banner

Kora i Stańko – razem już na „tamtej stronie”

Dokładnie rok temu moją wakacyjną lekturą była biografia Tomasza Stańki spisana w formie wywiadu-rzeki. Prowadzący rozmowę z Mistrzem, Rafał Księżyk zahaczył także o środowisko rockowe. Stańko, znany z odważnego eksperymentowania z wszelkiego typu używkami  wspomniał, że taki Maanam mógł się od niego w latach 80. wiele nauczyć w tym zakresie.

Wiedział co mówi, bo miał bezpośredni kontakt z muzykami, biorąc gościnny udział w sesji nagraniowej ich drugiego albumu pt. „O!” (1982). Trąbka Mistrza gości tam raptem w dwóch utworach (Die Granze oraz Zwierzę), bo jak sam Stańko wspominał „wpadł na sesję tylko na 40 sekund”. Kilka dni temu, w ostatni weekend lipca, artyści znów wystąpili obok siebie. W innej niestety roli.

W sobotni poranek odeszła od nas Kora, dobę później dowiedzieliśmy się o śmierci Tomasza Stańki. Dwa ciosy – lewy i prawy sierpowy powodujące, że polska muzyka  została na pewien czas powalona na deski. Cóż tu pisać? Że Kora była arcywokalistką, a Stańko geniuszem trąbki znanym na całym świecie? Można, ale po co? Puste słowa, które i tak nie oddadzą wielowymiarowości tych person.

Korę dane mi było zobaczyć w Filharmonii Lubelskiej na początku 2012 roku – kipiała rock’n’ rollem. Choć miejsce było specyficzne, to energia Kory emanowała na publiczność i pod sceną się zakotłowało. Fantastyczny koncert! Tomasza Stańkę „na żywo” widziałem w 2003 roku na Świdnik Jazz Festival. Trafiłem tam wówczas zupełnie przypadkowo, bo jazz pokochałem dopiero 13 lat później. Nie pamiętam co Mistrz grał, ale pamiętam jak wyglądał: klasycznie, z legendarną bandamką.

W 2016 roku poszedłem „ostro” w jazz, a Stańko został moim guru, za którego trudno dostępne albumy poświecić jestem w stanie wiele (winylowy album Purple Sun kosztował mnie 100 euro, o czym żona do dziś nie wie). Gdy rok temu pojawiła się informacja, że 10 kwietnia 2018 roku w lubelskim CSK Stańko zagra koncert, euforii mej nie było końca. W jednej chwili zakupiłem bilet w pierwszym rzędzie, tak by Mistrza mieć dokładnie vis a vis. Kilka tygodni wcześniej, 19 marca, Stańko w towarzystwie m.in. Możdżera, Karolaka, Urbaniaka i Namysłowskiego, wystąpił na Gali 100-lecia ZAIKS-u grając kultową Kattornę Komedy. Grał świetnie, ale fizycznie nie wyglądał dobrze (wtedy jeszcze nikt nie wiedział, że to ostatni występ trębacza). Parę dni później pojawiła się informacja, że seria koncertów (w tym lubelski) zostaje przełożona, by w końcu odwołać ją całkowicie. Powodem było zapalenie płuc.

Potem zapadła głucha cisza na temat stanu zdrowia Stańki. Z prywatnej korespondencji z red. naczelnym „Jazz Press” Piotrem Wickowskim dowiedziałem się, że nie jest z tym najlepiej. Gdzieś jednak wciąż była się nadzieja, że Stańko wygra ze zdrowotnymi problemami, bo w końcu jak nikt inny był „zaprawiony w bojach”. Jednak przegrał. Drżyjcie trąby anielskie, macie wielkiego konkurenta!

Radzyń ważnym elementem na wojennej mapie

NASTĘPNY ARTYKUŁ »

Eminencja

Skomentuj