banner

PROJEKT WOJSKO

Korzystając z faktu, że Padrone jest nader zajęty korupcją i różnymi innymi zleceniami, nie cierpiącymi –  nolens volens – zwłoki,dziś odpoczniemy nieco od podlasko-palermiańskich teorii a skupimy się na konkretach. I praktyce.

W poprzednich wpisach pojawiło się określenie „niedodefiniowane Podlasie” oraz wskazanie negatywnych skutków owego braku samookreślenia – kłopotów tożsamościowych. Trzeba zatem podjąć próbę wyodrębnienia, opisania i popularyzacji czynników ów region  jednoczących i wyróżniających.

Nie ma wątpliwości, że jednym z nich były powstające i stacjonujące tu (a w mniejszym stopniu werbujące żołnierzy) polskie jednostki wojskowe.

W kwestiach militarnych mamy ogromne powody do dumy – już od momentu wyodrębnienia się regionu, w czasach napoleońskich. Począwszy od 13 Pułku Piechoty i 13 Pułku Huzarów („srebrni huzarzy”) Księstwa Warszawskiego a skończywszy na oddziałach artylerii, piechoty i kawalerii II RP (wymieńmy tutaj chociażby 22 i 34 Pułki Piechoty, 9 Pułk Artylerii Ciężkiej, 9 Pułk Artylerii Lekkiej, pododdziały 2 Pułku Ułanów Grochowskich) – były to oddziały o fascynującej historii, niektóre z nich przeszły już do legendy, niektóre jeszcze nie, choć na to zasługują. Tradycje wojskowe, od 1809/1810 r., aż do epopei „leśnych” z niepodległościowego podziemia, stanowią jeden z najcenniejszych fragmentów wielowymiarowego dziedzictwa regionu. Mam wrażenie, że akurat ten fragment nie jest zbyt gorliwie popularyzowany. A jeżeli już jest – to jakoś tak szkolnie, płasko, banalnie, że przyciąga jedynie samych tzw. „zagorzałych” i to zagorzałych na punkcie li tylko bitew i potyczek, po tysiąc razy już przemaglowanych w podręcznikach i publikacjach Bellony. A w ziemskim bytowaniu  żołnierza bitwy i potyczki zajmowały zaledwie od kilku godzin do kilku dni (pełne kampanie wojenne oczywiście nieporównanie dłużej). Jeśli jednak szczęśliwie je przetrwał pozostawała jeszcze reszta życia, czasem bardzo długiego. I wypełnionego niejednokrotnie nauką, sztuką, polityką, mnóstwem regionalnych i ponadregionalnych zasług. A prawie zawsze – opieką nad panią żoną i wianuszkiem potomstwa, wysłuchującego niekończących się opowieści o różnych Lipskach, Iganiach, Berezynach, Kockach, Isonzach, Monte Cassinach, etc., etc. I te opowieści przechodziły w pamięć pokoleń… A co dziś pamiętamy z życia codziennego podlaskich weteranów tysiąca bitew? Co wiemy o żołnierzach-poetach, naukowcach, lekarzach, prawnikach, bibliofilach itd., itp.?

Wojsko broniło i jednoczyło. No i było, było tak bardzo jak bardzo dziś go nie ma. Czy to w Księstwie Warszawskim, czy to w II RP, przez ogół Polaków uwielbiane, odgrywało w życiu codziennym wielką rolę. Dawało szansę awansu społecznego, nobilitowało, zapewniało utrzymanie.  Nie należały do rzadkości rodziny, gdzie wszyscy dorośli mężczyźni byli wojskowymi (zawodowymi) lub/i mieli wojskowy (ochotniczy lub zawodowy) epizod w życiorysie. Wystarczy – dla czasów dawniejszych – przejrzeć gazety i archiwalia, a dla nowszych – fotografie. Dniami świątecznymi całe to towarzystwo w paradnych mundurach, obwieszone kilogramami medali za męstwo, wylegało na podlaskie ulice, a pozostali obywatele patrzyli na nich z dumą i zazdrością. (Głupi byli, nie? Żeby tak dać się zwieść jakimś tam własnym siłom, zamiast ufać potędze traktatów!). W krótkich interludiach niepodległości dwóch ostatnich wieków, wojsko było sprawą najważniejszą. Ale na razie dość o tem, zwłaszcza, że o wojakach naszego regionu mam w planach pisać obficie.

Jeszcze tylko w kwestii wspominanej na wstępie praktyki. Otóż: pomyślałem sobie o cyklu wystaw związanych z poszczególnymi oddziałami związanymi z naszym regionem. To jest właśnie tytułowy projekt. Projekt związany z żołnierzami walczącymi o niepodległość a przebywających/żyjących w naszym regionie, od pierwszych chronologicznie napoleończyków, aż po ostatnich „leśnych”.

Marzą mi się wystawy solidne merytorycznie i efektowne graficznie. Wystawy, które łączyłyby zbiory państwowe (muzealne, archiwalne, etc.) oraz materiały pozostające w rękach prywatnych. Sądzę że to jest do zrobienia. Archiwa polskie prowadzą akcję „Archiwa Rodzinne”, która wszak przynosi wymierne efekty.

Po ostatniej rozmowie z kolegą z Włodawy (na tożsamościowej podlaskiej konferencji) jako pierwszego bohatera zbiorowego cyklu wystaw widziałbym 9 Pułk Artylerii Ciężkiej, który stacjonował w Siedlcach, Włodawie i Brześciu. Granice dyslokacji oddziału pokrywają się zatem idealnie z regionem. Pułk miał fascynującą historię. Po jego żołnierzach pozostało stosunkowo dużo materiału archiwalnego – i to jak bardzo ciekawego! Dość powiedzieć, że dwa kompletne albumy pułkowe – oficerski i podoficerski – istnieją w dobrym stanie do dziś. Jeden w państwowych zbiorach archiwalnych, drugi – w rękach prywatnych. Co najmniej po jednym z podoficerów 9 PAC zachowała się niemal pełna, obszerna spuścizna archiwalna. Po innych żołnierzach – mniej lub bardziej obfite zbiory. Zatem, jeśli połączymy siły – to może się udać. Co do spraw techniczno-organizacyjnych – o tym w następnym odcinku.

 AR

PS. W imieniu Don Antonia dziękuję miłym komentującym; potwierdzam i pamięć i gotowość spożycia kawy. On sam podziękuje (jak go znam – dość kwieciście i rozwlekle) zaraz po powrocie ze wspomnianej na wstępie korupcji.

Prowincja kultury. Odcinek 3: Humanistyka detektywistyczna (wprowadzenie)

NASTĘPNY ARTYKUŁ »

Płaca minimalna – czy istnieje alternatywa?

Liczba komentarzy 1

  1. Dariusz Magier
    10/06/2015

Skomentuj