banner

Bałdych & Helge Lien Trio w Teatrze Starym (Lublin, 11/10/2017) – relacja z koncertu

Prawie rok temu Adam Bałdych wystąpił w Lublanie na Zaduszkach Jazzowych u Dominikanów ze swoim okazjonalnym sextetem grając premierowy wtedy materiał. Zgromadzeni w murach Bazyliki ludzie byli świadkami niezwykłego wydarzenia – muzyka płynąca wprost z ołtarza była spójna, świeża, a momentami ocierała się o sacrum (może za sprawą miejsca).

Widać było doskonale, że polski jazz prosperuje świetnie, a Starzy Mistrzowie (Ptaszyn, Urbaniak, Stańko, etc.) mają godnych następców. Dla mnie to był koncert roku i chciałem po nim tylko jednego – żeby to co usłyszałem wyszło na płycie (najlepiej na winylu). To wówczas też Bałdych zyskał w mojej osobie kolejnego fana.

Skrzypek kazał lubelskiej publiczności czekać na siebie 11 miesięcy. W Teatrze Starym towarzyszyło mu norweskie trio, a siłą wspomagającą był saksofon Tore Brunberga. Koncert był częścią europejskiej trasy promującej najnowszy album pt. „Brothers” nagrany dla prestiżowej wytwórni ACT. Tytuł płyty ma zresztą szczególne znaczenie: z jednej strony album jest formą epitafium dla zmarłego niedawno brata skrzypka, z drugiej natomiast, podkreśla szczególną więź braterską łączącą Bałdycha z Norwegami. Te dobre relacje najlepiej odzwierciedla fakt, iż „Brothers” to już drugi wspólny album (po „Bridges”) tej ekipy.

Zaczęło się „Polesiem” z płyty „Bridges”. Co zwróciło moją uwagę, to delikatne, mistyczne wręcz muskanie strun przez Bałdycha w początkowej fazie utworu – była w tym jakaś muzyczna forma namaszczenia. Potem już pojawił się motyw przewodni głęboko zakorzeniony w polskim folklorze.

Jako następny wybrzmiał utwór „Faith” z albumu „Brothers”. Tu prym wiódł Helge Lien na pianinie, a okazjonalne wejścia Bałdycha  powodowały, że tytułowa „Wiara” ulegała materializacji, stając się czymś bardzo namacalnym.

Później na scenie pojawił się saksofonista Tore Brunborg. Co ważne – na żywo jego partie saksofonu, w porównaniu z wygładzoną wersją studyjną, nabrały zdecydowanie większej mocy – był tu pazur, była jazzowa moc. Obecność Brunborga sprawiła, że chwilami muzyka wyrywała się z przyjętych struktur i leciała w kierunku free, by jednak w odpowiednim momencie wrócić na właściwe tory.

Kompozycja„Brothers” miała w sobie dużo niepokoju i nerwowości (bass kontra skrzypce) przełamanej przez kojący saksofon. Niespokojne było także „Up” z rockową wręcz ekspresją, a apogeum tego utworu, ze względu na swój patos kojarzyło mi się mocno z Kamasim Washingtonem. Wyciszenie i spokój przyniosły „Shadows” (dwugłos skrzypiec i saksofonu) oraz „Love”. Ten ostatni utwór oparty był w dużej mierze na technice pizzicato – znaku firmowym Bałdycha (gra na strunach palcami a nie smyczkiem).

Wybrzmiał też klasyk Leonarda Cohena – „Hallelujah”. I choć nie jestem zwolennikiem coverowania utworu, który ma już milion wersji, a każda jest w zasadzie identyczna, to jednak w tym przypadku muzykom udało się uciec od szablonu – utwór przearanżowano tak umiejętnie, iż finalnie cohenowska struktura otrzymała bałdychowską formę. Kompozycja doskonale wpasowała się w ogólny koncept koncertu, stając się utworem bardziej Bałdycha niż Cohena.

Zaczęło się od „Bridges” i na tej płycie też się skończyło – jako ostatni wybrzmiał „Dreamer”. Koleżanka z czasów liceum, która także była na tym koncercie skwitowała go jednym słowem: obłędnie. Zaiście, tak właśnie było. I gdybym miał poczynić jakąś uwagę w kierunku Bałdycha, to napiszę tylko tyle: Mistrzu, nie każ znowu tyle na siebie czekać. Lublin jest żądny Twojej muzyki!!!!

 

Lista utworów:

Polesie
Faith
Brothers
Shadows
Up
Love
One
Hallelujah
Dreamer

Na krańcu świata, cz. 21

NASTĘPNY ARTYKUŁ »

Czarna rocznica

Skomentuj