banner

Rekonstrukcja czy dekonstrukcja?

Niedawno opublikowałem artykuł będący podsumowaniem półmetka kadencji. Nieoczekiwanie niedługo po tym nastąpiła zmiana rządu. Co o niej sądzić?

Niestety nie da się spojrzeć na nią bez niepokoju. Wspomniany wyżej artykuł nosił tytuł „Miód z dziegciem, czyli półmetek kadencji”. Jak można się domyślić z tytułu, ocena była generalnie raczej pozytywna, choć nie bez zastrzeżeń.

Otóż generalnie jest zasada, że nie zmienia się tego, co się sprawdza.

Trudno powiedzieć coś złego na temat Beaty Szydło. Jednakże jeszcze gorsza była późniejsza wymiana ministrów. Tym, co mocno niepokoi, jest odwołanie Antoniego Macierewicza. Przeszedł przez wiele prób, nigdy kierował się prywatą i nigdy nie zdradził. Jego obecność w rządzie stanowiła widomą oznakę ideowości formacji, tego, że nie została całkowicie opanowana przez karierowiczów i ludzi bez właściwości. Dymisja świadczy o tendencji odwrotnej.

Kolejną budzącą poważne wątpliwości dymisją jest pozbawienie stanowiska Jana Szyszki. Jest to kapitulacja przed medialną nagonką i przyznaniem prawa „opozycji totalnej” i mediom głównego nurtu do „meblowania” ekipy, daniem sygnału, że mocniejsza histeria będzie skuteczna. Zresztą niesprawiedliwie traktowany był już wcześniej – polecam swoje wcześniejsze artykuły na ten temat („”Lex Szyszko” jako reflektor” i wspomniany „Miód z dziegciem…”).

Jedyną dymisją, którą należy ocenić dodatnio, jest odwołanie ministra zdrowia Konstantego Radziwiłła.

Kto zaś do rządu przyszedł? Otóż większość nowych ministrów są to ludzie związani z Jarosławem Gowinem. Czymże ten ostatni sobie zasłużył na takie wyróżnienie? Fatalnymi pomysłami zmian w uniwersytetach?

Spośród nowych ministrów ciekawy jest przypadek pani minister Jadwigi Emilewicz, która jeszcze w 2014 r. pisała w „Rzeczpospolitej” artykuł, w którym zarzucała Jarosławowi Kaczyńskiemu, że jakoby niszczył żałobę po katastrofie smoleńskiej (!). Ktoś przypomniał ten artykuł i w internecie zrobił się szum. Pod jego wpływem pani minister udzieliła pokrętnych wyjaśnień.

Kolejną „ciekawą” zmianą jest wymiana ministra spraw zagranicznych. Jacek Czaputowicz jest człowiekiem z kręgów salonowych, „unijnych”, należy do t.zw. „korporacji Geremka”. Nominację tę skrytykował znany dzienniakarz śledczy i publicysta Witold Gadowski.

Być byłoby to działanie przedwczesne, ale może warto by się zastanowić nad wysłaniem oficjalnych gratulacji Grzegorzowi Schetynie z racji powrotu po ponad 2 latach Platformy do władzy?

Wreszcie obok samego faktu zmian i ich charakteru nie może podobać się sposób przekazania informowania o nich. Wyborcom nic nie zostało porządnie wyjaśnione. Ciągle tylko słychać „zaufajcie”, „zaufajcie”. Niepokojąco przypomina to słynne aroganckie stwierdzenie Aleksandra Wielopolskiego, że „Dla Polaków można czasem coś dobrego zrobić, ale z Polakami nigdy”. Tymczasem wsparcie i entuzjazm to nie jest stara kurtka, którą można zawiesić na haku i odwiesić w dowolnym momencie. W uganianiu się za jakimiś mirażami można łatwo stracić je na zawsze. Wielu może dać się nabrać na jakiś nowy projekt. Rosyjskie służby już zacierają ręce, od dłuższego czasu specjalizują się bowiem w montowaniu proputinowskiej pseudoprawicy w różnych krajach. Wielu rozgoryczonych ludzi może wpaść w tę pułapkę. Inni mogą udać się na „wewnętrzną emigrację” i w dniu wyborów zostać w domach.

Nawet zaś ci, którzy jednak za PiS-em zagłosują, nie będą już przekonywać innych, rozlepiać plakatów czy w inny poważny sposób się angażować. Kierujący się prywatą karierowicze, konformiści i pozoranci ich nie zastąpią.

Szczepan Korulczyk

ur. 1986, historyk z wykształcenia, absolwent UMCS w Lublinie

O konspiratorach i donosicielach

NASTĘPNY ARTYKUŁ »

Aktywne chorowanie

Skomentuj