Ciekawe jest to, że szereg badań naukowych wykazuje, iż cannabis, czyli niesławna marihuana, jest faktycznie lekiem na raka. Aby zrozumieć w jaki sposób „leczy” należy zrozumieć naturę raka. Nasz organizm składa się z komórek. Każda komórka działa w taki sposób, że z jej perspektywy robi wszystko aby wszystkim jej sąsiadom było jak najlepiej. A ponieważ wszystkie do koła działają tak samo, wszystkie wzajemnie podtrzymują swe istnienie w kapitalnej kondycji. Komórka rakowa to taka komórka, która „zapomniała” o tym altruizmie i zaczyna działać „tylko dla siebie”, jak doskonały przykład egoisty. I nie zauważa, że swoim działaniem zabija otoczenie i organizm, od którego sama zależy. W normalnym organizmie, czyli nieprzeciążonym różnego rodzaju chemicznymi truciznami, taka egoistyczna komórka popełnia „samobójstwo” – ten proces nosi miano apoptozy. W organizmie zatrutym i przeciążonym egoistyczna komórka „zapomina” o apoptozie i szkodzi organizmowi – to właśnie rak. Marihuana, a właściwie zawarte w niej substancje aktywne, do współpracy z którymi nasz organizm został zaprojektowany przez Stwórcę, pomagają egoistycznym komórkom „przypomnieć” sobie o apoptozie.

Ciekawe jest to, że my jako gatunek bardzo przypominamy raka tej planety.

A co na to „prawo”? Ano… Prawo chroni interesy, nie ludzi. I dlatego cannabis, która ma ponad 50 000 zastosowań przemysłowych, jest „nielegalna” ale lekarstwo z niej robione, naturalnie ze znaczkiem koncernu farmaceutycznego, jest legalne i kosztuje ponad 1500zł za opakowanie. Roślina, którą każdy może wyhodować sobie w doniczce, uważana jest za „nielegalną”, a pudełko zawierające ekstrakt z tej rośliny, ze znaczkiem koncernu, kosztujące 1500zł, jest legalne.

Prawo mówi „nie wolno Ci” czyli ktoś, kto napisał to prawo doszedł do wniosku, że Ty jesteś za głupi na to aby decydować o sobie. Nie masz Rozumu lub z niego nie korzystasz, dlatego ktoś robi to za Ciebie. Bo Ty jesteś za głupi na to.

Powiedz mi Czytelniku, że prawo nie jest absurdem.

Równość społeczna czyli równanie do najgorszego.

NASTĘPNY ARTYKUŁ »

Przedświąteczny armagedon

Skomentuj