banner

Przechowanie

Odcinek 36. Pokój nauczycielski.- Przepraszam, czy mogę mieć do pana prośbę? – Do jakiego „pana”? Przecież pani mnie uczyła…

– Niby racja… Ale jakoś tak wyrosłeś…

– I boi się mnie pani, czy co?

– Nie nie, po prostu…

– Rozumiem – uciął dobrodusznie belfer. – Proszę kontynuować pierwszą kwestię.

– No bo widzi pan… No i znowu…

– No to jeszcze raz!

– Widzisz Marcin…

– Brawo!

– …potrzebuję twojej dziewczyny.

– No niestety, nie pomogę pani; nie mam dziewczyny.

– Oj, no uczennicy – zaczęła prostować, co raz bardziej zmieszana nauczycielka – z tej klasy, z którą teraz będziesz miał. Jest mi potrzebna na próbę.

– Nie ma problemu, tylko która to?

– No właśnie nie wiem, jak ona się nazywa…

– To może rysopis?…

– Słucham?…

– No ale jak wygląda, to pani wie?

– Wiem… Taka mała, szczupła, ciemne włosy…

– Marta!

– Tak! O właśnie, Marta. To zwolnisz ją?

– Nie ma problemu.

– Tylko jej to powiedz, bo ona mi mówiła, że ona nie przyjdzie, jeśli jej nie przyślesz.

– Dobrze.

* * *

Jeszcze lekcja nie zdążyła się zacząć, a już mała delikwentka zjawiła się u biurka.

– Proszę pana, pani od WF-u chciała mnie wziąć na próbę…

– Ano racja, możesz iść.

– Nie!…

– Nie możesz?…

– Pan po prostu powie pani, że nie może mnie wypuścić z lekcji, bo np. jestem panu BARDZO potrzebna, dobrze?

– Nie dobrze…

– No proszę… Proszę!…

– Ale ja już powiedziałem tej pani, że się zgadzam i cię tam do niej wyślę…

– Nie robi pan tego… Nie wysyła mnie pan tam.

– Ale obiecał… A czemu nie chcesz iść?

– Bo oni chcą, żebym tam śpiewała…

– Rozumiem… Też się krępuję śpiewać publicznie.

– To nie wyśle mnie pan na sale?…

– No i mam dylemat.

– To zrobimy tak: jak po mnie przyjdą, to ja pójdę, a jak nie, to pan mnie nie wyśle; dobrze?

– Stoi – przytaknął belfer i przybił „żółwika”.

* * *

W pewnym momencie, kiedy lekcja toczyła się w najlepsze, do klasy weszły dwie uczennice. Nauczyciel, widząc je w drzwiach, ustawił się w takim miejscu, żeby zasłaniać im uczennicę, po którą – jak mniemał – przyszły.

– Dzień dobry! Przyszłyśmy po…

– Marta, uciekaj! – krzyknął za siebie, z jakimś dramatyzmem z głosie.

– No ale – zaczęły stękać skonsternowane tym faktem delegatki – my potrzebujemy Martę na próbę…

– A my jej potrzebujemy bardziej.

– No proszę pana!…

– Nie oddam wam Marty!

– Ale pani nas wysłała…

– A ja Marty nie wysyłam.

W tym momencie do belfra podeszła delikwentka, której cała istota wyrażała jedną wielką rezygnację.

– To ja już może pójdę…

– Naprawdę?… Dasz radę?

– Tak… Zaśpiewam to i przyjdę.

– No dobrze, jak wolisz. Ale jakby coś było nie tak, to krzycz. – Następnie zwrócił się do wydelegowanych uczennic – A jeśli Marta nie wróci, albo wróci uszkodzona… to módlcie się, żeby pani Basia nie zachorowała; bo wiadomo, kto was weźmie na zastępstwo z historii.

Zasmarkada apokalipsa

NASTĘPNY ARTYKUŁ »

Wspomnienia Karola Hurko, cz. 27